35

Smartfony będziemy wymieniać częściej. Powodem cena i… jakość

Rynek tabletów zaliczył spadki – informowałem o tym w ubiegłym tygodniu. Wspominałem wówczas, że hamowanie dotyczy także smartfonów. Wskazują na to m.in. dane firmy analitycznej IDC. Wynika z nich, że sprzedaż inteligentnych telefonów nadal rośnie, ale te wzrosty nie są już tak imponujące, jak w poprzednich latach. Jednocyfrowy skok nie robi dzisiaj wrażenia. A trzeba […]

Rynek tabletów zaliczył spadki – informowałem o tym w ubiegłym tygodniu. Wspominałem wówczas, że hamowanie dotyczy także smartfonów. Wskazują na to m.in. dane firmy analitycznej IDC. Wynika z nich, że sprzedaż inteligentnych telefonów nadal rośnie, ale te wzrosty nie są już tak imponujące, jak w poprzednich latach. Jednocyfrowy skok nie robi dzisiaj wrażenia. A trzeba mieć na uwadze, że w kolejnych latach sytuacja nie ulegnie poprawie. Jednocześnie czekają nas zmiany w zakresie kupowania tego sprzętu.

Według speców z IDC w tym roku na rynek trafi 1,43 mld smartfonów. Z jednej strony liczba jest porażająca, nowy smartfon trafi do co piątego człowieka. Gdy porównamy to z wynikami sprzedaży tabletów, komputerów czy telewizorów (o smartwatchach nie wspomnę), okaże się, że smartfony są niekwestionowanymi panami elektroniki użytkowej. Pamiętam raporty z czasów, gdy ten rynek się rozkręcał, kilkaset milionów urządzeń dostarczonych na rynek w jednym roku skłaniało do kiwania głową z uznaniem. Teraz mamy już prawie 1,5 mld smartfonów. A na tym nie koniec.

Jeżeli wierzyć prognozom IDC, w roku 2019 na rynek trafi 1,86 mld inteligentnych telefonów. Na początku kolejnej dekady możemy pewnie dobić do 2 mld. Tu jednak zauważalna staje się druga strona tego procesu: wzrost sprzedaży zwalania. W tym roku wyniesie on mniej niż 10%, będzie jednocyfrowy. W kolejnych latach będzie się kurczył, w końcu zejdzie poniżej 5%. A przecież niedawno to było kilkadziesiąt procent. Popyt był ogromny, wydawało się, że każdy producent może tu rosnąć w fenomenalnym tempie.

idc rynek smartfonów

Gdy stabilizował się popyt w USA, Europie Zachodniej czy rozwiniętych krajach azjatyckich, do gry wkroczyły Chiny. I „zrobiły robotę”. Xiaomi mogło rosnąć w tempie trzycyfrowym, Apple wykręcało wyniki, za sprawą których ludzie przecierali oczy ze zdumienia. W końcu jednak i tam dobrnięto do etapu, w którym nie można już rosnąć skokowo. Pojawił się problem. Owszem, nadal są rynki notujące spektakularne wzrosty sprzedaży – wystarczy wspomnieć Afrykę. Pisałem jakiś czas temu, że na tym kontynencie będzie szybko przybywać ludności, miliony osób zapragną mieć inteligentny telefon. Ale Afryka nie nakręci globalnego rynku.

Sprawa o tyle ciekawa, że pojawia się pytanie o przyszłość firm działających w tym biznesie, ewentualne zmiany i ich wpływ na nasze decyzje zakupowe. Rynek nie jest z gumy, każdy nie znajdzie dla siebie klientów, a to oznacza, że trzeba będzie odebrać ludzi konkurencji, jeśli myśli się o wzroście. Obserwujemy to od jakiegoś czasu np. na rynku PC – sprzedaż tam nie rośnie, a Lenovo notuje coraz lepsze wyniki. Dzieje się tak, ponieważ Chińczycy odbierają rynek innym graczom. Branża się konsoliduje, niektórzy z niej wypadają. Jednym z najświeższych przykładów doniesienia dotyczące firmy Toshiba. Podobnie może to niedługo wyglądać na rynku tabletów, potem przyjdzie czas na smartfony.

man-person-hands-apple

Producenci będą eksperymentować, poszukiwać rozwiązań, które pozwolą im pozostać w grze, jednym z nich z pewnością będzie walka ceną. Na znaczeniu zyskają modele za mniej niż sto dolarów i nie wynika to tylko z sytuacji na rynku afrykańskim – w Europie też będą miały wzięcie takie słuchawki. Dotarliśmy do etapu, w którym produkt w tej cenie może spełniać podstawowe oczekiwania klienta. Na dobrą sprawę, taki sprzęt w zupełności wystarczy większości użytkowników. Chociaż na początku będzie on w miarę wydajny, to po kilku kwartałach zacznie stwarzać pewnie problemy. Podobnie będzie z jakością wykonania – nie można oczekiwać, by tanie urządzenie dobrze się trzymało przez 5 lat. Po roku powinno być do wymiany. Ludzie jednak na to pójdą, bo znowu kupią coś taniego. Cykl wymiany ulegnie skróceniu. Wilk (producent) syty, owca (klient) cała – ten pierwszy podkręcił sprzedaż, ten drugi cieszy się z faktu, że często może wymieniać najważniejszą zabawkę.

Specjaliści słusznie zwracają uwagę, że ważną rolę w tym procesie mogą odgrywać programy wymiany sprzętu. Firmy będą chciały przywiązać do siebie klienta (niczym operatorzy – to zjawisko może się rozszerzać) nie na rok czy nawet dwa lata, ale na dłużej. Zaproponują mu dłuższy program wymiany smartfonu. Co kilka kwartałów będą dostarczać nową słuchawkę mając na uwadze, że nie musi ona działać przez lata. Kult jakości, o którym pisał niedawno Grzegorz znowu dostanie kopniaka od losu. Ale skoro wszystkim (przepraszam, większości) to pasuje…