19

Smartwatch – zegarek, który odmierza czas do przyszłości

Już na samym początku przyznam, że wcale nie upatrywałem w Google kandydata na lidera. Jako wieloletniego użytkownika iPhone’a, zdecydowanie bardziej interesowała mnie do niedawna wizja Apple, aniżeli twórców Androida. Po obydwu premierach sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej niż przypuszczałem i tak dziś, frazę “Ok Google” wypowiadam o wiele częściej, niż “Hey Siri”.

Cześć, jestem Konrad i odczytuję SMS-y na zegarku

Google nie uczyniło z prezentacji Android Wear wydarzenia na skalę premiery Apple Watcha. Był to przecież “zaledwie” debiut samej platformy, a urządzenia napędzane systemem pokaże każdy z producentów. Pomysł na wykorzystanie urządzenia na nadgarstku okazał się prostszy niż się spodziewano – widok kart przesuwanych w orientacji pionowej i niewielki stopień interakcji nie zapowiadały niczego rewolucyjnego, a i ja nie byłem do tego tak do końca przekonany. Zanim poznaliśmy Apple Watch takie firmy jak LG, Samsung i Motorola zdążyły pokazać swoje propozycje na nowoczesne zegarki. Największą furorę robił oczywiście Moto 360 z okrągłym ekranem, choć niewiele mniejszym zainteresowaniem cieszył się LG G Watch R. Niewiarygodnie zawiodłem się na najnowszym produkcie Apple – rozmiary i bryła urządzenia oraz sam UI systemu zupełnie mnie do siebie nie przekonują i choć do rynkowej premiery pozostało jeszcze trochę czasu, to przecież ogólny zarys tego jak będzie działał już się nie zmieni. Jak zostało to wielokrotnie zaznaczone, paradoksalnie, firma która stworzyła tak prosty w obsłudze smartfon jakim jest iPhone, zdołała jednocześnie przygotować tak skomplikowane urządzenie jak Apple Watch.

Android-Wear-voice-reply-action1

Podczas gdy Google zrobiło coś zupełnie odwrotnego – miejscami niezrozumiały Android ze smartfonów przeniesiono na zegarki w takiej formie, że trudno tu cokolwiek zepsuć czy się pogubić. O przejściu na drugą stronę barykady myślałem od pewnego czasu, i tak naprawdę bardzo świadomie, swój pierwszy krok wykonałem kilka miesięcy temu, komentując to Antyweb i zaznaczając, że “takie Google to ja lubię”. Ukrytym pretekstem do przesiadki był (nie)zaplanowany zakup zegarka z Android Wear. Taki noszę na nadgarstku od kilku tygodni i gdy początkowe podekscytowanie zgaśnie, a zamiast niego pojawi się codzienność, okazuje się, że te delikatne przemiany, do których się przyczynił, mają bardzo duże znaczenie. Większe niż mogłoby się wydawać.

Gdy na nadgarstek redaktora serwisu/bloga technologicznego zawita smartwatch, zazwyczaj jest on obiektem zainteresowania osób z jego otoczenia. “Co to jest?”, “jak to działa?”, “mogę spróbować?” – takich pytań pada mnóstwo. Najczęściej uprzejmie tłumaczone jest, możliwie najprościej oczywiście, o co z tymi smartwatchami chodzi. Wtedy w odpowiedzi można usłyszeć, że “bardzo fajny, ale to tylko gadżet”. A gdy między słowami wspomnimy, że co drugi czy trzeci wieczór podłączamy smartwatcha do ładowarki, na uśmiech rozmówcy najlepiej również odpowiedzieć uśmiechem. W moim przypadku, smartwatch stawał się tematem rozmowy dopiero wtedy, gdy ktoś zauważył podświetlony, kolorowy wyświetlacz z jedną z tarcz lub właśnie otrzymanym powiadomieniem.

LG G Watch R nie skupia na sobie uwagi osób, które nie częściej niż dwa razy w miesiącu przejrzą kategorię “technologie” na jednym z portali. I mi to jak najbardziej odpowiada. Bardzo fajnie, że producenci chcą upodobnić swoje smartzegarki, do tych standardowych, by nie powiedzieć zwyczajnych, choć rozumiem także tych użytkowników, którym futurystyczny styl Moto 360, czy innych urządzeń, odpowiada znacznie bardziej niż odrobina klasyki. Tej klasyce zdecydowanie najbliżej jest produktowi Withings, czyli zegarkowi Activité. Trudno jednak mówić o nim w kategoriach prawdziwego smartwatcha, co nie oznacza jednak, że obrana przez tę firmę strategia jest niewłaściwa.

