76

Streaming przyszłością? Wolne żarty. Kolejna znacząca bitwa przegrana

Lubię Spotify, Tidal, Netfliksa, Hulu oraz HBO Go. Każda z tych usług to kwintesencja komfortu i przystępności cenowej. W zamian za miesięczną opłatę otrzymuję dostęp do takiej ilości treści, której nie obejrzę i nie odsłucham przez opłacone 30 dni. Ale cóż z tego, skoro w momencie premiery nowego albumu czy wygaśnięcia licencji na serial pewne materiały są po prostu niedostępne. Wtedy sięgam po portfel i odnoszę wrażenie, że nic się nie zmieniło.

Dziś 20. dzień listopada. Data wyjątkowa dla osób zainteresowanych branżą muzyczną lub słuchających radia/oglądających telewizję, ponieważ na dzisiaj zaplanowano premierę nowego albumu Adele – 25. Mając w pamięci ceny widniejące przy poprzednich krążkach wokalistki, nie napiszę, że kwota, którą dziś trzeba zapłacić za nowy album mnie zaskoczyła. Jeszcze nie teraz, ale w dość nieodległej przyszłości planowałem udać się do sklepu i nową płytę zakupić. Sądziłem, że do tego czasu nie będę od nowej twórczości Adele zupełnie odcięty. Nieistotne bowiem czy skierujemy się do Spotify, Apple Music czy innych usług streamingowych, nowego krążka Adele tam nie znajdziemy.

1447867950-adele-25

Publikacja informacji o tym fakcie była wstrzymana do samego końca – niecałe 24 godziny przed premierą decyzja została rozesłana do wszytkich właścicieli usług streamingowych. Rzecznik prasowy Adele odmawia komentarza w tej sprawie, ale do prasy przedostała się informacja, że sama artystka brała udział w dyskusji zakończonej takim ustaleniem. Ewentualne straty dla Adele będą niczym w porównaniu ze stratami usług streamingowych. Spotify ma nadzieję, że 25 trafi do serwisu jak najszybciej, by użytkownicy mogli cieszyć się nagraniami z tego, jak i poprzednich albumów – nic więcej serwis zrobić nie może. Plany dystrybutora nowego albumu Adele zakładają sprzedaż 3,6 miliona egzemplarzy tylko w Stanach Zjednoczonych (2,5 mln w ciągu pierwszego tygodnia), co byłoby rekordem minionej dekady. Najwyraźniej, wcześniej niż planowałem, ja również będę „musiał” dołożyć swoją cegiełkę do sukcesu Adele.

Czy mam coś przeciwko temu? Nie sądzę, by polemika z tą decyzją była w jakikolwiek sposób uzasadniona. Artyści (i stojący za nimi wytwórnie oraz dystrybutrzy) mają pełne prawo do kontroli nad tym, w jakiej formie album debiutuje na rynku i w jaki sposób słuchacze będą obcować z krążkiem. W pełni rozumiem taki brak przychylności do nowinki, którą generalnie wciąż pozostają serwisy streamingowe. Takie działania mogą pozostawić delikatny niesmak i oburzenie fanów będzie nieuniknione. Ale nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem. Nie jest to naturalnie piewszy przypadek swego rodzaju bojkotu usług streamingowych. Wszyscy doskonale pamiętamy zawirowania wokół Taylor Swift, nieobecnego w ofertach usług albumu Beyonce aż przez rok od jego premiery, czy głośnych wydarzeń organizowanych z okazji pojawienia się w asortymencie Spotify dyskografii zespołów Led Zeppelin i Metallica.

1491474_786458678036525_50171628_o

Takie sytuacje są jednak idealnym potwierdzeniem faktu, o którym łatwo się zapomina – streaming nigdy nie zastąpi detalicznej sprzedaży, cyfrowej czy fizycznej, takich dóbr jak albumy muzyczne, filmy czy seriale. Pośród osób odpowiedzialnych za ich stworzenie zawsze znajdzie się ktoś na tyle zdeterminowany i posiadający odpowiednią pozycję, że będzie mógł zdecydować o (czasowym) zignorowaniu usług streamingowych. Nie posiadam (jeszcze) żadnych danych potwierdzających moją opinię, ale podejrzewam, że sprzedaż albumu będzie bardziej dochodowy dla artystki z Wielkiej Brytanii, aniżeli obecność w ofercie serwisów muzycznych, więc i ten argument mógłby okazać się znaczący w trakcie podejmowania decyzji. Przypomnijmy, że poprzedni album, 21, również miesiącami niedostępny w streamingu, sprzedał się w ponad 30 milionach sztuk.

Nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości szeroko pojęty streaming mógłby na tyle zdominować rynek, by móc dyktować warunki twórcom treści. Widoczne jest to w kategorii muzycznej oraz filmowo-serialowej. Znikające i pojawiające się pozycje na Netfliksie czy Hulu, nieobecne albumy lub całe dyskografie na Spotify i innych, to stan rzeczy, z którym musimy się pogodzić. Popularność i znaczenie usług streamingowych rośnie, ale do pozycji, którą przykładowo udało się osiągnąć się sklepowi iTunes, jeszcze daleko.