24

Stawka VAT na e-booki jest prawie pięciokrotnie wyższa niż na zwykłe książki, ale nawet 0% nie wyeliminowało by piractwa

Na długiej liście głupot, które porażają mnie z godną podziwu regularnością, znajduje się pewien specyficzny wyrzut, który przytacza się podczas rozmów o piractwie. Jest to przeliczanie liczby ściągniętych dóbr, na ich cenę detaliczną i wyliczanie swoich strat w ten sposób. Robią tak wydawcy e-booków, chociaż w tym konkretnym przypadku, w dobrej wierze. Firmy inwestujące w […]

Na długiej liście głupot, które porażają mnie z godną podziwu regularnością, znajduje się pewien specyficzny wyrzut, który przytacza się podczas rozmów o piractwie. Jest to przeliczanie liczby ściągniętych dóbr, na ich cenę detaliczną i wyliczanie swoich strat w ten sposób. Robią tak wydawcy e-booków, chociaż w tym konkretnym przypadku, w dobrej wierze.

Firmy inwestujące w elektroniczne czytelnictwo w Polsce podczas obrad komisji do spraw kultury i środków przekazu działającej przy Senacie, podzieliły się kilkoma danymi i interesującymi uwagami. Dyskusja dotyczyła podatku VAT, jakim objęte są e-booki. Nad Wisłą, podobnie jak w całej Unii Europejskiej kwalifikuje się je jako usługi, a nie jako produkty, w związku z czym objęte są 23% podatkiem, podczas gdy papierowe książki tylko 5%. Rząd i wszystkie zapytane organy bronią się przed zarzutami dotyczącymi tej kwestii, powołując się na przepisy wspólnotowe. To „z góry” przyszły rozporządzenia, które rzekomo wiążą ręce władzom.

Rynek e-booków w Polsce w 2012 roku był wart 50 milionów złotych. Właśnie w związku z dyskusją na temat podano idiotyczne wyliczenie, że piraci kradną z ich kieszeni rocznie 250 milionów złotych. Bo oczywiście, jak zawsze założono, że osoba, która ściągnęła coś za darmo, na sto procent by rzeczone dobro kupiła. Co jest oczywiście absurdem. W związku z tymi założeniami wydawcy przyjęli, że obniżenie stawki podatku VAT wyeliminowało by piractwo, a tym samym ostatecznie zwiększyło wpływy do budżetu państwa.

Jakkolwiek jestem absolutnym zwolennikiem obniżenia podatku VAT na e-booki, to jestem pewien, że nawet gdyby cena książek wynosiła 5, albo 2 złote, piractwo dalej by istniało. Przykład? Spotify zapewnia darmowy, okraszony reklamami, albo bardzo tani dostęp do legalnej muzyki, a mimo tego – piractwo istnieje. Znajdują się nawet osoby, które chcą wykorzystać nawet rzeczony serwis, do piracenia.

Wracając do tematu – mamy sytuację patową. Z jednej strony czytelnicy chcą płacić mniej za książki wydawane w  formie cyfrowej, co jest absolutnie zrozumiałe, a z drugiej – niższe koszty wydawcy (chociaż oni sami się zarzekają, że nie tak znowu niższe), są „zjadane” przez wysoką stawkę podatku VAT.

Pozostaje czekać na ruch Unii Europejskiej, a później już tylko nastawić teleodbiorniki i słuchać informacji o kolejnym wielkim sukcesie polskiej polityki zagranicznej.