Słowem komentarza

Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po zsynchronizowaniu G Watch R z telefonem, to deaktywacja funkcji fitness. Z jednej strony jest to dobry sposób na zaoszczędzenie pewnej ilości energii, a z drugiej strony (ręki?) na drugim nadgarstku od kilku miesięcy noszę UP24, która w tych kategoriach nie ma sobie równych. Z pewnością znalazłbym aplikacje zwiększające możliwości smartwatcha w kwestii pomiarów i analizy mojego stylu życia, ba, sam Jawbone przygotowuje własną aplikację na Android Wear, ale nie wyobrażam sobie, by zegarek mógł towarzyszyć mi podczas snu, biegania, na boisku czy jakimkolwiek innym treningu. Nieistotne więc, czy będzie to G Watch R czy Activite, żaden z nich nie będzie znajdował się na mojej ręce non stop, a wtedy pomiar czegokolwiek mija się z celem.

Wibrujący nadgarstek

Delikatne wibracje i podświetlenie ekranu oznacza tylko jedno – nowe powiadomienie. Nie jestem osobą leniwą, przynajmniej nie uważam się za taką, więc sięgnięcie po telefon leżący na biurku czy znajdujący się w kieszeni nie jest szczytem moich siłowych i gimnastycznych możliwości. Ale skoro wystarczy mi zaledwie popularny rzut oka, by zorientować się o co chodzi, to dlaczego miałbym z tej możliwości nie skorzystać? Prawdę mówiąc, właśnie obsługa powiadomień oraz sposób ich prezentacji najbardziej urzekły mnie w Android Wear. Nachodzący na tarczę pasek przy dolnej krawędzi ekranu ze szczątkiem informacji można schować delikatnym gestem, natomiast przesunięcie go w prawo spodowuje pożegnanie się z notyfikacją na zawsze. Na anulowanie tej decyzji mamy kilka sekund, w przypadku gdybyśmy omyłkowo usunęli coś istotnego. Przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi powiadomieniami to czysta przyjemność, nawet na tak niewielkim ekranie.

Dzięki subtelnym przesunięciom przejrzymy niemal wszystkie powiadomienia, które pojawiły się na telefonie. Niemal, bo sami możemy zdecydować, które z nich nie będą trafiać na zegarek, a stworzenie czarnej listy aplikacji zajmuje minutę czy dwie. Uniknąć więc można irytującego wibrowania przy okazji każdego komentarza na Facebooku, like’a na Instagramie czy nowym tweecie (nie)obserwowanej osoby. Ale o ważnych e-mailach, wiadomościach SMS czy przychodzących połączeniach dowiedzieć się można nieco szybciej i, gdy sytuacja tego wymaga, dyskretniej niż wcześniej. Oczywiście na powiadomieniach funkcje takiego gadżetu się nie kończą. Dla wielu osób, w tym mnie, liczy się także wysoki poziom personalizacji wyglądu zegarka, szczególnie po otwarciu Google Play na cyferblaty tworzone przez firmy trzecie. Wybór już teraz jest całkiem spory i myślę, że prawie każdy znalazłby tu coś dla siebie.

futuresmw

Mimo, że Google Now zyskuje na znaczeniu w naszym kraju, to możliwości usługi w Polsce nadal nie odpowiadają tym oferowanym mieszkańcom Stanów Zjednoczonych. Komendy głosowe wypowiadać można tylko w języku angielskim, lecz wtedy musimy zrezygnować z opcji dyktowania odpowiedzi w naszym ojczystym języku. Jako użytkownika Wunderlist i Evernote niezmiernie ucieszyło mnie wsparcie obydwu usług dla urządzeń z Android Wear. Tzw. “listy to-do” przeglądać można na ekranie smartwatcha i odhaczać wykonane zadania. W większości przypadków nie jest to czynność, o której powiedziałbym, że jest wygodna i przyjemna. W co najmniej jednym zastosowaniu sprawdza się jendak znakomicie, a mówię tu o zakupach i liście rzeczy, które musimy zgarnąć do koszyka. Wyciąganie telefonu co kilka minut i sprawdzanie, które z działów pozostały nam do odwiedzenia nie jest karkołomną czynnością, lecz zerknięcie na zegarek to nieporównywalnie efektywniejsze rozwiązanie.

Przesadzam? Zgodzę się, że nie jest to gadżet dla wszystkich. Nie pragnę nikomu nic udowodnić odznaczając kolejne zakupy na zegarku zamiast telefonie czy kartce lub odczytując właśnie otrzymanego SMS-a spoglądając na nadgarstek. Pewien czas temu mówiono, że noszenie telefonu komórkowego to jak bycie na smyczy, przejaw snobizmu i arogancji, a w dodatku jest to szkodliwe dla zdrowia. Ile znacie osób nieposiadających dziś smartfona albo komórki? Smartwatche nie będą miały tak łatwo, ale i one wpiszą się w nasze życie w podobnym stopniu. W takiej lub innej formie. Prędzej czy później.