18

Sony Tablet P – recenzja i mój punkt widzenia

Od niedawna Sony stara się konkurować na rynku tabletów z Androidem swoimi produktami. Najpierw światło dzienne zobaczył model S, a w połowie stycznia Sony zaprezentowało jeszcze jeden model – P, który wyróżnia się swoim nietypowym designem spośród innych urządzeń tego typu. Dzięki uprzejmości Sony miałem okazję przez ostatnie dwa tygodnie testować ten niezwykle ciekawy tablet. […]


Od niedawna Sony stara się konkurować na rynku tabletów z Androidem swoimi produktami. Najpierw światło dzienne zobaczył model S, a w połowie stycznia Sony zaprezentowało jeszcze jeden model – P, który wyróżnia się swoim nietypowym designem spośród innych urządzeń tego typu. Dzięki uprzejmości Sony miałem okazję przez ostatnie dwa tygodnie testować ten niezwykle ciekawy tablet. Przede wszystkim postanowiłem spojrzeć na to urządzenie oczami konsumenta, którego mniej interesuje, co znajduje się w środku, a bardziej, jaki się z tego tabletu korzysta.

Na wstępie powiem tylko, że miałem pewne obawy co do funkcjonowania tabletu, który ma aż dwa ekrany. Zadawałem sobie pytanie – jak w ogóle można oglądać na czymś takim filmy, czytać książki? Moje obawy w części się sprawdziły, choć sądzę, że mimo tego dość problematycznego elementu Sony P radzi sobie całkiem dobrze.

Unboxing

 

Paczka od Sony nie jest szczególnie szczodra, ale akurat nie jest to domena tylko tej firmy. W pudełku znajdziemy tylko urządzenie, instrukcję obsługi oraz ładowarkę. Kilka słów o niej muszę tutaj napisać. Ładowarka przypomina swojego większego brata znanego z laptopów, co powoduje, że jest ona niezwykle niepraktyczna w przypadku transportowania. Może się to wydawać mało znaczące, ale przeważnie przy urządzeniach mobilnych kabel ładowarki spełnia od razu funkcję kabla do komputera. W tym przypadku tak nie jest. Wprawdzie tablet posiada wejście microUSB, a niemal każdy ma w swoim domu jakiś kabel tego typu, to jednak jego brak w zestawie jest dość irytujący. Można było połączyć przyjemne z pożytecznym i dodać do zestawu ładowarkę, która jest jednoczenie takim kablem. Niestety, nie można mieć wszystkiego.

Parametry i złącza

Sony Tablet P nie zachwyca parametrami. Pod maską znajdziemy Tegrę 2 1GHz, 1GB RAMu, 4GB pamięci wewnętrznej. To w porównaniu z produktami konkurencji, które obecnie wchodzą na rynek, nie jest dużo i bardziej pasuje do produktów z początku 2011 roku. Oczywiście model posiada Wi-Fi, GPS, a testowane przeze mnie urządzenie również 3G, co jest niezwykle istotne w przypadku tego tabletu, ale o tym później.  Oczywiście urządzenie wyposażone jest w akcelerometr, żyroskop, cyfrowy kompas czy czujnik oświetlenia otoczenia, czyli wszystko to, czego oczekujemy. Tablet ma dwie kamery – tylnią HD 5 milionów pikseli i przednią VGA 0,3 miliona pikseli. (Więcej danych technicznych można znaleźć na stronie producenta)

Jak wygląda kwestia złączy? Sony P ma jedno wejście mikro USB 2.0, standardowe wejście na słuchawki, wejście na kartę pamięci microSD i to właściwie tyle. Czy potrzeba więcej? Akurat w przypadku tego modelu wydaje mi się, że nie. Sony P ma być kompaktowy, dlatego na przykład część złączy została ukryta pod obudową, co z kolei nie jest zbyt wygodne, jeżeli chcemy z nich szybko skorzystać.

Działanie baterii

Tutaj nie ma niespodzianek – tablet wytrzymuje około 8 godzin nieustannej pracy, 1,5 – 2 doby w przypadku sporadycznego korzystania. Za to ładowanie baterii jest naprawdę długie. Nie wiem, czy mi się akurat trafił taki model, czy też jest to w „standardzie”, ale załadowanie do pełna baterii trwa wiele godzin.

Design

 

Sony w modelu P postanowiło na dwa podstawowe elementy: mobilność i design. Dlatego też zaproponowało swoim klientom dwuekranowy, składany tablet o ciekawym, nietuzinkowym wyglądzie. Do naszej dyspozycji dostajemy dwa 5,5 calowe dotykowe wyświetlacze w urządzeniu, które po złożeniu mieści się w kieszeni spodni i waży tylko 372 gramy. Samo urządzenie prezentuje się niezwykle ciekawie. Obłe kształty nadają mu designerkiego wyglądu. Pozytywne wrażenie, jakie odniosłem w przypadku Sony P zostało nieco zepsuty przez obudowę. Oczywiście jest ona plastikowa, ale jakość wykonania tego plastiku nie jest najwyższa. Za każdym razem, gdy chciałem dostać się do wnętrzności sprzętu i musiałem zdjąć plastikowe pokrywy obawiałem się, czy czegoś nie złamię i nie urwę.


