45

Suunto 9: pierwsze wrażenia

Dawno dawno temu, w czasach przed kwarantanną, gdy siłownie były jeszcze miejscem masowych migracji ludu, moją uwagę przykuła reklama nowego zegarka. Zwał się Suunto 9 - musiałem go sprawdzić.

I tak o to jestem, 24 godziny po wyjęciu zegarka z pudełka. Moim oczom ukazał się on, zegarek sportowy Suunto 9 G1. W tym artykule nie znajdziecie rozbudowanej recenzji, będę stronił nawet od wyrażania osądów, no chyba, że dotyczą rzeczy oczywistych. To będzie jedynie moje pierwsze wrażenie. Opowieść o tym co oczy widziały i co serce czuło.

Zobaczyłem kawałek naprawdę ładnej technologii. Wersja z limonkowym paskiem wygląda naprawdę dobrze. Smartwatch wydaje się solidny, wszystko jest dobrze spasowane, nie czuć tu nawet odrobiny tandety. I dobrze! W tej wersji zegarek kosztuje blisko 1300 zł, a jego najmocniejsza wersja Suunto 9 Baro G1 GPS to wydatek rzędu 2499 zł. Skoro przy tym jesteśmy to producent powinien popracować nad dwoma rzeczami. Nazewnictwo, jest dość słabe. Mój ulubiony model to Suunto 9 Baro G1 HR GPS White. Uff, ciężko to zapamiętać.

Drugim problemem producenta jest mnogość modeli. Suunto 9 występuje w aż 6 odmianach, a mamy jeszcze Suunto 3, 5 i 7 każdy w kilku wariantach. Ciężko wybrać coś dla siebie.

Suunto 9 – co gały widziały?

Jak już wspomniałem, zegarek prezentuje się godnie. Nie jest to smartwatch którego należy się wstydzić – szczególnie gdy w dowolnym momencie możemy zmienić pasek, ale o tym za chwilę. Nie jest przesadnie masywny dzięki czemu będzie wyglądał dobrze na ręku przeciętnego faceta. Ekran jest duży (1,4″) o rozdzielczości 320x300px. Do obsługi tego co widzimy możemy wykorzystać zarówno dotyk jak i 3 guziki znajdujące się po jego prawej stronie.

Cieszę się, że producent nie kombinował z paskami. To standardowy mechanizm dzięki czemu możemy kupić dowolny pasek i szybko go wymienić. Sportowy, sylikonowy pasek z pudełka ma mechanizm szybkiej wymiany dzięki czemu jego odpięcie jest prymitywnie proste.

Ok, po wyjęciu z pudełka jest nieźle. Robi na pewno dobre pierwsze wrażenie. Pełen nadziei i zniecierpliwiony uruchomiłem zegarek no i tutaj dostałem pierwszy strzał. To co jest prezentowane na ekranie wygląda tragicznie. Okropnie wyglądające ikony, fatalne tarcze, tnące się animacje i nieprzemyślany interfejs. Oczywiście mówimy o dniu użytkowania, a ja wszystko porównuje z S3 Frontier od Samsunga, którego uwielbiam. Dam sobie czas i może powiem, że to nie ma znaczenia albo że nie jest tak źle.

Jak to działa?

Interfejs działa po prostu słabo. Jest ociężały i nieintuicyjny. Zegarek nie pozwala na to, aby z niego korzystać po wyjęciu z pudełka. Zegarek wymaga, aby pomyśleć co chce się na nim zrobić, a następnie jak to zrobić co w przypadku pierwszych treningów jest bardzo uciążliwe. To wszystko powinno być prostsze.

Jeśli chodzi o funkcje treningowe to tu wygląda to obiecująco. Wiadomo, że przy obecnej sytuacji jest trochę trudniej sprawdzić, ale miałem okazje wczoraj wykonać mieszany trening który trwał ok. 60 minut. Oczywiście jak to ja wszystko włączone na maxa. Czujniki zrobiły swoje, zakres dyscyplin pozwolił mi na wybór dokładnie tego co potrzebuję (myślałem, że nie będzie tak łatwo).

Bateria wygląda obiecująco. W ciągu doby: normalna aktywność, trening z włączonymi sensorami + GPS trwający 60 minut, analiza snu i wskaźnik ze 100 spadł do 82%. Obiecująco nie znaczy idealnie. Według producenta przy normalnym użytkowaniu mówimy o ładowaniu raz na tydzień. Myślę jednak, że wyciągnę max 4 dni. Zobaczymy.

Ekosystem

Aplikacja Suunto (dostępna na Androida i iOS) wygląda naprawdę ładnie. Tam nie ma żadnego problemu z odnalezieniem tego co jest akurat potrzebne. Bogate możliwości konfiguracji w zakresie powiadomień, dokładna historia treningów i wszelkich aktywności, aspekt społeczny, dostęp do materiałów promocyjnych, bogata lista usług i aplikacji z którymi możemy się zsynchronizować. Jest nieźle.

Na pierwszy rzut oka brakuje mi integracji z Google Fit. Biorąc pod uwagę, że ich inny model, Suunto 7, jest wyposażony w Android Wear wydaje się, że taka integracja powinna być zaimplementowana. Teoretycznie można wykorzystać Health Sync do migracji danych, ale jeszcze nie udało mi się zmusić ich do współpracy.

Na pewno uderza brak opcji na zainstalowanie innych tarcz czy dodatkowych aplikacji lub po prostu jeszcze nie znalazłem jak to zrobić. W trakcie testu sprawdzę dokładnie i ten temat.

Czy chciałbym go mieć?

Czy bym go kupił? Po tym co zobaczyłem zdecydowanie nie i to w sumie tylko z powodu frustracji jaką generuje we mnie ten dramatyczny interfejs. Jednak jestem w wygodnej sytuacji w której mogę swobodnie przetestować i sprawdzić czy jego zalety i całokształt sprawią, że się do niego przekonam. Czas pokaże.

Niedługo napiszę szerszy materiał o samym zegarku i o tym jak się z nim żyje. Do zobaczenia!

 

Sprzęt w testach dzięki życzliwości i wsparciu sklepu x-kom.pl