18

Poprawione w prawie każdym aspekcie. Test nowych słuchawek TWS Sony WF-1000XM4

Jeden woli słuchawki nauszne, drugi małe "pchełki", które szybko schowa do kieszeni. Ja do słuchawek TWS przyzwyczaiłem się tak bardzo, że mam je zawsze przy sobie. Korzystam z nich w domu, w biurze, podczas biegania i jazdy na rowerze. Lubię przez nie rozmawiać, słuchać muzyki i podcastów. Poprzednia generacja słuchawek Sony brzmiała bardzo dobrze, ale miała swoje braki i niedociągnięcia - większość z nich udało się wyeliminować w najnowszej wersji.

Na początek trochę kwestii technicznych, nowe słuchawki Sony nie są bowiem jedynie wizualnym odświeżeniem. Sony zastosowało w nich nowy zintegrowany procesor V1 i połączyło go z układem QN1e, udoskonalając również system redukcji hałasu przy jednoczesnym zmniejszeniu zapotrzebowania na prąd. Każda ze słuchawek WF-1000XM4 została wyposażona w dwa mikrofony-czujniki hałasu, jeden z przodu, drugi z tyłu. Rozumiem, że to właśnie jest kluczowe dla ANC w nowych słuchawkach Sony i od razu mogę powiedzieć, że zdało egzamin. Zastosowano tu również nowy, 6-milimetrowy przetwornik akustyczny z magnesem o 20% większej objętości, co w połączeniu z membraną poprawia jakość niskich dźwięku i redukcję hałasu. Swoje robią też nowe wkładki douszne wykonane z pianki poliuretanowej.

Jeśli chodzi o odczucia, wolę klasyczne gumki, natomiast tak, jak mówi w swoich materiałach producent – pianka, nieco lepiej dopasowuje się do ucha, co przekłada się na lepszą izolację od otoczenia. Materiały dotyczące słuchawek wspominają o trybie automatycznej redukcji odgłosów wiatru i tu mam jednak nieco mieszane uczucia, bo jednak wystające z uszu słuchawki nieco szumiały podczas szybszej jazdy na rowerze, może więc chodzić o konkretny, boczny kierunek – bo kiedy obróciłem głowę, faktycznie było lepiej – powietrze lecące prosto na twarz wydawało ocierać o słuchawki, co negatywnie wpływało na dźwięk słuchanej muzyki.

Sony WF-1000XM4 wykorzystują kodek Sony LDAC obsługujący bezprzewodowy dźwięk o wysokiej rozdzielczości. Technologia LDAC pozwala przesyłać trzy razy więcej danych (przy maksymalnej szybkości transmisji 990 kb/s) niż standardowy kodek Bluetooth audio. Dzięki procesorowi V1 słuchawki obsługują również system DSEE Extreme, który przywraca dźwięk o wysokiej częstotliwości zanikające podczas kompresji. Teoretycznie więc jeśli słuchacie muzyki w gorszej jakości, AI powinno nieco ją ulepszyć.

Słuchawki obsługują funkcje Speak-to-chat, która automatycznie wstrzymuje odtwarzanie muzyki, ale nie działa to jeszcze idealnie w każdej sytuacji. Rozumiem zamysł, w praktyce jednak zdarzało się (choć sporadycznie) wyłapać dźwięki innych osób znajdujących się niedaleko i moim zdaniem wymaga to jeszcze dopracowania.

Oprogramowanie słuchawek (wraz z dedykowaną aplikacją) posiada również funkcje Adaptive Sound Control, która wykrywa gdzie jest i co robi użytkownik, a następnie dostosowuje ustawienia dźwięków otoczenia regulując system ANC.

Choć poprzedni model nie miał w tym temacie problemów, to tu również nie zauważyłem kłopotów z połączeniem. Słuchawki nie przerywały ani z iPhonem, ani ze smartfonem z Androidem, nie desynchronizowały się między sobą, nie generowały laga przy oglądaniu materiałów wideo. Na jednym ładowaniu podziałają podobno do 8 godzin, choć mi udawało się dociągnąć do niecałych 7 – ale tu zawsze kluczowe znaczenie ma głośność i ustawienia ANC. Ale to i tak bardzo dobry wynik, szczególnie, że dodatkowe 16 godzin można osiągnąć korzystając z etui. 5-minutowe ładowanie pozwala na 60 minut słuchania muzyki, a aplikacja powiadomi kiedy etui rozładuje się poniżej 30%.