 

Mobilność to słowo klucz w przypadku tego urządzenia. Sony P nie zajmuje tak dużo miejsca, jak normalne, 10, a nawet 7 calowe tablety, łatwo można go przenosić. Sony uczyniło z tego tabletu naprawdę mobilne urządzenie. Ta mobilność została okupiona innymi rzeczami, o czym wspomnę jeszcze w tej recenzji, ale właśnie przez to, że postawiono na tę cechę urządzenia, jest to, moim zdaniem, chyba pierwszy tablet, w którym warto mieć 3G i nie martwić się o brak hotspota. Dzięki swojej kompaktowej budowie można z niego uczynić prawdziwe mobilne biuro.

Sony P w codziennym użyciu

 

W przypadku dwóch ekranów pojawia się pytanie o to, czy w ogóle można wygodnie korzystać z tego typu urządzenia. Odpowiedź na to pytanie nie należy do najprostszych i trudno jednoznacznie wydać opinie. Ale po kolei. W tym momencie Sony P „jedzie” na Androidzie Honeycomb (choć firma zapowiada update do 4.0 na wiosnę). I jest to największa zaleta oraz wada tego urządzenia. Zaletą jest to, że dzięki open sourcowej polityce Google, Sony mogło stworzyć szereg nakładek, które dopasowują niektóre podstawowe aplikację do tej formy urządzenia. Minusem jest to, że Android nie jest dobrze przystosowany do obsługi dwóch ekranów, a co za tym idzie korzystanie z samego systemu, jak i z Android Marketu za pomocą tego tabletu nie jest tak przyjemne, jak w przypadku urządzeń jednoekranowych. Nie wiem, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby Sony, wzorem Amazonu, napisało coś swojego bazującego tylko na Androidzie. Zacznijmy jednak od kilku najważniejszych elementów.

Klawiatura. Dwu-ekranowy tablet naprawdę świetnie nadaje się do pisania na wirtualnej klawiaturze. Na górnym ekranie wyświetla nam się treść, na dolnym wirtualne klawisze. Tak uzbrojeni możemy brać się do pracy. Oczywiście wirtualna klawiatura nie zastąpi nam tej fizycznej. To bez dwóch zdań. Ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Już po kilkunastu minutach można dość swobodnie pisać na takiej klawiaturze, choć szybkość wprowadzania tekstu nie jest szczególnie zachwycająca. Ważne jest również to, że tablet w trybie „pisarza” dobrze trzyma się na stole i, jeżeli nie jest to powierzchnia specjalnie śliska, podczas pisania raczej nie musimy się martwić o to, że będzie się przesuwał pod naporem naszych palców. Niestety trzeba wziąć poprawkę na to, że ponieważ mamy ekran o przekątnej 5,5 cala to przyzwyczajenie się do pisania na relatywnie małych klawiszach może być uciążliwe, a niektórzy od razu się zniechęcą. Dużo wygodniej jest pisać przy w pełni otwartym tablecie – wykorzystując do tego kciuki. Pisanie w ten sposób jest naprawdę szybkie, a ponieważ tablet jest bardzo lekki, nie odczuwamy zmęczenia.

Aplikacje. Sony jest dość płodne, jeżeli chodzi o tworzenie nakładek na różne aplikacje lub budowanie własnych. Warto wymienić kilka z nich. Przede wszystkim firma dostosowała do dwóch ekranów swoją galerię. Na górnym ekranie wyświetla nam się zdjęcie, na dolnym, w kafelkach, dany folder. Możemy wprawdzie rozciągnąć zdjęcie na dwa ekrany, ale pojawia się w tym przypadku podstawowy problem – czarny pasek, który rozbija nam obraz. Niestety, nie da się tego obejść w przypadku takiej konstrukcji tabletu.

Równie ciekawie została przygotowana wersja odtwarzacza muzyki. Na dole mamy wirtualny stół z płytami, którymi możemy zarządzać, na górze wybrany utwór i odpowiednie muzyczne funkcje. Głośniki urządzenia nie są może szczególnie mocne, ale dźwięk z nich płynący jest dość dobrej jakości. Bądźmy jednak realistami, kto słucha muzyki z poziomu tabletu? Choć w przypadku modelu P miałoby to całkiem spory sens – w końcu urządzenie można zmieścić w kieszeni.

