biblioteka spotify
22

Spotify Lite już oficjalnie: dużo lepiej niż wcześniej, ale braki wciąż są odczuwalne

Spotify Lite rok później jest dużo lepszą aplikacją, ale obok pewnych braków trudno przejść obojętnie.

Ostatnimi laty twórcy aplikacji serwują coraz cięższe programy, które nie tylko zajmują od groma pamięci w naszych smartfonach, ale też pożerają wszelkie zasoby jak szalone. Dlatego najwięksi rynkowi gracze regularnie serwują lżejsze alternatywy dla swoich produktów. Takowych doczekały się już m.in. Messenger, Facebook, YouTube, Firefox czy Twitter. Do szanownego grona dołącza też… Spotify. Po ponad roku wychodzi z bety i trafia do szerszego grona, ale…

Nowy, lekki, Spotify Lite poza betą. Jest o niebo lepiej!

Pierwszy raz o Spotify Lite pisaliśmy jeszcze rok temu — wtedy doczekaliśmy się pierwszej wersji beta aplikacji. Teraz program zalicza oficjalny, start i trafia do  36 krajów. Na tej pokaźnej liście zabrakło co prawda Polski, ale specjalnych powodów do zmartwień raczej nie mamy. A z pewnością nie mają ci, którzy na co dzień sporo korzystają z usługi.

Nowa aplikacja — z porównaniem do podstawowej wersji to maleństwo. Waży trochę ponad 10 megabajtów, ale pod względem funkcji — niestety — nie domaga. O ile przywołane wyżej odchudzone aplikacje są w dużej mierze na tyle przemyślane,  że nawet posiadacze najnowocześniejszych sprzętów chętnie stawiają je nad zwykłymi, tutaj o to naprawdę trudno. Delikatnie zmieniony interfejs nie jest specjalnym problemem — to rzecz, z którą platforma i tak ciągle kombinuje. Program ma znacznie mniejsze wymagania — i do wszystkiego podchodzi z dużą dbałością o limity. W ustawieniach możemy ustawić powiadomienia, gdy przekroczymy wskazana tam ilość transferu przy odsłuchiwaniu muzyki na platformie. Nie można jednak samodzielnie podać wartości — a jedynie skorzystać ze zdefiniowanych przez autorów aplikacji wartości: 250 MB, 500 MB, 750 MB, 1 GB, 2 GB i 3GB. Ale przy lokalnych pakietach internetu, prawdopodobnie dla większości z Was takie funkcje będą zbędne… prawda?

Przez ten rok sporo zmieniło się w kwestii nawigacji po programie — możemy tu korzystać z konta premium i samodzielnie wyszukiwać i wybierać utwory. W końcu też twórcy pozwolili na pobieranie ich do pamięci urządzenia — brak ten funkcji, biorąc pod uwagę charakter programu i stawianie dużego nacisku na oszczędności transferu, był wielkim nieporozumieniem. Zabrakło jednak Spotify Connect, czyli możliwości zarządzania muzyką na innych urządzeniach. W poszczególnych modułach nie ma funkcji wyszukiwania — co sprawia, że korzystanie z aplikacji staje się dużo mniej intuicyjne i wygodne. Tym bardziej ze zabrakło także folderów — przez co nasze playlisty ogarnia chaos. Próżno tam również szukać cieszących się coraz większą popularnością podcastów. A jeżeli cenicie sobie wyższą jakość utworów — to… od razu skierujcie się ku ustawieniom — standardowo uruchomiona jest najgorsza z nich.

Przez ten rok w Spotify Lite sporo się pozmieniało. Fajnie że twórcy robią co w ich mocy by odchudzić aplikację przy jednoczesnym zapewnieniu jak najlepszego wsparcia. Ale o ile kroki takie jak brak Spotify Connect jestem w stanie zrozumieć (ma być lekko), o tyle brak dostępu do Podcastów jest już dla mnie krokiem za daleko. No ale i tak nie ma specjalnych powodów do zmartwień. W Polsce aplikacja wciąż nie jest oficjalnie dostępna, chętni przekonania się jak to działa na własnej skórze mogą jednak na własną odpowiedzialność zainstalować pliki APK.

Źródło