193

Sprzedawanie smartfona z Androidem nie ma najmniejszego sensu. To się zupełnie nie opłaca

Jestem jedną z tych osób, która - zupełnie bez sensu - magazynuje praktycznie wszystkie stare smartfony. Dlaczego? Bo kiedy widzę za ile mógłbym je sprzedać, jest mi zwyczajnie przykro. Tak samo jak przeglądając ceny używanych iPhonów, które wciąż mają jakąś wartość.

Ostatecznie przez całe swoje dorosłe życie sprzedałem dwa telefony, oba z Androidem. Pękniętą Xperię X10 wystawioną na Allegro jako uszkodzoną – za symboliczne kilkadziesiąt złotych i Samsunga Galaxy S6, za niecałego tysiaka. Chyba nie muszę mówić, że zapłaciłem za te urządzenia nieporównywalnie więcej, prawda? Szczególnie, że wspomniany S6 był w idealnym stanie – od zakupu noszony w etui, w dodatku z folią na ekranie. No, ale też nie ukrywałem, że bateria to już cień tej z dnia nabycia, ale to przecież nie moja wina, tylko problem tego modelu. Zaraz przed albo zaraz po sprzedaży kupowałem kolejny smartfon i pieniądze “odzyskane” ze starego były raczej małą rekompensatą nowego wydatku.

Tak, jak wielokrotnie wspominałem na łamach Antyweba, w sierpniu ubiegłego roku kupiłem OnePlusa 6 w dopasionej wersji z 8GB pamięci RAM. W oficjalnym sklepie producenta zapłaciłem za niego 569 euro, czyli około 2500 złotych. Oczywiście wciąż uważam, że jak za taki sprzęt, była to bardzo rozsądna kwota. Jednocześnie, zanim jeszcze OnePlus pojawił się w oficjalnej polskiej sprzedaży, ten dokładnie model (8GB RAM/128 GB na dane, kolor Midnight Black) można było nabyć w sklepie x-kom za….3099 złotych. Wiecie ile wart jest mój OnePlus 6 na rynku wtórnym po 13 miesiącach? Pierwsza strona Allegro, obstawiam, że taki sam bardzo dobry stan – 1149 zł, 1400 złotych i to nie są aukcje, ale oferty „kup teraz”. Jeśli patrzeć na polską cenę z x-komu, przez rok telefon stracił na wartości połowę. I tak, jestem tym odrobinę zdziwiony, bo w przeszłości OnePlusy tak bardzo na wartości nie straciły i jeśli ktoś decydował się na import, to ta strata była jeszcze mniejsza. Powiedzmy więc, że chcę sprzedać swój egzemplarz, dbałem o niego, nie ma rys, wciąż działa świetnie, bateria bardzo dobrze trzyma. Absolutnie mi się to nie opłaca, bo choćby do zwykłej siódemki z 8GB RAM będę musiał dołożyć grubo ponad 1000 złotych (aktualna cena to około 2600 złotych). Swoje na pewno zrobiła oficjalna polska dystrybucja, do tego przez rok od mojego zakupu (nabyłem przed premierą 6T) pojawiły się dwa nowe modele, za chwilę premiera trzeciego. Przez rok. Nie dziwię się więc, że mało kto chce inwestować w stary model mimo tego, że wciąż ma wydajność topowego smartfona. Ale jak używka może kosztować więcej, skoro na takim bangood pojawiła się niedawno promocja, w której za 1450 złotych można było wyrwać nową szóstkę?

Nie jest tak, że smartfony Apple nie tracą na wartości. I nawet bywa, że po roku są to większe pieniądze niż w przypadku mojego OnePlus 6, jednak proporcjonalnie to zdecydowanie mniej. Taki na przykład ubiegłoroczny XS kosztował na starcie 4979 złotych w wersji z 64GB pamięci RAM, na Allegro widzę używane modele za około 3200-3500 złotych. To półtora tysiąca mniej niż nowy rok temu, ale jednak nie połowę taniej. Proporcjonalnie strata jest więc o wiele mniejsza. A to jednocześnie oznacza, że jest sens sprzedawać, dokładać i kupować nowy model. Tak robi wielu moich znajomych, handlując nawet dwiema generacjami do tyłu, bo i zmieniają iPhony co dwie generacje. A chętnych na zakup telefonu Apple nigdy nie brakuje, jest masa osób biorących te smartfony z drugiej ręki, bo nie zamierza lub nie może sobie pozwolić na nowe urządzenie w pełnej cenie. Oczywiście nie dowiem się jeśli nie spróbuję, ale śmiem wątpić, że ktokolwiek będzie chciał kupić mojego OP6 skoro na rynku są już dwa, a za chwilę będzie trzeci nowszy i lepszy model.

A to oznacza jedno, lepiej dojechać ten smartfon do tak zwanego kąta, za rok wrzucić go do szuflady lub oddać komuś za symboliczny uśmiech i po nowy telefon wybrać się z zerowym zastrzykiem gotówki za sprzedaż starego. No bo na co to starczy za rok? Na etui, folię i indukcyjną ładowarkę. Zawsze coś, ale jednak patrząc na cenę przy zakupie, robi się po prostu przykro. Trzeba też pamiętać, że w Polsce sprzedaż używanego smartfona to nie jest takie hop siup. “A może 200 złotych taniej? Nie, to sp…”. “Wymieni się pan na Samsunga?”. Tego typu akcji w sieci jest cała masa i opisane na początku tekstu dwie transakcje wspominam miło tylko dlatego, że Xperię X10 i tak bym wyrzucił, bo nie działała (aukcja, żadna ze stron nie miała oczekiwań, choć i tak była próba negocjacji), a S6 poszedł do kolegi. Dlatego nie dziwię się, że Samsung swego czasu wprowadził instytucję odkupowania starszych smartfonów – tam też są cyrki z dziwną wyceną, ale przynajmniej nie trzeba się męczyć z Januszami internetowego handlu.

Ameryki nie odkryłem, witaj w świecie Androida. Przecież nikt normalny nie inwestuje pieniędzy w telefon mają nadzieję, że po czasie nie będzie stratny. Jasne, doskonale rozumiem. Tyle tylko, że jeśli chcę po roku zmienić smartfona z systemem Google, to finansowo nijak mi się to nie spina. I tak, żałuję, że elektronika użytkowa tak traci na wartości. Może gdyby producenci smartfonów z Androidem nie wypychali na rynek miliona nowych urządzeń w trzy miesiące, byłoby lepiej. Ale nie jest i na pewno nie będzie.