135

BlackBerry w końcu da sobie spokój ze smartfonami. Ludzie nie będą płakać z tego powodu

Kiedyś korporacja RIM i słuchawki BlackBerry stanowiły synonimy luksusu: nim nastała era iPhone'a, flagowców od HTC, Samsunga czy chińskich producentów, ludzie pożądali słuchawek od kanadyjskiej firmy. Sprzęt dla prezesów, biznesmenów - wygodny, bezpieczny, notujący dobre (co tam dobre - świetne) wyniki sprzedaży. Tak było. Ale od kilku lat już nie jest. Niebawem może zapaść decyzja o wycofaniu się firmy z tego rynku. Czy to będzie wielka niespodzianka? Chyba nie. Czy to będzie wielka strata? Też nie. Ale już czekam na deklaracje ludzi, którzy będą przekonywać, że oni poczekają na powrót tego producenta...

Smartfony BlackBerry nie sprzedają się dobrze – kilkaset tysięcy sztuk w jednym kwartale to zbyt mało, by wyjść ponad kreskę. Trzeba przy tym zaznaczyć, że z każdym kwartałem wyniki są gorsze. A przecież relatywnie niedawno sprzedaż szła w miliony sztuk, korporacja zarabiała na tym biznesie duże pieniądze. Teraz do niego dokłada i musi się z tego tłumaczyć przed akcjonariuszami. Jednocześnie CEO nakreśla drogę, którą może pójść BB – smartfony mogą być na niej nieobecne.

Mariaż z Androidem nie pomógł

Kanadyjska korporacja próbowała różnych rozwiązań, pomóc miał m.in. nowy autorski system operacyjny, w końcu zwrócono się w stronę zielonego robota. Były uniesione brwi, były pochwały (ale i kręcenie nosem), zastanawiano się, czy nowe modele pomogą firmie, czy to w Androidzie należy szukać ratunku i… wyszło na to, że nie jest lepiej. Bo na dobrą sprawę nie wiadomo, do kogo skierowane są te produkty: dla starych klientów, tych biznesowych, Android nie musi być magnesem, nowych ludzi, zwłaszcza młodszych, marka BlackBerry raczej nie przyciąga. Sprzedaż na Zachodzie zdominowało Apple i Koreańczycy, na Wschodzie karty rozdają Chińczycy – trudno odnaleźć się na takim rynku. Oferując sprzęt z oprogramowaniem, z którego korzysta prawie cała konkurencja.

Z branżowych doniesień wynika, że firma zaprezentuje kolejne smartfony z Androidem, niebawem mamy poznać więcej informacji na ich temat. Jednocześnie jednak wspomina się o wrześniu jako o miesiącu, w którym ma zapaść decyzja, czy firma nadal powinna robić ten sprzęt. Szef firmy zapewnia, że smartfony BlackBerry mogą być biznesem przynoszącym zyski, lecz ostatnie wyniki kwartalne temu przeczą. Owszem, składają się na nie wydatki związane z restrukturyzacją, ale widać, że sprzedaż urządzeń spada. W oczy rzuca się jeszcze coś: rosną wyniki innych oddziałów, usługi i oprogramowanie mogą być dla korporacji sensownym kierunkiem rozwoju.

Zastanawiając się nad tym, warto sobie przypomnieć, co stało się z innymi legendami biznesu mobilnego: Motorola podzieliła się na dwie części i biznes Solutions jakoś sobie radzi. Nokia pozbyła się biznesu komórkowego, skupiła się na innych sektorach rynku i też zaczęła notować przyzwoite wyniki. Dlaczego zatem nie przyjąć, że smartfony BlackBerry to przeżytek, kula u nogi, którą trzeba zlikwidować? Ten proces nie musi przebiegać nagle, by nie drażnić klientów, ale pewnie da się to załatwić tak, żeby wilk był syty i owca cała. Z bogatym portfolio patentowym, dobrym oddziałem R&D, przemyślaną strategią i nadal dobrą marką firma może się jeszcze odnaleźć w biznesie. Zwłaszcza, że już teraz mówi o ewentualnym licencjonowaniu brandu…

Smartfony BlackBerry, czyli komu to potrzebne

Myśląc o tym licencjonowaniu, doszedłem do wniosku, że pewnie zaraz pojawią się ludzie, którzy będą wyczekiwać takiego rozwiązania. Usłyszymy to samo, co w przypadku Nokii: jak dobrze, że wraca na rynek (chociaż jeszcze go nie opuścił). Bo ludzie pamiętają, bo ludzie czekają i docenią. Firma musi wrócić z komórkami – będą z tego pieniądze. Takie teksty pojawiały się przy okazji plotek o powrocie Nokii. Po tych deklaracjach następuje jednak proste pytanie: skoro firma ma tylu fanów, skoro tak bardzo czekają na jej powrót, to dlaczego musiała opuścić ten biznes? Staje się jasne, że te deklaracje o wyczekiwaniu i gotowym portfelu nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Smartfony BlackBeryy prawdopodobnie znikną z rynku – firmie trudno będzie zachęcić do ich kupna, bo próbowała już wielu rozwiązań i to nie przyniosło efektów. W końcu CEO wyjdzie i powie „pas”. Co wtedy? Nic – świat się nie zawali. Część klientów będzie narzekać, lamentować i składać deklaracje. A dokona tego pisząc z iPhone’a czy Note’a…