 

Reader. Jak czytać w ogóle jakiekolwiek książki, artykuły, skoro ciągle przez nasz obraz przechodzi czarny pasek? Sony stara się, przynajmniej w przypadku ebooków, zaradzić temu problemowi przez specjalną aplikację. Niestety niewiele dobrego można o niej powiedzieć. Po pierwsze jest niezwykle uboga w funkcje. Po drugie, o ile w przypadku e-książek w formacie EPUB program dzieli nam obraz dobrze i możemy czytać je tak, jakbyśmy w ręku trzymali prawdziwą książkę, o tyle w przypadku PDFa już sobie tak chwacko nie radzi i albo tekst na jednym ekranie jest za mały, aby go czytać, albo po rozciągnięciu go na oba znów mamy podzielony obraz, który w przypadku treści jest chyba najbardziej dostrzegalny, ponieważ gubią się wersy.

Bardzo interesująca jest również aplikacja Favorites, która kumuluje w jednym miejscu najczęściej przez nas używane media, dzięki czemu mamy do nich szybki dostęp. Bardzo fajny dodatek, który również został dopasowany do wykorzystywania na 2 ekranach. Dobrze przygotowany został także Skype, na którego wrzucono oczywiście nakładkę producenta. To nie wszystkie aplikacje, które przygotowało dla nas Sony, jedne są lepsze, inne gorsze, ale trzeba oddać firmie, że przynajmniej przygotowała część podstawowych funkcji pod obsługę na dwóch ekranach.

Android Market. Oczywiście mamy pełny dostęp do sklepu z aplikacjami, problem w tym, że ilość aplikacji dedykowanych dwóm ekranom nie jest szczególnie pokaźna. Całe szczęście, że w ogóle jakieś są, niemniej jednak te najpopularniejsze niestety nie. Oznacza to, że mamy dwa wyjścia. Albo rozciągniemy daną aplikację na dwa ekrany, tym samym przecinając ją czarnym paskiem, albo pozostaniemy przy jednym ekranie, co obniży wygodę korzystania z tego urządzenia do minimum.

 

Gry. Nieco lepiej jest z grami. W tym przypadku dostajemy do dyspozycji gry Gameloft i Sony Playstation. Na razie nie ma tego szczególnie dużo, ale można kilka ciekawych pozycji znaleźć. Oczywiście z dedykacją na dwa ekrany:

Zobaczmy jeszcze, jak Sony P radzi sobie z robieniem zdjęć. Od razu powiem, że aplikacja do obsługi zdjęć jest według mnie chyba najgorszą, z jaką miałem do czynienia. Jedynym jej plusem jest to, że jest dostosowana do dwóch ekranów. A jak wyglądają zdjęcia. Postanowiłem porównać zdjęcia zrobione Sony P a Transformerem, oto wynik (1 zdjęcie – Sony, 2 zdjęcie – Asus):

 
 

Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że lepsze zdjęcie zrobił Sony właśnie. Poza tym to jest chyba jedyny tablet, za pomocą którego robienie zdjęć ma jakikolwiek sens. Nie wygląda to tak groteskowo, jak w przypadku normalnych 10calowców.

Podsumowanie

Coś za coś. Do Sony Tablet P trzeba się przyzwyczaić. Z jednej strony dostajemy niezwykle mobilne urządzenie, lekkie, wręcz kieszonkowe, niezwykle wygodne w użytkowaniu, z którego możemy korzystać niemal wszędzie, czy to chcemy przeglądać sieć czy pracować. Zwłaszcza, że można z niego zrobić mikro-laptopa, a dedykowana fizyczna klawiatura wydaje się zbędna. Z drugiej strony podział na dwa ekrany obniża jakość korzystania z mediów. Wprawdzie urządzenie nie gubi pikseli, ja przynajmniej tego nie dostrzegłem, ale może być dość niewygodne czytanie czy oglądanie z około 2 centymetrowym czarnym paskiem pośrodku. Można do tego się przyzwyczaić i po kilku dniach użytkowania prawie się tego nie zauważa, ale jednak coś jednak się traci przez taką budowę tabletu. Problemem jest również niewielka ilość aplikacji i gier dostosowanych do dwóch ekranów, przez co trzeba je odpowiednio skalować, co czasami odbija się na jakości wyświetlania. Zabrakło mi również, znanej z modelu S, podczerwieni, dzięki której można uczynić z tabletu zdalnego pilota do niemal każdego urządzenia. To rozwiązanie byłoby w przypadku modelu P naprawdę fajnym dodatkiem.

Osobiście tablet ten niezwykle przypadł mi do gustu. Jest niemal tak samo mobilny jak smartphone a można na nim zrobić o wiele więcej i dużo bardziej wygodnie. Jeżeli ktoś poszukuje jak ultra-mobilnego tabletu, to Sony P jest dla niego, jeżeli oczywiście jest gotów wydać prawie 2,5 tysiąca złotych i pogodzić się z niektórymi utrudnieniami. Sam nie uczyniłbym z niego swojego podstawowego tabletu, ale z chęcią nabyłbym go, jako dodatkowe urządzenie.