Wizualnie słuchawki prezentują się…specyficznie i zupełnie inaczej niż poprzedniczki. Spełniają normę IPX4, nie zaszkodzi więc im pot i trochę wody. Myślę, że moje uszy są standardowych rozmiarów i niestety Sony WF-1000XM4 nieco za bardzo z nich wystają – to w zasadzie mój jedyny zarzut do wyglądu urządzenia. Specyficzna jest natomiast faktura matowego wykończenia słuchawek i etui, kojarzy się nieco z…recyclingowanym papierem.

Co podoba mi się w słuchawkach Sony WF-1000XM4

Już Sony WF-1000XM3, czyli poprzednia generacja słuchawek Sony brzmiała lepiej niż nieco nowsze AirPodsy Pro i nie byłem odosobniony w tym odczuciu. Nigdy nie twierdziłem, że mam świetne ucho i jestem w stanie wyłapać wszelkie smaczki dotyczące lepszego brzmienia, natomiast Sony WF-1000XM4 oferują bardzo pełny, mięsisty i szczegółowy dźwięk. Na suwaki korektora reagują nieco inaczej niż poprzedniczki i nieco inaczej niż AirPodsy Pro, więc na tych samych ustawieniach różnica niekoniecznie będzie się wiązać z samą jakością, ale dźwięk był zauważalnie pełniejszy i było mu bliżej do słuchawek nausznych niż dokanałowych. Mam wrażenie, że Sony WF-1000XM4 puszczają do uszu więcej smaczków i detali, mają tendencję do bardzo dobrego izolowania dźwięku talerzy perkusyjnych i oferują mocny bas. Ten jednak nie łupie po głowie, nie jest pusty, ale wydaje się mieć dość zauważalną głębię – jak na tego typu słuchawki oczywiście. Na pewno zauważyliście, że w tekście często wspominam o AirPodsach Pro i trudno traktować te słuchawki jako wyznacznik jakości, wspominam natomiast o różnicach opierając się o nie, bo od półtora roku są moim codziennym sprzętem – a i niejedne testowane przeze mnie słuchawki wypadały zauważalnie gorzej. Konkluzja? Muzyka w Sony WF-1000XM4 brzmi zauważalnie lepiej niż w słuchawkach Apple.

Aktywna redukcja dźwięków otoczenia (ANC) w Sony WF-1000XM4 działa kapitalnie. Japońska firma doskonale wie jak podchodzić do tego tematu, czego doskonałym przykładem były poprzedniczki Sony WF-1000XM3 oraz nauszne Sony WH-1000XM4. Oczywiście z uwagi na konstrukcję słuchawek, dużo trudniej jest osiągnąć dobry efekt w mniejszym urządzeniu i kolejni producenci wydają się potwierdzać tę tezę. Trudno tu oczywiście mówić o jakimś „benchmarku”, ale ANC w poprzednim modelu było moim zdaniem nieco lepsze niż w AirPodsach Pro. Kolejna generacja to jednak kolejne ulepszenia i o ile wtedy różnica była mniej zauważalna, to teraz TWS od Sony prezentują po prostu inny poziom tłumienia niż sprzęt Apple. Celowo przetestowałem ANC w identycznych warunkach, dodatkowo co chwila zmieniając słuchawki w uszach – Sony radzi sobie lepiej z tłumieniem zarówno takich dźwięków, jak jednostajnie szumiący odkurzacz oraz nieco mniej jednostajny hałas samochodów na ulicy. Samo odczucie „odcięcia” od otoczenia jest w Sony mocniejsze, ale tu akurat może chodzić również o zastosowanie pianek dopasowujących się do wnętrza uszu, które  tłumią pasywnie nieco lepiej niż gumki. Ale ANC w Sony WF-1000XM4 działa zauważalnie lepiej niż w AirPods Pro i to jest fakt.

