65

Ślub blogerów – czyli co się może sprzedać, to się sprzeda

Ślub to taki dzień, w którym młodzi sobie przyrzekają, goście się cieszą, potem piją i dnia następnego poprawiają. Wesela – rzecz ciekawa. Podróże poślubne, o ile są – to również całkiem przyjemna rzecz. Jednak sam akt ślubu, tego co się dzieje potem ograniczone jest do rodziny, znajomych pary – w wypadku blogerów granica intymności nieco […]

Ślub to taki dzień, w którym młodzi sobie przyrzekają, goście się cieszą, potem piją i dnia następnego poprawiają. Wesela – rzecz ciekawa. Podróże poślubne, o ile są – to również całkiem przyjemna rzecz. Jednak sam akt ślubu, tego co się dzieje potem ograniczone jest do rodziny, znajomych pary – w wypadku blogerów granica intymności nieco się przesuwa – w stronę akcji marketingowej. Źle? Dobrze? Nie mnie oceniać.

Pan Jakub Prószyński i Pani Dorota Nowacka niedługo staną na ślubnym kobiercu. Nic dziwnego nie byłoby w tym, gdyby ceremonia nie została opakowana w otoczkę akcji reklamowej. Ślub staje się obszarem reklamowym – i to mierzić może. No, bo jak to – poważna ceremonia z poważną przysięgą i nie mniej poważnym znaczeniem w sensie religijnym (tutaj mamy do czynienia ze ślubem cywilnym). Mnie to nie dziwi. Od pewnego czasu żyję w przeświadczeniu, że prawdziwie dziwne rzeczy dopiero są przede mną. To zaś było całkiem do przewidzenia.

Widząc to, co dzieje się w nowych mediach, mam wrażenie, że sprzedać można dosłownie wszystko. Miałem okazję zapoznać się z twórczością młodego chłopaka z Korei, który swoją aktywność w Internecie opiera na jedzeniu kolacji. I na tym zarabia – pozwala ludziom oglądać to, jak konsumuje posiłek. Tysiące osób o konkretnej godzinie włącza transmisję i konsumuje kawałek prywatności człowieka, który na to pozwala. O. Dochodzimy do ważnego punktu wspólnego dla chłopca z Korei oraz blogujących narzeczonych.

bridal-636018_1280

Przyzwolenie, chęć poświęcenia kawałka prywatności. Oceniając Pana Jakuba oraz Panią Dorotę należy wyzbyć się wpierw naszego postrzegania kwestii tejże. Człowiek ma tendencję do przypisywania innym cech, które zna i które wyznaje. Uważa, że wszyscy powinni robić tak, jak on – swoje poglądy, przekonania uważa za całkowicie słuszne i lepszych nie widzi. Z innymi polemizuje. Mało kto odważyłby się na skomercjalizowanie tak prywatnej sprawy jak ślub – jak widać, inni nie mają w tym żadnych oporów. Czy to czyni tych ludzi gorszymi? Zdecydowanie nie.

Biorąc pod uwagę popularność tych blogerów, wcale nie jestem zdziwiony. Do tego musiało dojść prędzej, czy później – dziwię się właściwie, że to nastało tak późno. Albo ktoś nie miał odwagi na to, by w taki sposób rozegrać ceremonię ślubu, albo nikt na taki pomysł nie wpadł. Chociaż… stawiam na to drugie.

Skoro doświadczeni blogerzy na taki pomysł wpadli i dążą do jego realizacji, to nie wierzę, by na takie akcje nie było popytu. Popyt jest, owszem. Człowiek z natury jest ciekawy, a zaglądanie do prywatności innych kusi nas, choć niektórzy do tego się nie przyznają. Gdyby nie ten fakt, w Internecie nie pojawiłyby się serwisy plotkarskie, nie byłoby ani jednego paparazzo. Media społecznościowe zareagowały co najmniej ostro – na pomyśle blogerów wiesza się psy. Że tak nie można, że co będzie następne. Że równie dobrze można skomercjalizować podróż poślubną i do współpracy zaprosić producenta kondomów. Owszem, można. Jak znajdzie się chętny, a producent środka antykoncepcyjnego to „klepnie” – taka akcja się odbędzie.

I nawet mimo słabego odbioru pomysłu w środowisku social media, akcja chwyci. I podobnych będzie coraz więcej. Wykształcają się nowe formy reklamy, a obszary reklamowe wkraczają tam, gdzie wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli, że mogą się tam znaleźć. I wiecie co, Drodzy Czytelnicy? Powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

Grafika: 1, 2