0

Ten film mógł być o niebo lepszy, ale chcę jeszcze więcej. „Sonic” – recenzja filmu

Burza, jaka rozpętała się po ujawnieniu wyglądu filmowego Sonica, mogła zwrócić uwagę także tych osób, które wcale się tą produkcją nie interesowały. Ostatecznie Sonic wygląda inaczej, a film doczeka się najpewniej drugiej części. I to bardzo dobra wiadomość!

Z jakim nastawieniem można wybrać się do kina na seans z bohaterem gier, które towarzyszą graczom w różnym wieku od kilku dekad? Można postawić mu poprzeczkę bardzo wysoko, oczekując, że otrzymamy ciekawą historię i film pełen świetnych efektów, a także intrygujących bohaterów. Ja zrobiłem inaczej i kinowym fotelu zasiadałem wiedząc tylko jedno: to film o Sonicu. Nie przyglądałem się zwiastunom, nie czytałem obszernych zapowiedzi, omijałem szerokim łukiem wszystko, co związane z filmem „Sonic. Szybki jak błyskawica”.

Czytaj też: Takich seriali od TVN-u oczekuję. „Kod genetyczny” wypada bardzo dobrze

Fabuła „Sonica” jest niezwykle nieskomplikowana

„Sonic. Szybki jak błyskawica” przedstawia nam losy przedziwnej, ale niezwykle sympatycznej postaci, która była zmuszona do opuszczenia swojego domu. Dzięki magicznym pierścieniom Sonic trafia na drugi koniec galaktyki, na planetę Ziemia, gdzie ukrywając się przed wszystkimi wiedzie życie samotnika. Wskutek jednego z wydarzeń o istnieniu tajemniczej istoty dowiaduje się rząd USA, który do zbadania zjawiska wysyła najbardziej inteligentnego, ale jednocześnie najmniej ludzkiego ze specjalistów, jakimi dysponuje: Doktora Robotnika. Sonic musi natomiast odnaleźć zagubione pierścienie.

Nie uważam się za fana serii gier z kolczastym niebieskim jeżem, ale miałem styczność z kilkoma z nich. Bazując na nich kreatywny umysł z pewnością uknułby ciekawą fabułę wykorzystując już wymyślone postacie i światy, dlatego najbardziej ciekawiło mnie to, jaką opowieść dostaniemy w pełnometrażowej produkcji. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że historia, którą śledzimy nie jest czymś wybitnym. Po kilku słowach wstępu, przedstawienia i zarysowania bohaterów, przechodzimy do głównego dania, które również nie jest zbyt sycące. Twórcy starają się zagrać na naszych uczuciach i pobudzić pewne emocje, na przykład podkreślając to, jak samotny jest w naszym świecie Sonic, ale efekty są dość mizerne aż do punktu kulminacyjnego, kiedy to zawiązuje się cała akcja.

Ale „Sonic. Szybki jak błyskawica” ogląda się przyjemnie*

Podobnie jak wiele innych filmów i seriali, „Sonic. Szybki jak błyskawica” wykorzystuje ten sam schemat z przeskokami w czasie, by wytłumaczyć nam niektóre wątki lub wzbudzić w nas ciekawość. Dzieje się tak już na samym początku filmu, co chyba pokazuje, że całą historię nawet autorzy scenariusza uznali za mało atrakcyjną, skoro niezbędne są takie zabiegi.

Całość utrzymana jest jednak w niezłym tempie, a efekty specjalne wypadają całkiem dobrze. Trudno mi odwołać się do gry aktorskiej którejkolwiek z ludzkich postaci, ponieważ na pokazach przedpremierowych można było zobaczyć film tylko w wersji z dubbingiem, co (w mojej ocenie kompletnie) zaburza odbiór filmów dla starszych widzów. W trakcie seansu czułem się jeszcze dziwniej, niż podczas powtórek „Kosmicznego meczu” i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że poza animacjami dubbing nie powinien być stosowany narzucany widzom.

Jim Carrey nie uratuje całego filmu (w polskiej wersji)

Dlatego jestem gotów napisać, że postać Doktora Robotnika w dużej części straciła swój urok, bo zamiast wypowiedzi/wygłupów Jima Carry’a słyszałem polskie odzywki niepokrywające się do końca z mimiką twarzy aktora. Poza tym, to ten sam Jim Carrey, którego pamiętamy z innych dziwacznych ról, gdzie występ przed kamerą to w dużej mierze improwizacja aktora i jego popisy.

W przypadku Jamesa Marsdena, który zagrał policjanta Toma Wachowskiego marzącego o przeprowadzce z zaściankowego miasteczka do San Francisco, a także pozostałych bohaterów sytuacja jest analogiczna. Niestety, nic nie poradzę na dyskomfort, który odczuwam, gdy słyszę podłożone polskie głosy pod Amerykanów w amerykańskich realiach. To burzy cały nastrój. Co ciekawe, tego samego nie powiem o Sonicu, bo to postać animowana i ten zgrzyt nie był tu tak odczuwalny, choć jestem przekonany, że część żartów brzmiał o niebo lepiej w oryginalne.

Nie chcę zdradzać, co dokładnie sugeruje powstanie drugiej filmowej części przygód Sonica, ale jeśli rzeczywiście zostanie nakręcona, to przede wszystkim będę liczył na mniej prostolinijną fabułę. Pozostałe elementy wypadły na tyle dobrze, że należy je powtórzyć i seans będzie wystarczająco przyjemny. No i wprowadzić do polskich kin wersję bez dubbingu. Dlatego poniżej wklejam też zwiastun w wersji angielskiej.

Polecamy: Nie wierzę, że te filmy oglądacie najczęściej. Netflix dzieli się niedostępnymi do tej pory rankingami

Ocena filmu „Sonic. Szybki jak błyskawica”: 6/10

Zdjęcia: Paramount Pictures i Sega of America, Doane Gregory