Social Media

Social Media: czyli żywot udawany

JS
Jakub Szczęsny

Jak idzie o naprawianie czegokolwiek - to owszem, ...

29

Wychodzisz na ulicę, rozglądasz się nieco, mocniej angażujesz się w obserwowanie tłumu. Widzisz ludzi, a nie konta na Facebooku. W przejściu podziemnym tłumy rankiem spieszą niczym zombie na przywitanie się z nielubianym szefem - do pracy, której szczerze nienawidzą, a wcześniej widzieli w niej nogi...

Wychodzisz na ulicę, rozglądasz się nieco, mocniej angażujesz się w obserwowanie tłumu. Widzisz ludzi, a nie konta na Facebooku. W przejściu podziemnym tłumy rankiem spieszą niczym zombie na przywitanie się z nielubianym szefem - do pracy, której szczerze nienawidzą, a wcześniej widzieli w niej nogi samego Pana Boga, których należy się uczepić i trzymać się by frunąć wyżej i wyżej...

Czy ktokolwiek jest smutny?

Smutek jest taki obrzydliwy. Smucą się ludzie bez życiowych sukcesów, mało znaczące trybiki społecznej masy. Zahukani, zamknięci w sobie desperaci, którzy mogą zwierzyć się dwóm wieczornym Harnasiom, albo ćwiartce. Irytuje ich źle płatna, nudna praca, w której szefem jest kompletny idiota, któremu nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby nawet roweru popilnować, bo bałby się, że go od samego patrzenia zepsuje. Narzeczona, choć kiedyś kochana - nie jest taka atrakcyjna jak kiedyś, ciekawsza jest koleżanka z pracy - ale poza zasięgiem. Do pierwszego nie starcza, bo korpo dobrze nie płaci, a koszty utrzymania wysokie. Cały czas na tzw. "ASAP-ie", byle do przodu, byle po trupach, byle do weekendu.

Post na Facebooku nie będzie traktować o smutku - o tym, że wyrwanie się z prowincji i wyjazd "na Warszawkę" to wcale nie "hajs, love i sława" jak to śpiewa bezbłędna Karolina Czarnecka w "Stolicy". Nie napisze o tym, że tęskni za rodzicami, beztroską i prostym życiu poza udowadnianiem wszystkim wszystkiego - z pominięciem udowadniania czegokolwiek samemu sobie.

Wrzuci się zdjęcie modnego Sushi - ze znajomymi oczywiście, żeby nikt nie pomyślał, że po wyjeździe do Warszawy nie wykazaliśmy się zdolnościami społecznymi. Zdjęcie jakiegoś widoku, motywująca piosenka, żarcik z Kwejka. Ale nie uzewnętrzniamy się z naszymi przemyśleniami. Porównujemy się do innych. Wszyscy się czymś chwalą - nową miłością, nową pasją, osiągnięciami, ciążą, zaręczynami. Social Media - świat idealny. Bez trosk, bez płaczu, pozbawiony nieco bardziej szarej sfery naszego życia. Nieautentyczny padół, aż serce boli.

Poznaj człowieka

Rozmawiając ze swoimi znajomymi, czasami się do siebie żalimy - jak zwykli ludzie. O wszystko, na wszystkich, na wszystko. Nie, że pogoda jest zła. Ale że nie wszystko układa się jak trzeba. Przejrzeć profile w social media tych ludzi - wszystko jest w porządku, wszystko się układa. A znając tych ludzi wiem, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Między innymi dlatego lubię ludzi poznawać, rozmawiać z nimi. Czy to przez telefon, czy w cztery oczy - lubię poświęcić człowiekowi kilka chwil i posłuchać - poza tym, co mówi o nim konto na Facebooku, czy profil na Instagramie.

Pisałem dla Was niedawno o tym, że Facebook może mieć wpływ na to, jak postrzegamy w naszym życiu szczęście. Ciągłe porównywanie się do znajomych, udawanie - wszystko to może obniżać nasz subiektywny poziom zadowolenia z naszego życia. Istniejąc w social media niekoniecznie bierzemy w poprawkę tego, że reszta - podobnie jak my, idealizuje codzienność. Nie uwzględnia tego, co może być przykre, nie uzewnętrznia wszystkiego tego, co mogłoby nasz wizerunek... zepsuć. Ja również nie piszę o tym, że czasami nie wszystko mi wychodzi - a swoimi osobistymi porażkami mógłbym spokojnie obdarować dwa tuziny osób po jednym takim niepowodzeniu i... wcale bym "nie zbiedniał". Nawet zdjęcia możemy sobie dobierać takie, na których wyglądamy najkorzystniej. Ukrywamy swoje niedoskonałości, ułomności. A wszyscy przecież mają.

Piękni, zadowoleni i próżni

Tacy są ludzie w social media. Bezrefleksyjni, nastawieni na autokreację za wszelką cenę. Małostkowi, nieco naiwni. Nasz profil w serwisie społecznościowym to "maska mask", która stanowi kompilację tego, jakimi ludźmi chcielibyśmy być w połączeniu z tym, jakimi jesteśmy na co dzień. Ale... wiecie. Najbardziej autentyczni jesteśmy wtedy, gdy zostajemy sami. W pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby nas ocenić, rozliczyć ze smutku, z niedoskonałości, z wad i zalet. Samotni jesteśmy, Drodzi Moi, bardzo samotni. Brakło w naszym życiu autentyczności. Nie bez powodu mówi się przecież, że człowiek płacze najszczerzej, gdy płacze nad samym sobą.

Grafika: 1, 2, 3

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu