3

State of Decay na PC i NBA Live 14 na next-gen -GameInformator#39

Zombie opanowują świat! I nie jest to bynajmniej nagłówek rodem z uniwersum World War Z, a ze świata popkultury. Kolejny sezon serialowego The Walking Dead bije za oceanem rekordy popularności notując regularnie ponad 20 – milionowe widownie, a każda informacja o drugim sezonie gry od TT odbija się szerokim echem w Internecie. A teraz na […]

Zombie opanowują świat! I nie jest to bynajmniej nagłówek rodem z uniwersum World War Z, a ze świata popkultury. Kolejny sezon serialowego The Walking Dead bije za oceanem rekordy popularności notując regularnie ponad 20 – milionowe widownie, a każda informacja o drugim sezonie gry od TT odbija się szerokim echem w Internecie. A teraz na pecetach wylądowała kolejna „nieumarła” produkcja – State of Decay.

Wcześniej gra była dostępna na Steamie w ramach programu Early Access, ale w wersji alfa. Od wtorku za to można już delektować się jej pełną wersją. Wystarczy zapłacić 19 euro, aby przenieść się do świata, gdzie głównym celem nie jest wybicie hord przeciwników czy uratowanie galaktyki przed zagładą, a prozaiczne przeżycie.

Gra w czerwcu tego roku trafiła już na Xxboxa 360, gdzie cieszyła się dużym wzięciem wśród graczy – niecałego miliona – mimo, że nigdy nie doczekała się pudełkowej wersji. Niestety wersja pecetowa nie doczekała się także należytej optymalizacji. Wiele osób żali się, że mimo spełniania z nawiązką wymagań sprzętowych, zamiast płynnej animacji mają przed oczyma pokaz slajdów.

Nie najlepiej poradzono sobie także ze wsparciem w sterowaniu dla klawiatury i myszki, a jedynym usprawnieniem jakie udało się twórcom z niezależnego Undead Labs jest wsparcie dla różnych rozdzielczości ekranu.

Niestety wygląda na to, że developerzy nie przyłożyli się zbytnio do przeportowania swojego magnum opus. Szkoda, jednak widać, że prowadzenie jednoczesnych prac nad konsolowym dodatkiem Breakdown i pecetową konwersją przerosło ich zasoby lub możliwości.

NBA od EA powraca na next-genach

Już coraz mniej czasu pozostało do premiery konsol nowej generacji. Wraz z nimi na rynku zagości także nowe koszykarskie otwarcie od Electronic Arts – NBA Live 14, które (miejmy nadzieję) zmobilizuje do zmian także bezpośrednią konkurencję spod znaku 2K. A czym nowym reklamują się Elektronicy?

W wielu prezentacjach na pierwszy plan wysuwają oni funkcję LIVE Season i CourtQ, które sprawią, że jeśli prawdziwy LeBron James zanotuje po raz trzeci z rzędu ponad 30 punktów w meczu, to statystyki jego wirtualnego odpowiednika także mogą wzrosnąć. Z kolei jeśli np. Marcin Gortat odniesie na boisku nieszczęśliwą kontuzję, to w grze nie będziemy mogli skorzystać z jego usług.

Developerzy chwalą się, że zmiany będą na bieżąco synchronizowane – nawet godzinę po zakończeniu boiskowych zmagań. Oprócz tych nowości, dużą rolę odgrywać ma także opracowany zupełnie od nowa system dryblingu, który będzie się składał z trzech elementów. Pierwszym będzie kontrola ewolucji prawą gałką analogową, odpowiadającą za uniki. Drugim będzie łączenie kombinacji, które na trzecim poziomie doprowadzić maja do najefektywniejszych, znanych z kanadyjsko-amerykańskich boisk zagrań.

Co ważne, obie koszykarskie produkcje będą w stanie działać zarówno na PlayStation4 jak i na Xboxie One w 60 klatach na sekundę przy rozdzielczości 1080p.

Pomysłowa aplikacja na Vitę

Na długo zanim Nintendo wpadło na pomysł, aby do konsoli dorzucać dodatkowe urządzenie z wyświetlaczem, na którym można byłoby uruchamiać prostsze gierki, swoją prekursorską propozycję zaprezentowało Sony. W 1999 roku wraz z PlayStation japoński producent rozpowszechniał także Pocket Station, zdolne do obsługi czegoś niewiele bardziej zaawansowanego niż Tamagotchi.

http://www.youtube.com/watch?v=XKcQHpEm3tE

Teraz Sony zmierza do wskrzeszenia marki i wypuszczenia aplikacji na swojego najnowszego handhelda, która dokładnie emuluje możliwości poprzedniego milenium. Kolejnym naturalnym krokiem wydaje się przeniesienie tego projektu na smartfony i tablety, jednak o tym na razie Japończycy milczą, oddając  nasze ręce tytuły takie jak Crash Bandicoot 3, Mega Man, Ape Escape i Chocobo World.

To bardzo fajny gest ze strony Sony, który pokazuje, że firma ma do siebie trochę dystansu i tak jak przed premierą PS4 przypominała nam codziennie innym filmikiem o historii swoich konsol, tak teraz znów sięga wstecz przywołując wspomnienia czasów kiedy jeszcze nie słyszało się o Facebooku.

Mad Max i Just Cause 3 maja już daty premiery?

Avalanche swoją najbardziej znaną serią – Just Cause, zostało wyniesione do pierwszej ligi twórców gier. Dlatego też duże było zdziwienie graczy kiedy okazało się, ze po niekrótkim wodzeniu za nos, ich następną grą, nie będzie kontynuacja „Po prostu kozy”, a inna gra, choć także z otwartym światem – Mad Max.

Wciąż jednak nie dowiedzieliśmy kiedy możemy się spodziewać produkcji na sklepowych półkach. Nieoczekiwanie (nawet dla samego siebie) z pomocą przyszedł nam szef studia Avalanche, Chris Sundberg, który postanowił zaktualizować swój profil na LinkedIn. Po jego krótkiej analizie można było wywnioskować, że premiera nowego Max nastąpi w kwietniu 2014 roku.

I o ile ta data nie może raczej nikogo specjalnie dziwić, to Sundeberg nie poprzestał tylko na niej, bowiem przy pozycji „czerwiec 2015” napisał „kolejna część, rozpoznawalnej serii”, co więc innego niż Just Cause może to oznaczać?

Przyznam, że właśnie ta informacja najbardziej „zelektryzowała” mnie w minionym tygodniu. A to dlatego, że obie poprzednie części bardzo przypadły mi do gustu i pomagały niestrudzenie przeczekiwać długie okresy pomiędzy kolejnymi odsłonami GTA. Może „trójka” zrobi to samo pomiędzy GTA V a VI?

Prace nad GRID 3 są już zaawansowane?

GRID 2 zajechał do wirtualnych boksów stosunkowo niedawno, a już słychać o jego następcy. „Dwójka” została dość ambiwalentnie przyjęta przez graczy, mających wciąż w pamięci długie godziny spędzone wraz z pierwszą częścią. Wytykali oni między innymi Codemasters dalsze skupianie się na zręcznościowym modelu jazdy i brak prawdziwych innowacji.

Wygląda więc na to, że szybką premierą „trojki”, „Mistrzowie Kodu” zechcą znów powrócić do swój samodówkowy tron. A skąd o tym wiadomo?  Studio na swoim blogu ogłosiło wśród fanów casting na testerów, polegający na krótkim wyrażeniu swojej opinii o wcześniejszej odsłonie serii. Jeśli jesteście zainteresowani tematem to odsyłam tutaj. Ja spróbowałem już swoich sił ;)

Foto