293

Strajk nauczycieli – władza wodzi nas za nos i wielu o tym nie wie

Jeżeli myślicie, że ten tekst będzie dotyczył przede wszystkim strajku nauczycieli - odrobinę się pomylicie. Antyweb nie staje się blogiem politycznym, bo byłaby to potwarz dla tego serwisu, gdyby wkroczyły tutaj dotykające tej paskudnej problematyki połajanki. Niestety jednak polityka bardzo mocno wpływa na nastroje społeczne, a internet jest genialnym narzędziem do gmerania przy nich.

I żebyśmy mieli to jednoznacznie wyjaśnione: nie mam zdania w zakresie strajku nauczycieli. Mógłbym Wam napisać, że jestem jak najbardziej za postulatami niezadowolonych – bo przecież moja siostra jest nauczycielem „od dzieci trudnych” i wiem ile znoju przynosi jej ta odpowiedzialna robota. Ale dziecka nie mam, nauczycielem nie jestem. Zdania w tym temacie mieć nie będę. Mnie interesuje jednak co innego – co robi władza, której zależy na tym, aby ów strajk został poczytany jako atak na legalnie wybraną partię do rządzenia krajem? Jakie kroki należy wykonać, aby społeczeństwo popatrzyło na strajkujących krytycznym okiem?

To proste. Wyślijmy do ataku farmę trolli

Och, przy okazji. Typowych preferencji politycznych nie mam, ale potrafię doskonale generować antypatie w tym zakresie: właściwie pod adresem każdego. Gdybym miał scharakteryzować PiS, to byłaby to nowoczesna, ale nawiedzona starsza pani w pierwszym rzędzie kościelnych ław. Rozmodlona w niedzielę, a w tygodniu roztaczająca aurę iście diabelską. „Ojcze nasz…” by wyrecytowała nawet, gdyby ostro przedawkowała heroinę – taka rozmodlona. Jednak, gdy człowieka trzeba potępić, zgnoić – poruszy niebo, ziemię i internet, by poszło nawet mocniej jak w pięty.

OKO.Press w tekście Pani Dominiki Sitnickiej – bardzo dobrym zresztą (serdecznie gratuluję – w przestrzeni publicznej potrzebujemy więcej takich publikacji) dotyka problemu wysłanych do wojny z nauczycielami trolli internetowych. Nie agresywni frustraci, lecz wykreowane przez agencje konta, które otwarcie krytykują „uprzywilejowaną kastę”, jednocześnie mając wsparcie prorządowych mediów oraz polityków związanych z partią rządzącą. Ciekawy research, mocne dowody i słuszna analiza. Społeczeństwo jest wodzone za nos i nawet o tym nie wie. Tu się rzuci parę stówek na dzieciaczka i krówkę, tu się pokaże wspólnego wroga do zgnojenia, tam dokona zręcznej inżynierii społecznej i jakoś to będzie. Wybory się wygra, swoich ludzi się na stołkach obsadzi i wszyscy będą zadowoleni. Aż chciałbym przekląć, że jednak k… nie.

Znaczy… tak. Będą zadowoleni, bo o to właśnie chodzi. Ale czy w takim systemie chcę żyć?

Nie chcę. Ja bym chciał, żeby politycy mówili prawdę, żyli w zgodzie z jakąkolwiek (celowo piszę: „jakąkolwiek”) etyką i by zawsze spełniali swoje obietnice, choćby były one najgłupsze. No i bach – jestem wariatem, który marzy o utopii. Niekoniecznie, bo jednak wiem, że politycy to śliscy ludzie, którym zależy na: 1) uzyskaniu władzy i 2) utrzymaniu władzy. Tam, gdzie jest władza – są i pieniądze. PiS nie jest w tym osamotniony – myślę, że gdybym zabawił się w dobre political fiction i naszkicował Wam Polskę urządzaną obecnie przez Platformę Obywatelską, Wiosnę Biedronia, SLD czy inną formację – byłoby podobnie. A może i tak samo.