Znaczącej zmianie uległo również etui ładujące, które w tej generacji jest mniejsze, bardziej poręczne i ma możliwość ładowania indukcyjnego. Rozmiarowo jest to mniej więcej 2/3 poprzednika, więc jednak udało się zminiaturyzować case, za co ogromny plus – ten z poprzedniej generacji był moim zdaniem za duży i bardzo nieporęczny.

Co nie podoba mi się w słuchawkach Sony WF-1000XM4?

Nowa odsłona słuchawek Sony jest bezapelacyjnie lepsza i bardziej dopracowana niż trzecia generacja, jest jednak kilka rzeczy, które nie doczekały się usprawnień lub po prostu nie są zrobione idealnie. Pierwsza to kształt słuchawek i to jak wpływa na użytkowanie. Owszem, urządzenie mniej wystaje z uszu, ale jednak z uwagi na swoją formę stawia pewien opór powietrza, co czuć przede wszystkim podczas jazdy na rowerze. Gdyby słuchawki bardziej chowały się do uszu, problemu by nie było – choć i tak jest zauważalnie lepiej niż w poprzedniczkach głównie dlatego, że nie „ciągną” w dół, co po około godzinie z modelem trzeciej generacji potrafiło mnie irytować.

Przyzwyczajony do gestów ściskania w AirPodsach Pro, bardzo denerwował mnie klasyczny panel dotykowy Sony WF-1000XM4. Zdarzało się bowiem, że podczas poprawiania słuchawki w uchu pauzowałem utwór (prawa słuchawka) lub wyłączałem ANC (lewa słuchawka). Da się to oczywiście po jakimś czasie wyczuć, ale wszystkich przypadkowych kliknięć raczej nie wyeliminujecie.

Nauszne Sony WH-1000XM4 wprowadziły możliwość jednoczesnego sparowania dwóch urządzeń przez BT. Dokanałowe Sony WF-1000XM4 są tej opcji pozbawione, przez co nie da się sprawnie przełączać między podpiętymi sprzętami. I tu znów patrzę na temat z perspektywy użytkownika AirPodsów, gdzie od razu po złapaniu iPada, przepinają mi się do niego słuchawki, choć wcześniej słuchałem na nich muzyki z iPhona.

Czy warto kupić Sony WF-1000XM4?

Słuchawki pojawią się w sklepach 11 czerwca i z tego, co udało mi się dowiedzieć, będą kosztować około 1200 złotych. To bardzo rozsądna cena jak za sprzęt tej klasy i nie uważam, by japońska firma przesadziła. Oczywiście nie miałem w uszach wszystkich dostępnych słuchawek TWS, ale jeśli patrzeć przez pryzmat brzmienia i jakości ANC, to przy ostatnich testowanych przeze mnie modelach wygląda to tak:

Samsung Galaxy Buds Live (słabo) < Samsung Galaxy Buds Pro (bardzo dobrze) – Apple AirPods Pro (bardzo dobrze) < Sony WF-1000XM4 (REWELACYJNIE)

Sony WF-1000XM4 brzmią kapitalnie, ANC jest zauważalnie mocniejszy i bardziej dokładne niż w topowych Applach i Samsungach, sprzęt przegrywa jedynie ergonomią (choć to też po części kwestia indywidualna). Gdybym nie był w tej chwili użytkownikiem iPhona/iPada i nie miał swoich AirPodsów Pro, szukając świetnie brzmiących słuchawek TWS z ANC do Androida, kupiłbym Sony WF-1000XM4 bez wahania. I bardzo żałuję, że sprzęt wraca już do producenta, bo korzystanie z niego było czystą przyjemnością.

Plusy

  • kapitalne brzmienie
  • świetne ANC
  • zmniejszone etui ładowane bezprzewodowo

Minusy

  • słuchawki nieco za bardzo wystają z uszu
  • brak możliwości jednoczesnego sparowania dwóch urządzeń