10

Superszybka sieć Google’a ratunkiem dla Amerykanów? – gigabit dla każdego

Stany są kolebką nowoczesnych technologii, swoje siedziby mają tam największe firmy z branży IT, jest to także miejsce, gdzie codziennie powstają dziesiątki, a nawet setki startupów technologicznych. Wbrew pozorom jednak prędkość internetu szerokopasmowego w tamtym kraju na kolana nie powala. Sytuacja ta spowodowana jest tym, że monopoliści tamtego rynku posiadają swoje własne okablowanie, którego nie […]

Stany są kolebką nowoczesnych technologii, swoje siedziby mają tam największe firmy z branży IT, jest to także miejsce, gdzie codziennie powstają dziesiątki, a nawet setki startupów technologicznych. Wbrew pozorom jednak prędkość internetu szerokopasmowego w tamtym kraju na kolana nie powala. Sytuacja ta spowodowana jest tym, że monopoliści tamtego rynku posiadają swoje własne okablowanie, którego nie chcą użyczać konkurencji, dyktując przy tym ceny za poszczególne prędkości internetu. Podobnie było w naszym kraju z TP – monopol na szczęście się już skończył. Na ratunek Amerykanom chce iść Google, które buduje swoją własną sieć działającą z prędkością do gigabita. Projekt wystartował już kilka lat temu i wciąż się rozwija. Niedawno do sieci giganta podłączony został Uniwersytet Stanforda.

Gigant nie ma zamiaru walczyć z obecnymi telekomami czy prawem amerykańskim, które nie zabrania praktyk poniekąd monopolistycznych wśród firm pokroju AT&T czy Verizon. Zdecydował się po prostu zbudować swoją własną sieć. Koszty są spore, jednak z pewnością się to opłaci. Zresztą Google chcąc rewolucji polegającej na zamianie komputerów w terminale łączące się z chmurą, musi zapewnić w jakiś sposób szybki dostęp do internetu swoim użytkownikom, by ci nie odczuwali opóźnień związanych z transferem danych.

W istocie jest właśnie tak, że prędkość jednego gigabita to w praktyce odczyt danych z prędkością 125MB/s, czyli taką, jaką umożliwia standard SATA I, a która w zwykłych dyskach i tak nie jest osiągalna. W rzeczywistości nie da się uzyskać transferu sieciowego na poziomie jednego gigabita na standardowym komputerze z dyskiem HDD, gdyż właśnie taki dysk nie jest w stanie zapisać danych z taką szybkością.

Jeśli Google uda się dostarczyć tak szybki internet do domów i miejsc publicznych typu biblioteki, Chromebooki mogą naprawdę mieć wzięcie. Netbooki z ChromeOS i tak posiadają szybsze nośniki pamięci stałej – SSD – które pozwalają na zapis i odczyt danych z takimi dużymi prędkościami. Dyski SSD są droższe, ale co z tego, skoro w Chromebookach lądują najmniej pojemne modele ze względu na to, że przecież dane i tak są przechowywane w chmurze. Superszybki dysk SSD będzie służył w takim przypadku jedynie do zapisywania danych tymczasowych, usuwając wąskie gardło w postaci dysku HDD.

Gdyby naprawdę uzyskano możliwość takich transferów dla masowego klienta, usługi w chmurze jeszcze bardziej by się spopularyzowały. Jednym z modeli biznesowych giganta mogłoby być dostarczenie Chromebooka do klienta w pakiecie z internetem. Już jakiś czas temu pojawiła się informacja, że netbooki z systemem Google’a będą sprzedawane w subskrybcji. Taki model sprzedaży, do którego dochodziłby dostęp do sieci Google, byłby rewolucją, a moim zdaniem zarazem rewelacją, która zawładnęłaby rynkiem.

Superszybki internet od Google’a jest jednak jeszcze wciąż w fazie rozwoju. W ramach testów w przeszłości podłączono do sieci miasto Kansas City. Jak donosi Motherboard.tv, ten sam los spotkał teraz Uniwersytet Stanforda, na którym studiowali założyciele Google. Transfer jaki udało się uzyskać na tej uczelni wynosił około 150 Mbps/90 Mbps, o czym mówi wklejka z SpeedTest powyżej.