32

Nintendo nie ma sobie równych. Tak sprzedawały się ich konsole przez 20 lat

Mobilne granie już od wielu lat kojarzy się ludziom tylko ze smartfonami i tabletami. To bardzo krzywdzące dla konsol przenośnych, które są bardzo ważnym elementem elektronicznej rozrywki. Jak ważnym? Wystarczy spojrzeć na sprzedaż sprzętów Nintendo.

W segmencie mobilnych konsol próbowało wygrać wiele firm – z mniejszymi lub większymi sukcesami. Swoje sprzęty mieli przecież NeoGeo, SEGA i Sony – ale jednak żadnej z nich nie udało się pokonać monopolu Nintendo. Bo patrząc jak wiele konsol wypuściła japońska firma i jak dużą popularnością się one cieszyły, można mówić o monopolu.

A wszystko zaczęło się od 1989 roku i konsoli Game Boy, która może się pochwalić niesamowitymi 118,69 milionami sprzedanych egzemplarzy. Żeby zrozumieć sukces tego urządzenia, najlepiej spojrzeć na sprzedaż NES-a i SNES-a, były to odpowiednio 61,9 miliona i 49,1 miliona – choć trzeba tu pamiętać, że klasyczny Game Boy doczekał się kilku wersji – poza podstawową konsolą dostaliśmy Game Boy Pocket w 1996 roku, a w 1998 – Game Boy Light i Game Boy Color.

Nieco mniejszym hitem, ale wciąż z kapitalną sprzedażą był Game Boy Advance, który trafił na rynek wiele lat później. Debiutujący na sklepowych półkach w 2001 roku sprzedał się łącznie w 81,51 milionach egzemplarzy – tu mogliśmy później nabyć również Game Boy’a Advance SP i Game Boy’a Micro. Wypuszczona w tym samym roku konsola stacjonarna – Nintendo GameCube – sprzedała się nieporównywalnie gorzej, bo łącznie jedynie w 21,74 milionach egzemplarzy.

W 2004 roku na rynku pojawiła się dwuekranowa konsola przenośna Nintendo DS. To ogromny hit, któremu nie zagroziło nawet ultrapopularne Nintendo Wii. Stacjonarka z grami ruchowymi sprzedała się w 101,63 milionach egzemplarzy podczas gdy kieszonkowy sprzęt w 154,02 milionach. Podobnie jak wszystkie inne przenośne konsole Nintendo, DS również doczekał się kilku odsłon, co zapewne będzie dla firmy standardem już zawsze.

Rok 2011 był już czasem kiedy mało kto wierzył, że gracze mają jeszcze ochotę na przenośne konsole, bo właśnie wtedy mobilne granie kojarzyło się już ze smartfonami. Wiele osób twierdziło, że w dużej mierze dlatego sprzedażową klapą okazał się następca PlayStation Portable, czyli wyprzedzająca swoje czasy PlayStation Vita. W 2011 roku pojawił się jednak DS z trzecim wymiarem, czyli przenośny Nintendo 3DS. Konsola już na starcie nie zachęcająca mocą, ale jednak udało jej się odnieść ogromny sukces i sprzedać się w nakładzie 75,94 milionów egzemplarzy. To fenomenalny wynik, który zyskuje jeszcze bardziej kiedy spojrzeć na sprzedaż głównego konkurenta, wspomnianej PS Vita – 15 milionów sprzedanych egzemplarz pogrążyło ten sprzęt i nie doczekał się on już nigdy kontynuacji.

2017 rok to Nintendo Switch – konsola hybrydowa, którą można podłączyć zarówno do zewnętrznego ekranu, jak również grać na niej mobilnie. W trzy lata od premiery sprzęt sprzedał się już w 68,3 milionach egzemplarzy i nic nie wskazuje na to, że ten trend ma się nagle zatrzymać. A to oznaczałoby, że szanse na przegonienie Nintendo 3DS są ogromne. Z drugiej strony ciężko traktować Switcha jako konsolę przenośną i porównywać wyniki sprzedaży z DS-em czy 3DS-em. W przypadku tamtych urządzeń Nintendo miało również konsole stacjonarne, Switch natomiast zastąpił sprzęty z obu segmentów, więc na sprzedaż też powinno się patrzeć pod tym kątem. Absolutnie nie jest to jednak zarzut, ale jak się okazuje doskonała strategia Nintendo, które nie uczestniczy w ogóle w wojnie konsolowej toczonej między Sony a Microsoft, nikt nie oczekuje od nich 4K, 60 fps, HDR’u i raytracingu. Choć oczywiście wszyscy chętnie powitalibyśmy w rodzinie Switcha nieco mocniejszy model Pro.

Przy okazji Switch Nintendo pokazało również, że ma masę pomysłów na oryginalne akcesoria do konsol. Bardzo podobał mi się papierowe Nintendo Labo, czyli kartonowe zabawki podłączane do konsoli. W tym roku pod choinką mój syn znalazł natomiast Mario Kart Live: Home Circuit. To zabawkowy samochodzik z kamerą, który pozwala jeździć po samodzielnie stworzony w rzeczywistym świecie torze i przełożyć go na wirtualne Mario Kart. I choć sprzęt trapi kilka problemów technicznych (kiepskie połączenie i zasięg między autem a konsolą) to od kilku dni nie możemy się od tej zabawki oderwać, bo frajda jest ogromna.

Jestem bardzo ciekawy jaki będzie kolejny mobilny sprzęt Nintendo, bo trudno mi uwierzyć, że porzuci ten segment elektronicznej rozrywki. Czy znów dostaniemy hybrydę, czy raczej firma wróci do klasycznego rozdzielenia stacjonarnego i mobilnego sprzętu? Czas pokaże.

źródło