4

„Śląski Kopernik”? Tak, ale jeden wystarczy

Centrum Nauki Kopernik to podobno strzał w dziesiątkę i to na wielu płaszczyznach. Spore i kosztowne przedsięwzięcie, ale chyba warto było wydać kilkaset milionów złotych, bo to pieniądze zainwestowane w przyszłość. Może i brzmi to górnolotnie, pewnie znajdą się osoby, które nie podzielą tej opinii, lecz tak to właśnie widzę. Dlatego ucieszyłem się, gdy dowiedziałem […]

Centrum Nauki Kopernik to podobno strzał w dziesiątkę i to na wielu płaszczyznach. Spore i kosztowne przedsięwzięcie, ale chyba warto było wydać kilkaset milionów złotych, bo to pieniądze zainwestowane w przyszłość. Może i brzmi to górnolotnie, pewnie znajdą się osoby, które nie podzielą tej opinii, lecz tak to właśnie widzę. Dlatego ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że inwestycja tego typu ma być zrealizowana na Śląsku. Potem mój entuzjazm trochę przygasł.

Rano znajomy spytał, czy słyszałem o projekcie Gliwickie Centrum Nauki. Nie słyszałem. Zacząłem szukać, okazało się, że kilka dni temu pisała o tym GW. W tekście Wyborczej pojawił się m.in. taki fragment:

Według studium Centrum Nauki Gliwice nie tylko ma być muzeum nauki i wielkim laboratorium, ale też skupi się na nowych technologiach i wynalazczości. „Funkcjonujące w mieście Politechnika Śląska oraz Gliwicka Dolina Krzemową w Nowych Gliwicach to naturalny punkt odniesienia. W centrum poza interaktywnymi wystawami zaplanowano rozmaite laby dla dzieci i dorosłych, centrum innowacji edukacyjnych oraz miejsca dla rodzin, w którym naukę i otaczający nas świat będzie można w prosty sposób rozłożyć na części pierwsze, dobrze się przy tym bawiąc” – czytamy w studium.

Inwestycja ma kosztować 60-70 mln zł i jeśli wierzyć zapowiedziom osób zajmujących się projektem, będzie gotowa w 2018 roku.[źródło]

Brzmi ciekawie, wypada podnieść kciuk i zakrzyknąć do dzieła Panie i Panowie! Dzięki takim miejscom można pobudzać w młodszych osobach zainteresowanie nauką (u starszych zresztą też), to świetny pomysł na wyciągnięcie rodzin z supermarketów w weekendy i zachęcenie ich do wspólnego spędzania czasu w pożyteczny sposób. W tym projekcie uwagę przyciągają dodatkowo wątki inicjowania wynalazczości i pobudzania ludzi do działania w branży nowych technologii. Jest Politechnika, jest dużo ludzi i sporo firm, warto w to inwestować i zachęcać do dalszego działania.

Czar trochę prysł, gdy okazało się, że Gliwice nie są jedynym miastem śląskim planującym inwestycję tego typu. I nie jest to świeży pomysł. Temat funkcjonuje już od poprzedniej dekady, a planem stworzenia „śląskiego Kopernika” zainteresowane są też np. Katowice, Chorzów i Bytom. Pierwsze miasto jest stolicą województwa, ma ambicje i kilka propozycji ulokowania centrum nauki. Chorzów chciałby zrealizować ten projekt na terenie Parku Śląskiego, pojawia się także Bytom ze swoją wspaniałą, ale niestety niewykorzystaną i niszczejącą elektrownią Szombierki. W tym przypadku udałoby się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zabytek uratowany, powstaje nowoczesne centrum nauki.

Zapewne zdajecie sobie sprawę z tego, że o porozumienie władz wspomnianych miast, innych samorządowców czy ludzi nauki może być trudno. Bo każdy chciałby u siebie. Jaki może być efekt? Ano taki, że śląskie miasta nie będą wspólnie walczyć o środki na budowę jednego centrum i każde spróbuje je zdobyć na własną rękę. Jak się to skończy? Nawet jeśli uda się wyszarpać jakieś pieniądze od władz centralnych czy z UE, to będzie to góra kilkadziesiąt milionów złotych. A realizacja Kopernika kosztowała ponoć ponad 350 mln złotych. Na Śląsku nie powstanie zatem odpowiednik warszawskiego Centrum.

To nie byłby największy problem, być może za kilkadziesiąt milionów uda się zrobić coś sensownego i taki rozmach, jak w stolicy nie jest potrzebny. Boję się jednak, że z buńczucznych planów władz poszczególnych miast może zostać niewiele. Z planowanych petard zrobią się kapiszony – w trakcie realizacji projektów okaże się, że pieniędzy jest mniej, bo cofnięto jakieś dofinansowanie albo nie doszacowano inwestycji. Powstanie karykatura centrum nauki. Może nawet karykatury. Na terenie kilku połączonych ze sobą miast powstaną dwa-trzy podobne „mini Koperniki”. Dobry pomysł? Moim skromnym zdaniem, tak dobry, jak tworzenie lotniska w każdym większym mieście.

Nie twierdzę, że musi powstawać wielki obiekt w jednym mieście i tylko ono powinno być beneficjentem tego projektu. Źle się jednak stanie, jeśli powstanie kilka małych, ubogich i co najgorsze konkurujących ze sobą, dublujących się placówek. To przecież może być jeden projekt rozbity na kilka miast, w każdym zostanie zrealizowana inna jego część. Specjalistą w tej materii nie jestem, ale wydaje mi się, że byłoby to możliwe. Wszystkie miasta dają coś od siebie do wspólnego przedsięwzięcia, razem starają się o pieniądze i potem czerpią z tego korzyści. Pojawia się tu niestety czynnik ludzki, czyli konieczność wypracowania kompromisu, a to często okazuje się przeszkodą nie do pokonania. Mam jednak nadzieję, że za kilka lat nie będę zwiedzał miejsc zasługujących na komentarz w stylu „a miało być tak pięknie”…

Źródło grafiki: maps.google.pl