Przykro mi jednak patrzeć na to, że istnieją w tym kraju ludzie, którzy mają daleko w poważaniu to, skąd bierze się pieniądz. I oni idą co gorsza głosować w wyborach. Mają prawdopodobnie poczucie, że pieniądze to się z drukarki wyciąga i można je o tak sobie rozdać, żeby suweren czuł się zaszczycony. No, nie. Strajk nauczycieli dobitnie pokazuje, że tak nie jest. Jeżeli czyta mnie właśnie człowiek, któremu nie udaje się wywnioskować, skąd ma rząd pieniądze na podwyżki, socjal i inne rzeczy – podpowiadam. Zajrzyj do kieszeni, pomyśl o tym ile wydałeś człowieku ostatnio na paliwo, jakie podatki przyszło Ci oddać państwu.

Ale już pal licho z podatkami – co z majstrowaniem przy ludzkich umysłach? Podobnie jak istnieją ludzie, którzy wierzą w drzewko z PLN-ami, tak samo można wyłuskać z grona wyborców tych, którzy łykają inżynierię społeczną jak pelikany. Użyję gorszego dla nich określenia – lemingi. Bez obrazy dla lemingów, te wcale nie rzucały się z urwiska z własnej woli.

Miło Ci, że politycy traktują Cię jak głupka?

Sprytni w inżynierii społecznej ludzie uważają, że ich misją jest sterowanie mniej wyedukowaną, głupszą, mniej lotną masą po to, aby osiągnąć zamierzony cel. Obecny kryzys z nauczycielami w tle jest dla rządu niewygodny – ten właśnie obiecał porozdawać kolejne wydrukowane w drukarce pieniądze i „nagle” spod ziemi wyrośli im niezadowoleni kałamarze, którzy zauważyli, że coś jest nie tak. Na pierwsze dziecko kasa jest. Na krowę i świnię też się znajdzie. Ale dla człowieka, który tworzy kolejnych wyborców bilonu i banknotów już zabrakło. Grupy społeczne będą oczekiwały więcej i więcej, zawsze będą w jakiś sposób niezadowolone.

I ja z tym problemu nie mam, po żadnej stronie nie chcę stawać. Ale serio, czy musimy godzić się na to, że politycy zaprzęgając farmy trolli do ataku robią części społeczeństwa wodę z mózgu? Serio, oni naprawdę liczą na to, że znajdzie się rodzina Pana Sebastiana i Pani Karyny, którzy przeczytają fałszywe wpisy rzekomo zadowolonych z pracy nauczycieli i uznają: „kurde, oni chcą ten PiS cały obalić na zlecenie peło. A peło nam zabierało ciągle, PiS nam daje na bombelka i na dizla i na tipsy…”. Och, chyba właśnie się dowiedzieliście, że nie jestem za obecnie uprawianą polityką socjalną, ani za partią Pana Kaczyńskiego. Ba, ja za żadną partią nie jestem, jestem zdrajcą narodu, jeszcze gorszym, bo nieklasyfikowalnym sortem i mi z tym dobrze. I nawet mnie za to nie zamkną.

My to wiemy. Politycy to wiedzą. Ale są tacy, którym się to w głowie nie mieści. I o ich dusze toczy się teraz walka w mediach społecznościowych. Moja ulubiona od dawna grupa „Popieramy rząd Zjednoczonej Prawicy…” to w tym momencie wylęgarnia treści z prorządowych mediów, gdzie i wyborcy i fejkowe konta prują się nad tematem nauczycieli. Nauczyciele według nich to: szuje, zdrajcy, uprzywilejowana kasta, ku*wy, złodzieje, komuniści, naziści, zasrańcy… szkoda bitów na wymienienie wszystkich miłych określeń.

Ten tekst i tak zrobił się już przydługi, wypada Wam dać odpocząć, powrócić do ciekawszych zajęć. Do większości czytelników AW nie muszę kierować takich apeli: to mądrzy, ambitni, inteligentni i wykształceni ludzie. Życzę Wam krytycyzmu wobec polityków i wobec ich metod – szczególnie tych najbardziej „śliskich” – takich, których absolutnie nie lubię. Nie dajcie się wodzić za nos, jesteście zbyt wiele warci na to. Mówcie o tym znajomym, przekonujcie ich. Niech politycy nie mają łatwo.