Na prawdziwy “boom” w segmecie smart-zegarków musimy jeszcze zaczekać. Nie oznacza to jednak, że aktualnie na rynku nie znajdziemy zegarków, które potrafią łączyć się z naszymi smartfonami za pomocą technologii Bluetooth. Jednym z nich jest model G Shock od Casio, który na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia urządzenia, które oferowałoy tego typu funkcję. Być […]

Na prawdziwy “boom” w segmecie smart-zegarków musimy jeszcze zaczekać. Nie oznacza to jednak, że aktualnie na rynku nie znajdziemy zegarków, które potrafią łączyć się z naszymi smartfonami za pomocą technologii Bluetooth. Jednym z nich jest model G Shock od Casio, który na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia urządzenia, które oferowałoy tego typu funkcję. Być może właśnie nie potrzebujemy wcale dotykowych ekranów i aparatów w zegarkach i wystarczą nam jedynie podstawowe funkcje jak obsługa powiadomień. Przekonajmy się.

Zegarek G Shock, który zawitał do mnie w kolorze czerwonym, oferowany jest jeszcze w sześciu innych wersjach. Nie jest to urządzenie małe – nawet na nadgarstku sporej osoby będzie on zwracał na siebie uwagę i nie mówie tu wcale o kolorystyce urządzenia. Jest on po prostu masywny, co ma swoje złe i dobre strony. Osobiście nie przepadam czysto sportowymi zegarkami, a tak właśnie prezentuje się G Shock. Być może wersja czarna zdecydowanie lepiej współgrałaby z każdym rodzajem ubioru, testowany egzemplarz musiał jednak kilkukrotnie pozostać w domu, gdyż najzwyczajniej nie czułem się komfortowo zapinając mankiet koszuli niedaleko takiego zegarka. Zapewne jest to kwestia gustu i są osoby, którym taki kontrast wcale by nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie, byłby ciekawą opcją stylistyczną.

Wygląd, wyglądem – jak to działa?

Pomijając tematykę mody, skupmy się na funkcjonalnościach zegarka. Zanim dojdziemy do tego, co umożliwa nam on po połączeniu się ze smartfonem, przyjrzyjmy się jego podstawowym funkcjom. Oprócz wyświetlania godziny, produkt Casio posiada także takie standardowe opcje jak budzik, stoper czy minutnik. Sterowanie zegarkiem odbywa się za pomocą czterech przycisków, po dwa na każdej ze stron. Dodatkowy przycisk z przodu zegarka pozwala na włączenie podświetlenia. “Zabawa” zaczyna się, gdy uruchomimy moduł Bluetooth, przejdziemy w tryb parowania i pobierzemy aplikację na nasz telefon…

Clipboard

Aplikację znajdziemy zarówno w Google Play jak i App Store i to ona jest naszym “małym centrum dowodzenia”. Po tym jak zegarek zostanie sparowany z telefonem możemy zarządzać takimi funkcjami jak powiadomienia czy rolą przycisków podczas sterowania odtwarzaczem muzyki. Na ten moment zegarek kompatybilny jest jedynie z telefonami posiadającymi moduł Bluetooth w wersji 4, a więc są to dla przykładu iPhone 5/5S czy Samsung Galaxy S4.











Pomimo pełnego wsparcia aplikacji dla iOS7, jej wygląd nie został przygotowany z myślą o ostatniej wersji systemu mobilnego Apple. Nie ujmuje to naturalnie funkcjonalności ani aplikacji, ani samemu zegarkowi, jednak warto ten fakt odnotować. Pierwsze parowanie zegarka z telefonem jest bardzo łatwe – uruchamiamy moduł Bluetooth w G-Shocku, uruchamiamy aplikację na telefonie, wybieramy odnaleziony zegarek i gotowe. Delikatne schody zaczynają się, gdy zegarek parowany był już z innym telefonem, lecz wtedy konkretna instrukcja krok po kroku wybawi nas z opresji.

Pika, wibruje…

Przejdźmy do rzeczy i skupmy się na samych funkcjach i możliwościach aplikacji. Dzięki niej z poziomu smartfona możemy konfigurować takie ustawienia jak alerty powiadomień, alarmy czy minutnik. Zmiany błyskawicznie wysyłane są do zegarka i jak mogłem przekonać się na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni takie rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze. Zdecydowanie wygodniejsze i poręczniejsze jest planowanie godziny pobudki za pomocą aplikacji na telefonie od wielokrotnego wciskania przycisków na zegarku. Podobnie sytuacja ma się z minutnikiem. W sekcji inne dostosować można czas podświetlenia, tryb wyświetlenia godziny (12 lub 24 godzinny) oraz sposoby notyfikacji w przypadku budzika i minutnika (wibracje lub dźwięk). Za każdym razem niezbędne jest zapisanie zmian poprzez tapnięcie na przycisk “Done” – na początku może to nieco irytować, ale po pewnym czasie wyrabia nam się pewien nawyk i nie zapominamy o tym.

