Dragon kapsuła podczas lądowania
5

SpaceX ma ręce pełne roboty, więc lot na Marsa musi zaczekać do 2020 roku

Jakiś rok temu założyciel firmy SpaceX zapowiedział plany związane z pierwszą w historii prywatną misją na Marsa. Bezzałogowy lot miał się odbyć już w 2018 roku, co było niezwykle śmiałym zamiarem, ale Elon Musk jest z tego znany – ambitne, czasem szokujące plany, które zazwyczaj są realizowane. Tym razem dojdzie do przesunięcia pierwotnego terminu, ale plan wciąż pozostaje ambitny.

Jeżeli lubisz śledzić poczynania ekscentrycznego przedsiębiorcy jakim jest Musk, na pewno obiło ci się o uszy, że uczynienie ludzkości międzyplanetarnym gatunkiem jest dla niego niezwykle istotnym zagadnieniem. Ma to bardzo logiczne uzasadnienie, mianowicie ludzkość nie ma wielkich szans na przetrwanie ograniczając swoje istnienie wyłącznie do jednej planety. Prędzej czy później dojdzie do jakiegoś wydarzenia, które nas wymaże z dziejów Wszechświata… a jakby się nad tym zastanowić, nie brakuje potencjalnych czarnych scenariuszy.

O pierwszej deklaracji Elona Muska pisał Maciej Sikorski, jest tam naprawdę sporo informacji, dlatego polecam jego artykuł: SpaceX wybiera się na Marsa już w 2018 roku!

Red Dragon poleci na Marsa w 2020 roku

Dziś wspominamy o najnowszych wydarzeniach w temacie. Pełniąca funkcję prezesa oraz COO SpaceX, Glenn Shotwell poinformowała, że pierwotny termin misji na Marsa zostanie przełożony na 2020 rok. Falcon Heavy ma być rakietą nośną dla zmodyfikowanej wersji kapsuły Dragon 2, jaką jest Red Dragon. Lądowanie na powierzchni czerwonej planety miało być formą testu, jednym z wielu kroków prowadzących do tego, aby wysłać tam ludzi.

Zanim człowiek spróbuje przetrwać w tym niegościnnym środowisku, najprawdopodobniej niezbędne byłoby wcześniejsze przesłanie tam odpowiednich zapasów. Nieokreślona ilość bezzałogowych misji, umożliwiłaby przygotowanie gruntu dla ludzkiej kolonii. Poza tym SpaceX jeszcze nigdy nie lądowało na powierzchni Marsa, więc zdrowym podejściem byłoby przećwiczenie tego typu czynności. Wszyscy wiemy, że dolecieć w okolice jakiejś planety lub księżyca to jedno, ale bezpiecznie wylądować… to już osobny rozdział.

SpaceX ma ręce pełne roboty

Właśnie dlatego przetestowanie wszystkich systemów związanych z lądowaniem jest bardzo ważne i najlepiej tego nie przyspieszać na siłę, bo może się to wiązać z niepotrzebnymi stratami. SpaceX naprawdę ma teraz ręce pełne roboty. Dostawy na ISS, prowadzenie prac nad ciężką wersją rakiety Falcon 9, branie udziału w programie Commercial Crew Programme, który jest finansowany przez NASA, budowanie nowego kosmodromu… Czy jest sens udowadniania światu (trochę na siłę), że powodzenie ekspresowo realizowanej misji na Marsa również może zostać osiągnięte? Nie. Niech przeznaczą na to tyle czasu ile potrzebują.

Trzeba zaczekać na kolejne okno czasowe, umożliwiające taką misję. Mars i Ziemia są w optymalnej konfiguracji względem siebie (pod względem wysyłania tam czegoś) raz na 26 miesięcy, ze względu na mniejszą odległość między tymi dwoma ciałami niebieskimi. Dlatego przełożony start misji będzie musiał się odbyć w 2020 roku w miesiącach czerwiec – sierpień.

Taka misja będzie przełomowa nie tylko ze względu na fakt, że jest to przedsięwzięcie realizowane przez prywatną firmę. Dodatkowo zostanie pobity jeszcze rekord związany z wagą. NASA wysłała tam ostatnio swój łazik Curiosity, którego waga wynosi niecałą tonę, natomiast kapsuła Red Dragon to ponad sześć ton wagi (jakby tego było mało, może zmieścić ładunek do dwóch ton).

Dlatego nie ma się co spieszyć. Trzymajmy kciuki za marsjańską misję SpaceX i miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Źródło