43

Strefa czystego transportu – czyli urzędniczy absurd na kółkach

Za każdym razem, gdy w Polsce powstają nowe, "innowacyjne" regulacje, podchodzę do nich z ogromną rezerwą. Głównie dlatego, że doświadczenie raz po raz uczy mnie, że sensu w niektórych krokach urzędników nie należy się doszukiwać. Uczynienie centrów miast wolnymi od nadmiernego ruchu, czy też zanieczyszczenia to motywy w pierwszym odczuciu chwalebne, ale jeśli by przyjrzeć się założeniom tych stref - wcale tak różowo nie jest.

Aktywiści pewnie jeszcze pieją z zachwytu i dopiero co skończyli sprzątać korki po szampanach – rząd przyjął projekt ustawy o elektromobilności, w której zawarto możliwość ustanowienia „stref czystego transportu”, czyli takich, do których wstęp będą mieć jedynie samochody charakteryzujące się zerowym, lub bardzo niskim stopniem emisji szkodliwych związków do atmosfery. Tutaj płynnie dojść muszę do pewnego absurdu: wykluczenia pozwalające pewnym typom aut na wjazd do takiej strefy bezpłatnie obejmują zasilanie za pomocą: energii elektrycznej, wodoru oraz LNG/CNG. O LPG nikt nie wspomniał w tych zapisach, a przecież doskonale wiadomo o tym, że jest to paliwo czyste – głównie w porównaniu do zasilania benzynowego oraz olejem napędowym.

Pewne jest to, że napędy zasilane LPG / CNG mają spory potencjał redukcji emisji CO2 do atmosfery przy okazji stosunkowo niskich kosztach dodatkowych. Niektórzy producenci samochodów pozwalają na fabryczne zainstalowanie potrzebnego osprzętu: mój dobry znajomy kupując Skodę Octavię z silnikiem 1.6 MPI zażyczył sobie w „pakiecie” fabryczną instalację, która działa naprawdę dobrze. Nie dość, że wydaje mniej na paliwo, to w dodatku w kontekście wtedy jeszcze nowego auta nie musiał martwić się o gwarancję. Jak wykazują badacze, emisja CO2 przy uzyskaniu 1 GJ energii poprzez spalanie konkretnego paliwa jest nieco niższa niż w przypadku CNG, ale i tak LPG nie jest w tej kwestii na szarym końcu. W skrócie – instalacje oparte na LPG/CNG są znacznie bardziej przyjazne dla środowiska, także w kontekście innych związków niż CO2.

Strefa czystego transportu – auto na LPG zapłaci

I tutaj takiemu człowiekowi jak ja rzednie mina: nie powiem, że jestem „fanem” LPG, ale w tym momencie nie zakładam przerzucenia się na „czystą benzynę”, albo silnik Diesla. Mam niemałe doświadczenie, wyniesione także z domu z silnikami napędzanymi za pomocą LPG – serwisowane, dobre instalacje nie sprawiały większych problemów i co ciekawe – nie istniał problem mniejszej mocy. Jedyna niedogodność to wyższy koszt przeglądu i atest butli ważny przez 10 lat.

strefa czystego transportu

Jak to jest, że samochody napędzane za pomocą CNG (których jest mało, stacji pozwalających na tankowanie tego paliwa również jest niewiele…) mogą wjeżdżać do stref czystego transportu, a pojazdy napędzane przez LPG już nie? Trudno w takiej sytuacji znaleźć jakikolwiek sensowny powód: albo urzędnicy błędnie zakładają, że jest to paliwo wysokoemisyjne, albo… zaradnego Polaka i tak trzeba ogolić. W takim układzie podstawowe motywy przemawiające za ustanowieniem stref czystego transportu upadają: te miały powstać głównie po to, aby odciążyć centra miast od ruchu ulicznego, a ponadto, by zmniejszyć w tych obszarach emisje szkodliwych związków (niektórzy politycy wskazywali na smog, hehe). Ale, przecież strefy czystego transportu to także sposób na wprowadzenie namaszczonej przez polityków „daniny”, prawda?

Strefa czystego transportu na Antyweb. Sprawdź najlepsze teksty

Strefa czystego transportu to także… koszt

Koszt, który w pewnym zakresie „pożre” przychody pochodzące z opłat za wjazd do takich stref. Już pomijam kwestie legislacyjne, ale samorządy, które zdecydują się na wprowadzenie takiego rozwiązania będą musiały zbudować odpowiednią infrastrukturę dedykowaną strefom czystego transportu. Tutaj w grę wchodzą urzędnicy, odpowiednie urządzenia (kamery identyfikujące numery rejestracyjne to też ważny element!), system informatyczny i oczywiście osoby, które będą karać niepokornych kierowców. Ustanowienie działającej infrastruktury to jedno, ale jej utrzymanie to drugie i należy uwzględnić ten koszt w trakcie dywagacji o rentowności rozwiązania.

Oczywiście nie twierdzę, że takie strefy nie powinny powstawać – niech one powstają, ale mądrze. Nawet w takim stosunkowo „małym” mieście jak Rzeszów wczoraj złapałem się za głowę, gdy musiałem przez pół godziny przeciskać się do centrum z powodu okołoszczytowych korków. Natomiast już, gdy do centrum dotarłem… poraziła mnie skala zakorkowania obszaru: czułem się wtedy tak, jakbym trafił do Indii – w okolicach dworca PKS przepisy o ruchu drogowym zdawały się… nie istnieć. Serio.

Urzędnicy zaś powinni wykazać się konsekwencją – inaczej myślący obywatel będzie mieć poczucie, że ponownie zostanie „ostrzyżony” z pieniędzy. LPG „be”, a CNG/LNG „cacy”? Pewnie, wielu posiadaczy aut nie przejmie się tym i spuszczając głowy daninę zapłaci. Ale jest też taka grupa, która chce być traktowana fair, a tego na próżno jest oczekiwać w przypadku polskich urzędników.