149

Czy warto kupić smartfona za mniej niż 1000 złotych?

Pytacie mnie w listach, czy warto kupić nowego smartfona za mniej niż 1000 złotych. Odpowiedź jest jak zawsze prosta i brzmi - “to zależy”.

Auto za 50 tysięcy złotych to nie auto za 150 tysięcy złotych

Analogia prosta i po części trafna. W świecie smartfonów jest bowiem trochę inaczej  i w zasadzie poza Apple różnice w cenach nie głównie z logo producenta. Oczywiście jeśli Xiaomi na naszym rynku nie inwestuje w wielkie billboardy jak Samsung i Huawei czy nie zatrudnia Lewandowskiego, raczej nie musi odbijać sobie kwot wyłożonych na promocję marki i produktu na cenie smartfona. Takich zależności jest cała masa, a i samo Xiaomi ma dość specyficzną politykę cenową, która możliwe że za jakiś czas się skończy – kiedy firma będzie już miała bardzo mocną pozycję na większości rynków. To są oczywiście moje wymysły, bo żaden ze mnie ekonomista, więc możecie wyprowadzić mnie z błędu.

Wiem natomiast, że smartfon za 1000 złotych będzie gorszy od tego za 2000 złotych, a ten za 2000 złotych będzie gorszy od tego za 3000 złotych. Choć akurat powyżej 2000 złotych wydatek nie zawsze ma sens, o czym mówił jakiś czas temu Michał w materiale Kupowanie smartfona za ponad 2000 zł jest bez sensu.

Nie jest tak, że – powiedzmy Samsung – bierze te same podzespoły i pakuje je do tańszej serii A oraz droższej serii S, dorzuca rysik i ma najdroższą serię Note. Smartfony różnią się wieloma elementami. Od procesorów, przez ilość pamięci RAM, prędkość działania czytników linii papilarnych aż do samej konstrukcji czy aparatów fotograficznych. Teoretycznie więc im droższy smartfon, tym lepsza specyfikacja i jakość wykonania, co przekłada się na działanie i jakość zdjęć. Najbardziej widać to w obrębie oferty jednego producenta, ale też stawiając obok siebie sprzęty różnych firm z różnych półek cenowych. I nie, Xiaomi Mi 9 w jakiejkolwiek wersji nie będzie na poziomie Samsunga Galaxy S10. Ale tak samo Redmi Note 8 Pro za 1100 złotych na premierę nie będzie lepszy od Xiaomi Mi 9 za prawie 2000 złotych na premierę. Można się oczywiście oszukiwać, ale taka jest prawda. Kiedy porównujemy już smartfony z różnych półek cenowych, ale wydane w różnych latach, te różnice potrafią się zacierać – ale i technika idzie przecież cały czas do przodu.

Lepszy czyli bardziej opłacalny?

Opłacalność kupowania konkretnego smartfona, czyli tak zwany stosunek ceny do jakości i możliwości to dość drażliwy temat. Jakby urządzenie zasługiwało na swoją półkę cenową lub nie. Taki iPhone w sumie nigdy nie zasługuje, a sprzedaje się rewelacyjnie, więc ta opłacalność nie definiuje zainteresowania klientów. Smartfony Xiaomi są bardzo opłacalne, bo za naprawdę rozsądne pieniądze dostajemy dobre urządzenia. Podobnie OnePlus, który ostatnio dodatkowo ma wiele nowości typu ekran z odświeżaniem 90Hz. Ale ani smartfony pierwszej, ani drugiej firmy nie zdominowały światowych rynków i nie zostawiły konkurencji daleko w tyle.

Wygląda trochę jakbym zboczył z tematu, ale cały czas mam w głowie te 1000 złotych z tytułu. Bo wszystko, co napisałem wyżej ma tu swoje najlepsze i najgorsze ujście. Wiecie jaki film z zestawieniami smartfonów najlepiej oglądał się na AntywebTV? Do 500 złotych, czyli półka cenowa, na którą w życiu bym sam nie zajrzał a układając listę telefonów miałem wrażenie, że którego nie wskażę, zasugeruję wybór słabego telefonu.

