35

Jaki jest sens tego, że na Spotify są niepełne albumy?

spotify
Spotify z pewnością nie jest usługą idealną. Niestety, znajdująca się tam dyskografia przypomina ser szwajcarski do tego stopnia, że zastanawiam się, czy subskrypcja w ogóle ma sens.

Przyznam się, że nie mam bladego pojęcia, w jakiej kondycji są obecnie takie portale jak The Pirate Bay czy inne strony z torrentami – odkąd regularnie korzystam ze Spotify po prostu nie mam żadnego powodu by tam zaglądać. Pamiętam jednak całkiem dobrze z jakimi ograniczeniami wiązało się korzystanie z „usług” takich miejsc. Przede wszystkim – nigdy nie wiedziałeś, co znajdziesz w finalnej paczce ZIP. Jeżeli był to album muzyczny, mogłeś trafić na kawałki zupełnie innego zespołu, pomieszane, źle nazwane ścieżki, a najczęściej – na sytuację w której niektórych numerów po prostu brakuje. Tough life, co zrobisz. Nie sądziłem jednak, że z takimi samymi problemami będę musiał się użerać lata później, gdy korzystam z muzyki z legalnego źródła.

Spotify chyba leci w kulki

Sytuację opowiem na przykładzie, ponieważ na nim najłatwiej będzie mi zobrazować o co chodzi. Jakiś czas temu naszło mnie na posłuchanie Udo Dirkschneidera – jeżeli ktoś nieco liznął muzyki heavymetalowej, zapewne kojarzy ten niemożliwy do podrobienia głos. Odpaliłem płytę Steelhammer z 2013 r. I gdzieś w jej środku coś mnie tknęło. Jako, że zazwyczaj słucham muzyki „albumami”, pamiętałem, że pomiędzy Death Ride, a Timekeeper było coś jeszcze. Na szczęście miałem tę płytę kupioną lata temu na CD. Zajrzałem i ku mojemu kompletnemu brakowi zaskoczenia okazało się, że miałem rację. Pomiędzy tymi utworami był jeszcze numer King of Mean. Zacząłem więc wertować spis utworów, tylko po to, by zorientować się, że w bibliotece serwisu brakuje jeszcze jednej piosenki z tej płyty – fenomenalnego Never Cross My Way. O bonus trackach takich jak Shadows Come Alive nawet nie wspomnę.

spotify

Kiedy to odkryłem, zacząłem szukać przyczyny takiej sytuacji. Najpierw sprawdziłem kto stoi za wrzuceniem tego albumu na Spotify – w tym przypadku było to AMF Records, ta sama firma, która wydała oryginalną płytę. Nie powinno więc być więc żadnych braków wynikających z problemów licencyjnych. W dalszej kolejności porównałem Spotify z konkurencyjnymi serwisami. I o ile w YouTube Music sytuacja się powtórzyła (brak tych samych dwóch numerów), tak dziwnym trafem w Apple Music znajdowała się już cała płyta. Poszukałem więc, czy taka sytuacja powtarza się z jakimkolwiek innym albumem. Daleko nie musiałem szukać, bo chociażby na pierwszej płycie Santa Cruz, Screaming for Adrenaline, brak było mojego ulubionego Standing at the Crossroads. Nie był to więc przypadek pojedynczej, leniwej wytwórni.

Czemu na Spotify (i innych platformach) znajdują się niepełne albumy?

Szczerze? Nie mam pojęcia. W bibliotece Spotify jest bowiem miejsce na tak dużo śmieci, ile tylko można sobie wyobrazić. Jeden album potrafi być wrzucony 5 razy – raz w „normalnej” formie, raz w wersji deluxe z jakimiś demami i nagraniami life (jakby to świadczyło o „deluxe”), raz w formie z komentarzem, raz w formie instrumentalnej i kilka lat później jako reedycja na X lecie wydania z obowiązkowymi remasterami. Jedynym efektem, jaki osiągają takie manewry  jest to, że moja automatycznie generowana playlista jest zaśmiecana przez badziew, który muszę odklikiwać. Z drugiej strony natomiast na Spotify wciąż brakuje wielu ważnych albumów, i (jak widać) nawet w tych co są już na platformie widnieją trudne do wyjaśnienia „dziury”.

spotify

Jestem zwolennikiem streamingu, ponieważ pozwala wygodnie cieszyć się legalną muzyką, ale takie kwiatki jak ten po prostu skutecznie zniechęcają mnie do takich usług. Jeżeli jestem jakoś w stanie przełknąć brak niektórych płyt, bo wiem że problemy licencyjne są często nie do przeskoczenia o tyle w takich wypadkach czuję, że płacę za niepełny, ergo – wadliwy – produkt. Czuję, że komuś nie chciało się przyłożyć na tyle, by upewnić się, że wgrywana kopia pokrywa się z tracklistą na wydanym w rzeczywistości albumie. Ba, album pojawił się na Spotify w 2013 r., 7 lat temu, i od tamtego czasu nikt tego najwyraźniej nie naprawił, więc mała szansa, że naprawi to w najbliższej przyszłości. Czy to jest coś, za czym chcę płacić i głosować na to portfelem?

Muszę się poważnie zastanowić.