63

Śliska jazda po startup’ach a edukacja „made in Poland”

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co Ostatnio wiele się pisze o słabych prezentacjach na startup’owych weekendach, o aplikacjach „wydmuszkach”, o tym, że młodzi nie mają dobrych pomysłów i tak dalej. Oczywiście chodzi o Polaków. Jaka jest tego przyczyna? Dlaczego nasi młodzi przedsiębiorcy mają tyle problemów ze stworzeniem czegoś fajnego i zarabiającego? A może wpływ na to […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Ostatnio wiele się pisze o słabych prezentacjach na startup’owych weekendach, o aplikacjach „wydmuszkach”, o tym, że młodzi nie mają dobrych pomysłów i tak dalej. Oczywiście chodzi o Polaków. Jaka jest tego przyczyna? Dlaczego nasi młodzi przedsiębiorcy mają tyle problemów ze stworzeniem czegoś fajnego i zarabiającego? A może wpływ na to ma otoczenie i system, w którym żyjemy? Każdy decyduje o własnym losie, ale wiele narzuca nam kultura i sposób wychowania. Każda ucieczka od błędów systemu wymaga wiele siły i samozaparcia. Nie każdy jest supermanem.

Przyczyn niskiego poziomu nowych przedsięwzięć jest wiele. Jednak najczęściej w tym kontekście mówimy o studentach. No to czego się Ci studenci uczą na swoich uczelniach? No właśnie. Skupię się w tym artykule na polskiej edukacji, która częściowo determinuje nasze umiejętności i podejście do życia. Na klasycznych studiach „Zarządzanie i Marketing” ludzi nadal uczy się w 90% rzeczy, które po zakończeniu studiów zostaną na trwałe usunięte z pamięci. Pozostałe 10% to przedmioty z zakresu biznesu, które prezentują archaiczne metody prowadzenia działalności gospodarczej (giełda towarowa?). Także ludzie, którzy planują uczestnictwo w rynku jako specjaliści lub menadżerzy w nie swoich firmach niewiele wynoszą z takich instytucji. Wiem to, bo sam zatrudniam studiujące osoby, które mają 20-24 lata. Po roku pracy ich poczucie bezsensu dla chodzenia na uczelnię sięga zenitu. Ci którzy na studiach nie pracują ani nawet nie praktykują pozostają przy strategii – „może drugi fakultet… i jakoś to będzie”.  Sam na studiach dotarłem do inżyniera. Później zabrakło siły na dalszy bezsens. Spróbowałem uzupełniających mgr tutaj, ale na pierwszych zajęciach pani profesor czytała 2h wyświetlaną prezentację z makroekonomii. Wszyscy pilnie ją przepisywali. Ja zacząłem robić zdjęcia prezentacji. Profesor to zauważyła i dała mi ostry wykład o prawach autorskich. Wyszedłem i wypisałem się ze studiów. Parę lat minęło i teraz męczę uzupełniający mgr w innej uczelni. Nie wiem sam dlaczego, dla świętego spokoju? Na zajęciach „Projektowanie interakcji witryn WWW” facet przekazuje przez 1 semestr wiedzę z zakresu jednej prezentacji na Slideshare. Zero pojęcia o dziedzinie. Jeszcze inny przykład. Na studiach podyplomowych na PWr z zarządzania projektami zajęcia świetnie prowadziła firma GetManager, polecam. Niektóre zajęcia prowadzili ludzie z PWr. Pomiędzy pierwszymi a drugimi była… przepaść. Bez dna.

Proponowałem uczelniom inicjatywy non-profit aby w ramach zajęć tworzyć nowe startup’y (nie tylko internetowe), gdzie projektem ma być rzeczywisty produkt na rzeczywistym rynku. Ludzie mają wtedy świadomość, że budują własny prawdziwy biznes. Wszystko rozlazło się po kościach i żaden dziekan nie chciał brać na siebie żadnej odpowiedzialności. Pozostają Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, które szumnie nadużywają słowa inkubator. Z zamierzenia pomagają tak, że dają biuro a ludzie z różnych firm kooperują i w efekcie synergii powstają innowacje. W praktyce każdy ma tanie lokum i tyle (opinie wielu znajomych). Zero mentorów, zero ścieżek, zero różnicy pomiędzy AIP a zwykłym tanim biurem. Spróbujcie odświeżyć tę formułę. Nie ma szans.

Wniosek jest taki, że ogromna większość uczelni to BETON. To jest beton, w którym ludzie nadają sobie tytuły i czują się ważni. Co stanie się z absolwentami niewiele ich obchodzi. Nie udało się w biznesie to pouczę innych. I koło się kręci. Afera na Akademii Medycznej we Wrocławiu pokazała, że dzisiejsza kadra to ludzie mali, strachliwi i zorientowani na twór, który śmiało można nazwać korporacją, bez względu na to czy ktoś chce w niej być czy nie. Wiem, że krzywdzę wielu świetnych belfrów i kilka super uczelni. Ale nie interesuje mnie gadanie o wyjątkach i o rzekomym progresie. Nawet prywatne uczelnie stały się lepsze niż państwówki. Trudno, trzeba powiedzieć jak jest. Trzeba płacić frycowe Panowie i Panie profesorowie. Poziom przydatności wiedzy, którą przekazujecie jest bliski zeru. Więc po co ten cały cyrk? Po co klasa, tablica, krzesła, stoliki nauczyciel i uczniowie. Po co? Na nic opasłe tomy i nudne wykłady. Jedyne co powodują to uczucie mdłości. Mam tu na myśli głównie kierunki biznesowe. Specjalności typu chemia, medycyna i inne tego typu zostawię bo mam niewiele styczności.

Wracając do startup’ów. Czy ludzie którzy wychowali się w takim systemie są w stanie coś z siebie wykrzesać na polu własnej działalności gospodarczej? Tak ale tylko Ci, którzy mają masę energii i czują, że ktoś ich robi w balona. Ktoś narzeka, że elevator pitches są słabe na konkursach?Ale „…skąd Ci biedni (młodzi) ludzie mają to k… wiedzieć?” jak to się robi – cytując Lisa. No właśnie. Nie namawiam aby każdemu dawać taryfę ulgową bo w Polsce jest tak a nie inaczej. Ale może Ci którzy chcą korzystać z potencjału młodych wykażą więcej wysiłku przy okazji ich aktywizowania. Teraz jest jedna recepta. Lokum, żarcie, spikery i GO! Jeśli jest tak źle to czy to wina uczestników, a może organizatorów, aniołów i profesorów? Teoria polskiego „zgniłego jabłka”, że w Polsce żyją mniej ambitni, leniwi i głupsi ludzie nie przekonuje chyba nikogo. Zresztą to jak jest za granicą niewiele mnie powinno nas interesować. Nie chodzi o porównywanie a o ocenę, którą może ktoś kiedyś wystawi polskim instytucjom edukacyjnym wraz z konsekwencjami. Na razie radę mam jedną – nie studiujcie kierunków biznesowych. To jest ściema.

Dlatego wielkie podziękowania dla młodych, którym mimo wszystko się chce. Walcie do przodu i uczcie się na własnych błędach i od mentorów. Ja wciąż też to robię i to najlepsza nauka. Na studia szkoda czasu i kasy. Jak przyjdzie czas, że uczelnie staną się petentem (teraz tak nie jest) to może przyjdzie czas na zmianę decyzji czy iść na uczelnię, czego sobie i Wam wszystkim życzę.

Autorem jest Maciej Oleksy – twórca Meegusto
oraz autor blogu – ProductLabs.co

Obrazek pochodzi z janbrett.com