Teoretycznie smartfon za 1000 złotych jest bardziej opłacalny od tego za 2000 złotych, bo kosztuje dwa razy mniej. Działa też na ogół 2 razy gorzej i potrafi 2 razy mniej, ale jednocześnie potrafi wszystko to, co ten 2 razy droższy. Tylko po prostu robi to gorzej. Gorzej działa, robi gorsze zdjęcia, wygląda gorzej, do jego produkcji skorzystano z gorszych materiałów.

Każdy potrzebuje czegoś innego

I dochodzimy do kluczowej kwestii. Z tym “pytacie mnie w listach” nie żartowałem. Niedawno Xiaomi wypuściło kilka świetnych smartfonów w swojej półce cenowej i ludzie pisali (lub pytali) czy warto je kupić. Wczoraj doradzałem koleżance, która przedłużając umowę u operatora dostała w propozycji właśnie sprzęty za około 1000 złotych. I nie ukrywam, kusiło mnie proponować iPhona 11, Galaxy S10 lub S10e, Huawei P30 Pro, bo to świetne telefony, ale w zupełnie innej cenie. Wiem natomiast, że wspomniana koleżanka nie potrzebuje wypasionych aparatów, nie będzie grała w Fortnite czy PUBG, nie korzysta z płatności zbliżeniowych, a smartfona zawsze wkłada w ładne etui, więc wygląd też nie ma tu znaczenia. Nie zależy jej na wysuwanym przednim aparacie, ma w nosie grubość ramek. Fajnie natomiast, gdyby telefon długo działał na jednym ładowaniu żeby nie musiała nosić w torebce ładowarki.

Patrząc na to jak ja używam smartfona, nie widzę siebie w półce cenowej do 1000 złotych czy nawet do 1500 złotych, ale ją już jak najbardziej tak. Ja na smartfonie pracuję, muszę mieć bezkompromisową prędkość i świetne aparaty – na przykład właśnie aparatów brakowało mi w OnePlusie 6, teraz zachwycam się tymi w iPhonie 11. Nie potrzebuję natomiast świetnego ekranu, bo od oglądania filmów, seriali i YouTube mam tablet i telewizor. Ale znam takich, którzy potrzebują Dolby Atmos i koniecznie AMOLED-a. Oni pójdą w Samsungi. Nie ma też czegoś takiego jak optymalna prędkość działania, bo oczekiwania użytkownika są różne. Dla mnie szybki smartfon to ostatni iPhone i OnePlusy, czuję zwolnienia na Samsungach i Huawei’ach z topowej półki. Ale dla kogoś innego prędkość działania Huawei P30 Lite będzie świetna i nawet przez myśl mu (lub jej) nie przejdzie, że telefon może działać szybciej. Bo tej szybkości nie potrzebuje. Potrzebuje natomiast wydać na smartfona nie więcej niż 1000 złotych.

Tak się ten rynek w Polsce ukształtował, że da się kupić w Polsce dobry telefon za tysiąc złotych. Dobry nawet patrząc przez moje wymagania i doświadczenie, ale głównie przez pryzmat ceny i tego dziwnego stosunku ceny do jakości. Te za 500 złotych to już niestety coś, czego nie polecam nikomu nawet próbować, ale wiem że masa osób właśnie za takie pieniądze kupuje telefon. Naprawdę, jak nie ma z czego dołożyć lub nie chce wydawać więcej, to już lepiej kupić jakiś starszy model albo telefon używany i zaoszczędzić sobie nerwów.

Czy warto więc kupić smartfona za mniej niż tysiąc złotych? Redmi Note 8T pokazuje, że nie ma się czego bać, trzeba tylko nie schodzić z ceną za nisko, a przede wszystkim mieć w stosunku do takiego urządzenia realne oczekiwania. Telefon za mniej niż 1000 złotych ma szansę (to niestety nie zasada) działać dobrze, robić dobre zdjęcia i dobrze służyć. Służyć tak samo dobrze jak ten za 4000 złotych, po prostu osoby posiadające jeden i drugi smartfon mają w stosunku do niego zupełnie inne oczekiwania. Przeskoczyć kilka półek wyżej (jeśli są środki) zawsze warty, ale więcej niż jedną w dół już niekoniecznie. Bo jak ktoś przez lata jeździł BWM M3, raczej nie będzie się czuł dobrze w podstawowej wersji Skody Fabii.