61

Smartfony Realme pokazały, że w tym wyścigu Apple zostało daleko w tyle

apple
Czy można zrobić smartfon z baterią wytrzymującą 3 dni? Jak widać można. Ogniwa Apple przy tym zaczynają wyglądać śmiesznie.

Praktycznie od czasu swojego powstania smartfony miały jedną, ale to bardzo poważną wadę – czas pracy na jednym ładowaniu. Smukła konstrukcja i wydajne podzespoły skutecznie drenowały ogniwo, aż doczekaliśmy się czasów, w których nie jest niczym złym to, że smartfon nie jest w stanie działać jednego dnia z dala od źródła zasilania. Producenci przez lata zdawali się być głusi na prośby konsumentów i trochę się im nie dziwię. Wszak kolejne gigabajty i megaherce dużo lepiej sprzedawały produkt niż miliamperogodziny. Jednakże, jeżeli ktoś śledzi rynek, być może zauważył, że niedawno coś w tym temacie drgnęło. Jeżeli przyjrzymy się temu, jak reklamowane były takie smartfony jak Redmi Note 9S, Realme 6 czy Motorola G8 Power, to zobaczymy, że u nich zarówno pojemność baterii jak i czas jej ładowania pełniły znaczącą rolę w przekazie marketingowym.

Idziemy w kierunku telefonów, które będzie można używać ponad 3 dni na baterii. Super!

Jeżeli zajrzymy „pod maskę” wymienionych wcześniej urządzeń, zobaczymy, że ich baterie mają pojemność kolejno: 5020 mAh, 4300 mAh i 5000 mAh. Jednocześnie, większość z nich oferuje dodatkowo szybkie ładowanie – w przypadku Realme jest to nawet 30 W. I nie, nie mówimy tu o urządzeniach za 4 tys. zł, a o budżetowcach za 1/4 tej kwoty. Co więcej, widać, że producenci do kwestii czasu pracy na baterii podchodzą z głową. Dobrym przykładem jest tu chociażby Xiaomi, które w swojej serii Mi 10 zastosowało ciekawy zabieg – droższy model dostał szybsze 66W ładowanie, ale za to tańszy, w którym go zabrakło (choć wciąż miał 30W), otrzymał w zamian ogniwo o większej pojemności.

apple

Jeżeli porównamy te pojemności z tym, co oferowały smartfony jeszcze 2-3 lata temu można powiedzieć – jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej. Jak donosi GSMArena, Realme właśnie otrzymało certyfikację na nową baterię. Pojemność? 6000 mAh! To praktycznie dwa razy więcej niż miał w sobie np. Huawei Mate 10 Lite sprzed dwóch lat czy Samsung A40 sprzed roku. I jeżeli te urządzenia z takim akumulatorem były w stanie dociągnąć do półtora dnia na jednym ładowaniu, to logika nakazuje sądzić, że 6 tys. mAh pozwoli wydłużyć ten czas do 3 dni, bądź nawet przekroczyć tę wartość.

Apple przespało akumulatorową rewolucję

Na tym tle propozycje od firmy z Cupertino wypadają bardzo blado, żeby nie powiedzieć – śmiesznie. Na tyle, że firma na stronie ze specyfikacją techniczną unika podania pojemności swoich baterii. Dla iPhone 11 jest to 3110 mAh, 11 Pro – 3046 mAh, 11 Pro Max – 3969 mAh i hit sezonu – SE 2020 ze swoimi 1821 mAh. Ponad 3 razy mniej niż nadchodzące urządzenie od Realme. O tym, jak beznadziejna jest ta bateria miał się okazje przekonać się nasz redakcyjny kolega Paweł, u którego iPhone SE ledwo dał radę dotrzymać do końca dnia. W porównaniach z innymi telefonami też wypada słabo – Samsung S10e pomimo swoich małych rozmiarów pozwala na prawie 2x dłuższe działanie kiedy gra się w gry bądź ogląda filmy.

Co jeszcze śmieszniejsze – pomimo znacznie mniejszych baterii niż konkurenci, iPhony ładują się znacznie wolniej. Nie wiem, w jaki sposób dziś 18W ładowanie można nazwać „szybkim”, w momencie kiedy w klasie budżetowej są już modele ładowane 30W. Patrząc na powyższe porównanie – OnePlus 7T naładuje się ponad 3x szybciej niż iPhone pomimo posiadania większej, 4000 mAh baterii.  Absolutnym hitem jest to, że Apple wciąż przycina każdego centa na swoich konsumentach, oferując im w zestawach standardowe, 5W ładowarki. Tak było chociażby w przypadku wspomnianego SE 2020, który szybkiego ładowania potrzebuje jak mało który smartfon.

I tak, można argumentować, że bateria w iPhonach jest taka a nie inna, bo musi się w nich zmieścić dużo zaawansowanych rozwiązań, na które trzeba wygospodarować miejsce. Pozwolę się sobie z tym nie zgodzić, ponieważ jestem zdania, iż niepotrzebny mi jest niesamowity Taptic Engine, jeżeli od godziny 17:00 mój telefon będzie pełnił rolę bardzo stylowego przycisku do papieru. Dlatego jestem zdania, że najwyższy czas, by Apple przestało przedkładać formę nad funkcjonalność i dołączyło do wyścigu na miliamperogodziny.

Wyścigu, na którym (w przeciwieństwie do innych) faktycznie mogą zyskać konsumenci.