28

Smartfony jak PC – wróci pogoń za hardwarem?

Do zakupu konsoli do gier skłoniły mnie dwie rzeczy, przede wszystkim chęć odseparowania ogólnie pojętej rozrywki od narzędzia do pracy. Drugim powodem była irytacja ciągłym kosztownymi aktualizacjami sprzętu tylko po to aby podołał wyzwaniom jakie stawiają przed nim nowego gry i programy. Przyznam, że i tak dość długo opierałem się przed tą zmianą twierdząc, że […]

Do zakupu konsoli do gier skłoniły mnie dwie rzeczy, przede wszystkim chęć odseparowania ogólnie pojętej rozrywki od narzędzia do pracy. Drugim powodem była irytacja ciągłym kosztownymi aktualizacjami sprzętu tylko po to aby podołał wyzwaniom jakie stawiają przed nim nowego gry i programy. Przyznam, że i tak dość długo opierałem się przed tą zmianą twierdząc, że gry na konsoli to jednak nie to samo. Przyszedł jednak kiedyś dzień refleksji – był to dzień, w którym po raz kolejny czekał mnie upgrade sprzętu. Zamiast więc wydać 500 -800 PLN na nową kartę graficzną wydałem prawie dwa razy więcej na konsolę i kilka gier.

Nie chciałem jednak pisać o konsolach ale o układzie – gry i aplikacje jako napęd rozwoju sprzętu. Nie wiem czy pamiętacie czasy w których po premierze jakiejś gry pierwszym pytaniem jakie się pojawiało w internecie i na forach dyskusyjnych było „jakie to ma wymagania” „pójdzie na karcie X, procesorze Y” itp. Na ile starczała nowo zakupiona „super” karta graficzna? Na pół roku spokojnego grania? Ile razy było tak, że wraz z zapowiedziom nowej gry podawane były już nowe wymagania. Jeszcze ciekawiej było (i jest) jeśli chodzi o ciągle zmieniające się standardy wejść, slotów, pamięci ram, szyn itp. Kilka razy okazywało się, że właściwie moja płyta główna i ram jaki mam nie mogą być wykorzystane w nowym zestawie gdyż właśnie zmieniło się złącze itp.

Na szczęście okres ten mam już za sobą. Gry w które gram z moimi chłopakami w domu działają zawsze płynnie i sprawnie dzięki konsoli, mój PC umarł by gdyby miał tylko wyświetlić choćby logo z niektórych tytułów. Zastanawiam się jednak czy nie przyszedł czas kiedy to producenci słuchawek czyli telefonów komórkowych zaczną się z nami bawić w kotka i myszkę jeśli chodzi o ciągłą aktualizację naszych smartfonów.

Można by powiedzieć, że telefon i tak się wymienia co 2-3 lata a zamiana nie jest przecież taka droga (dla tych którzy kupując nowy telefon kupują również abonament). Czy jednak coś stoi na przeszkodzie aby rotację sprzętu nieco przyspieszyć. Pisałem niedawno o Android 2.0 – okazuje się (jeśli pogłoski są prawdziwe), że na niektórych słuchawkach system ten już nie ruszy. Przypomina to wam coś? Za chwilę więc niedawno kupiony przeze mnie HTC będzie przestarzały, nie będę mógł zainstalować nowego systemu pod który robione są nowe gry i programy. Nie zdziwił bym się gdyby okazało się, że nie działają one z wcześniejszymi wersjami systemu.

Mam nadzieję, że nie damy się po raz kolejny zagonić do wyścigu w którym sygnał do startu daje nowa wersja systemu czy nowa super gra mobilna wymagająca jedynie nieco lepszego procesora niż w chwili obecnej ma nasz telefon.