Dla konkretnych wydarzeń możemy wybrać konkretne typy powiadomień. I tak dla przychodzącego połączenia, nowego e-maila, wiadomości SMS i przypomnienia z kalendarza możliwe jest wybranie samego dźwięku, wibracji, dźwięku i wibracji oraz jedynie wyświetlenia informacji na ekranie zegarka. Zdecydować można o długości dźwięku (2, 5 lub 10 sekund) oraz typie wibracji. Przypomnienia posiadają własne menu ustawień, gdzie możemy naprawdę dostosować wszystko według naszych potrzeb.

Jest dobrze, ale oczywiście może być lepiej

Wszystko to działa naprawdę fajnie i niejednokrotnie przegapiłbym wiadomość lub e-maila, gdy telefon znajdował się w mojej kieszeni. To jednak wszystko na co pozwoli G-Shock – ze względu na taki, a nie inny ekran nie są wyświetla takie informacje jak nazwa kontaktu do nas dzwoniącego, ani autora odebranej wiadomości. Nie podoba mi się także zanikanie powiadomienia, podczas gdy telefon dalej dzwoni. Niemalże za każdym razem odnosiłem wrażenie, że próbująca skontaktować się ze mną osoba rezygnowała po kilku sekundach i rozłączała się.

Ponowne nawiązywanie połączenia z zegarkiem w 8 na 10 przypadków było bezproblemowe. Sporadycznie zdarzało się, że telefon nie mógł nawiązać połączenia z zegarkiem po dłuższym czasie od manualnego rozłączenia urządzeń – wtedy niezbędne było ponowne parowanie gadżetów. Nie zabrakło naturalnie funkcji powiadamiającej o utracie połączenia – wtedy zegarek może zawibrować lub wydać dźwięk, lecz niezbędne jest zerknięcie na wyświetlacz, by móc zorientować się, że właśnie o to chodzi. Gdybyśmy nie mogli odnaleźć naszego telefonu możemy “wywołać go”. Wtedy odtworzony może być jeden z kilku domyślnych dźwięków, bądź wybrany z naszej kolekcji utwór. Czasem może okazać się, że to bardzo pomocna funkcja.

Nie wspomniałem o jeszcze jednej, bardzo istotnej funkcji. Otóż G-Shock pozwala także na sterowanie odtwarzaną muzyką. Dzięki zegarkowi możemy przełączać utwory oraz zatrzymywać/wznawiać odtwarzanie. Możliwe jest także kontrolowanie poziomu głośności, lecz do naszej dyspozycji oddano jedynie trzy przyciski, podczas gdy funkcji które możemy do nich przypisać jest pięć. Należy więc podjąć pozornie łatwą decyzję o tym, czy bardziej potrzebne jest sterowanie utworami czy głośnością odtwarzania – ja zdecydowałem się na ten drugi wariant i gdyby nie pilot na przewodzie słuchawek, musiałbym sięgać za każdym razem po telefon, by pominąć kawałek lub wrócić do poprzedniego.

Podsumowanie

Jaka jest definicja smartwatcha? Czy tego typu urządzenie musi posiadać dotykowy ekran, tysiące aplikacji i pozwalać na robienie zdjęć czy kręcenie filmów? A może ma to być jedynie gadżet ułatwiający korzystanie z telefonu, po którego nie zawsze można sięgnąć lub na niego spojrzeć? Ilu użytkowników, tyle opinii – każdy ma swoje oczekiwania. Casio G-Shock spełnił tylko część z nich – samo powiadomienie o przychodzącym połączeniu czy mailu nie jest wystarczające. Zerknięcie na zegarek musi przynieść choć część informacji: rozmówcę, temat wiadomości. W przeciwnym razie, w mojej ocenie, „mądry zegarek” nie do końca spełnia swoją rolę. Są jednak osoby, których potrzeby są nieco inne, a opisane możliwości G-Shocka okażą się wystarczające. Biorąc jednak pod uwagę cenę zegarka firmy Casio (od 800 do niemal 1000 złotych) decyzji o zakupie nie podejmie się zapewne za szybko.