Fotografia

Smartfon Leica niedługo trafi na rynek. Co za bezsens...

KK
Krzysztof Kurdyła
13

Leica to firma legenda. Producent doskonałych aparatów, mikroskopów i innych urządzeń optycznych ma wypuścić na rynek japoński swój pierwszy smartfon, Leica Leitz 1. A właściwie to nie nowego smartfona, ale przepakowanego i podrasowanego flagowca firmy Sharp. Za cenę 1700 dolarów otrzymamy więc, a właściwie otrzymają Japończycy, zmienioną obudowę, duże logo Leica na tyle obudowy i... osłonę na obiektyw. Pytanie brzmi: tylko po co?

Leica i smartfony

Oczywiście branding marki Leica, jak chyba większości producentów obiektywów, trafił na smartfony już jakiś czas temu (Huawei). Moda na oddanie, za duże pieniądze, jakiegoś elementu aparatu do podrasowania przez specjalistów z tego typu firm i uzyskanie możliwość umieszczenia na obiektywie (i materiałach marketingowych) nazwy Zeiss, Lecia czy Hasselblad nikogo już nie dziwi.

Jednak przepakowanie smartfona dość niszowego producenta, żeby sprzedać niewielką liczbę drogich urządzeń, jest dla mnie po prostu niezrozumiałe. Smartfony, nawet flagowe, mają swoje problemy, szybko się starzeją i marce takiej jak Leica mogą tylko i wyłącznie popsuć opinię, nic w zamian nie dając.

Sharp pod maską

Co klient otrzyma za te 1700 dolarów? W zasadzie to samo, co klient kupujący smartfona Sharp Aquos R6, tyle że wpakowane w inną obudowę. Pod względem specyfikacji źle nie jest, w obu przypadkach mamy do czynienia z telefonem z grupy „flagowców”. Sharp wyposażył wiec Leikę w układ Qualcomm Snapdragon 888, 12 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci dla użytkownika oraz slot na karty microSD.

Ekran ma wielkość 6,6 cala oraz rozdzielczość 1260 x 2730 i jest to oczywiście produkowany przez Sharpa IGZO OLED. Częstotliwość odświeżania to 120 Hz, przy pomocy Black Frame Insertion podbijana do marketingowych 240. Telefon ma też bardzo duży, podekranowy ultradźwiękowy skaner linii papilarnych. Oprócz tego trzeba jeszcze wspomnieć o solidnej baterii 5,000 mAh i certyfikacie IP68.

Całość pracuje pod kontrolą Androida 11, który został delikatnie przeprojektowany tak, aby sprawiał bardziej monochromatyczne wrażenie. Jednak największym wyróżnikiem ma być oczywiście moduł aparatu, wyróżniający się pojedynczym obiektywem połączonym z bardzo dużą matrycą.

Leica power

Oczywiście aparat również pochodzi ze wspomnianego Sharpa, Leica współpracowała z tym producentem przy jego tworzeniu. Tam, skromny napis Leica znajdziemy na obiektywie aparatu, a tu wyeksponowany na obudowie smartfona. Swoją drogą, czy w takiej sytuacji nie powinno stosować się odwrotnych opisów i np. pod logiem Leica pisać „designed by Sharp”?

Układ głównego aparatu jest jak już wspomniałem bardzo nietypowy, mamy do dyspozycji tylko jeden obiektyw - 19 mm o jasności f/1.9, współpracujący z 1-calową 20 Mpix matrycą. Całość układu uzupełnia czujnik głębi ToF. Kamera do selfi ma 12,6 Mpix.

Specjalnym dodatkiem dla fanów marki ma być specjalny tryb „Leitz Looks”, umożliwiający robienie zdjęć monochromatycznych zdjęć z algorytmami odwzorowującymi działanie aparatów z serii Monochrom. Cóż, to chyba kolejny kiepski pomysł, siłą Monochromów były matryce CCD pozbawione filtrów RGB i dolnoprzepustowego, tutaj będziemy mieć do czynienia z symulacją efektu, jak w dziesiątkach innych aparatów. A jeśli okazałoby się, że dla algorytmów nie ma różnicy, po co sprzedawać Monochromy za dziesiątki tysięcy złotych?

Ogólnie cały ten pomysł wydaje mi się bardzo słaby, nieprzemyślany i nie wróżę smartfonom Leica długiego żywota. Ale może to ja nie znam mentalności Japończyków, a ci rzucą się na to jak na gorące bułeczki? Nawet jeśli, to ten produkt nie ma, moim zdaniem, w swoim DNA nic z charakteru marki Leica... i nic dziwnego, skoro to Sharp.

Źródła: [1], [2]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu