Autorem artykułu jest Brenden Arakaki – Tłumaczenie — Paweł Czerski. Dla Amerykanina mieszkającego w Warszawie każdy dzień pełen jest wyzwań językowych. Gdy zamawiam lunch lub kawę, zastanawiam się czy nie obraziłem właśnie czyjejś matki, gdy jedyną odpowiedzią na złożone zamówienie jest grymas na twarzy i milczenie. Będąc konsultantem dla warszawskich startupów doskonale rozumiem co czują osoby, […]

Autorem artykułu jest Brenden Arakaki – Tłumaczenie — Paweł Czerski.

Dla Amerykanina mieszkającego w Warszawie każdy dzień pełen jest wyzwań językowych. Gdy zamawiam lunch lub kawę, zastanawiam się czy nie obraziłem właśnie czyjejś matki, gdy jedyną odpowiedzią na złożone zamówienie jest grymas na twarzy i milczenie. Będąc konsultantem dla warszawskich startupów doskonale rozumiem co czują osoby, które muszą skutecznie komunikować się w języku, który nie jest dla nich językiem ojczystym.

Wyzwanie dla europejskich startupów

Sceny startupowe w Berlinie, Paryżu czy Warszawie kwitną. Skuteczna komunikacja w środowisku międzynarodowym staje się jednym z ważniejszych czynników, które mogą wpłynąć na sukces. Myśląc o wzroście, każdy startup musi prędzej czy później przekroczyć granice rodzimego kraju. Częstą najtrudniejsza do przekroczenia granicą okazuje się bariera językowa, ale to właśnie od jej pokonania zależeć będzie skuteczność komunikacji w środowisku międzynarodowym.

Dla przykładu, wiele berlińskich startupów rozumie potrzebę budowania zespołu międzynarodowego. Ich założyciele chętnie korzystają z pomocy z zewnątrz, bez obaw włączając do zespołu Brytyjczyków czy Amerykanów. Także we francuskich startupach “Amerykanin-rezydent” znajdzie dla siebie miejsce. Młode firmy potrzebują kogoś, kto przeprowadzi je przez meandry różnic kulturowych i pozwoli uniknąć pułapek na drodze do rynku amerykańskiego.

Znajdź “natywa”

Polskie startupy powinny zacząć poważnie myśleć nad tworzeniem zespołów międzynarodowych.

Praca z polskimi startupami, które odnoszą sukcesy na świecie, pokazuje, że zwykle mają one pewne cechy wspólne. Może to być umiejscowiony w USA zespół współpracujący bezpośrednio z klientem albo “ciało zarządcze”, które spędziło tam znaczną ilość czasu.

Nie każdy startup ma jednak takie szczęście lub możliwości. Dobra wiadomość jest taka, że są inne, tańsze i równie efektywne metody aby tworzyć zrozumiały przekaz. Platformy takie jak odesk.com umożliwiają znalezienie redaktorów technicznych i copywriterów, którzy za rozsądne pieniądze i w krótkim czasie zweryfikują i poprawią wszelkie materiały i komunikację jeszcze zanim wyślecie je do klienta czy inwestora.

Startupy europejskie mają też inny problem: zwlekają z zadbaniem o jakość komunikacji po angielsku do momentu, gdy produkt odniesie sukces lokalnie. Niestety, takie podejście zamyka, a przynajmniej utrudnia mediom amerykańskim zrozumienie czym startup się zajmuje, potencjalnych inwestorów i klientów zaś odstrasza. Także blogosfera w języku angielskim nie jest skora do rozpisywania się na temat produktów, które w chwili uruchomienia wyglądają na niedokończone. Angielski na wysokim poziomie nie jest zbędnym luksusem, to podstawa dla budowania międzynarodowej marki.

Dlaczego to naprawdę ważne…

Gdy pracowałem dla jednego ze startupów w Dolinie Krzemowej, moja współpracownica, nie będąca rodowitą Amerykanką, spytała grzecznie naszą szefową przez telefon “Can I nail you down in the conference room?” Tymi słowami dość niefortunnie zaproponowała szefowej seks w biurze. Chcąc umówić spotkanie powinna raczej spytać “Can I nail down a time with you in the conference room?” Ale na to było już za późno, a reszta pracowników nie była w stanie opanować śmiechu.

Podobne błędy nie zawsze będą jednak równie zabawne, a rozmówca nie zawsze przyjmie je ze śmiechem. W najlepszym razie doprowadzą do niezręcznych sytuacji, w najgorszym sprawią, że startup będzie wyglądał nieprofesjonalnie i niedojrzale w oczach potencjalnego partnera.

Zacznij już teraz

Nie obawiajcie się poprosić native speakera o sprawdzenie materiałów, nad którymi pracujecie. Zacznijcie od tych najważniejszych, jak www, deck, oferta, później zadbajcie o komunikację mailową, ćwiczcie język prezentacji. Google to absolutne minimum, które zapewni Wam, że zwroty i gramatyka, której używacie, faktycznie istnieją w angielskim. Większość dokumentacji, jaką będziecie musieli przygotować, ktoś już kiedyś stworzył i na których możecie się wzorować — SLA czy instrukcje dla użytkowników to materiały, których struktura i wygląd są zawsze podobne.

Ostatecznie jednak nie obejdziecie się bez native speakera. Czy będzie to chętny do pomocy znajomy, czy też konsultant, któremu zapłacicie — raczej prędzej niż później brutalna korekta uchroni Was przed kompromitacją przed klientem lub inwestorem.

Wideo

Poniższe wideo, nagrane podczas spotkania #OpenReaktor, zawiera garść wskazówek i przykładów typowych błędów popełnianych przez Polaków posługujących się angielskim.

Brenden Arakaki talks about communicating effectively in English at #OpenReaktor from ReaktorWarsaw.com on Vimeo.

Brenden Arakaki (@Cognix) jest redaktorem i konsultantem, który pomaga startupom komunikować się skutecznie po angielsku. W Filmaster.TV zajmuje się opracowaniem wszystkich materiałów i przygotowaniem strategii komunikacji z kluczowymi klientami i inwestorami w języku angielskim. Ukończył lingwistykę oraz japonistykę na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Pracował dla startupów z Doliny Krzemowej jako redaktor techniczny, specjalizując się przede wszystkim w skutecznej komunikacji między zespołami w USA, Rumunii, Japonii, Polsce, Hong Kongu i Singapurze.