12

Chcesz korzystać z telefonii komórkowej? Zeskanuj twarz

Wyobraź sobie, że obowiązek rejestracji numeru telefonu - niezależnie od tego, czy jest to prepaid, czy postpaid, musi być okupiony skanem twarzy. Choć wydaje się nam to bardzo intruzywne, taka procedura już funkcjonuje w Chinach, gdzie od kilku lat testuje się kolejne nowoczesne formy represji społeczeństwa.

Klienci w Chinach, którzy będą nabywać nowe karty SIM, muszą zeskanować swoją twarz – prawo weszło życie wczoraj i niestety, jest już egzekwowane. Jak wskazuje rząd Chin, tego typu zapis ma spowodować, że interesy i prawa użytkowników takich usług będą lepiej strzeżone. Czy rzeczywiście tak będzie? Cóż, ja jestem pewien, że przede wszystkim interesy rządu oraz obecnego systemu są głównymi powodami, dla których w Chinach rozpoczyna się okres kolejnego niekorzystnego prawa z punktu widzenia prywatności obywateli.

Wiele mówi się o tym, że Chiny chciałyby, aby nikt nie był w sieci anonimowy: wielokrotnie z ust działaczy partyjnych ChRL padały słowa, wedle których każdy internauta miałby działać w cyberprzestrzeni pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. To oczywiście ułatwiłoby identyfikację nieprzychylnych władzy jednostek i najpewniej odstraszyłoby niezadowolonych w obecnego porządku w Chinach.

twarz

Co na to Chińczycy?

Nie wiadomo, nie znamy nastrojów obywateli ChRL w związku z tą zmianą. Natomiast, Chińczycy wcale nie muszą robić z tej zmiany ogromnego dramatu – powodem tego stanu rzeczy może być fakt, iż… obywatele Chin są generalnie przyzwyczajeni do technologii rozpoznawania twarzy. Dla nich nie jest to nic dziwnego, stąd też może się okazać, że niekoniecznie przeszkadza im to, że muszą skanować swoją facjatę przed nabyciem karty SIM. Zresztą, działalność aparatu państwa jest mocno skupiona na tym, aby likwidować wszelkie niezadowolenia jeszcze, gdy znajdują się dopiero w zalążku.

Czytaj więcej:Hej, giganci! Przestańcie głaskać Chiny po główce

Co jest celem Chińczyków? Cóż, bardzo prawdopodobnie jest to ułatwienie dla systemu „punktów społecznych”, w ramach którego każdy obywatel będzie poddawany elektronicznej ewaluacji – w zależności od tego, jakich czynów się dopuszcza, będzie prezentował inny poziom punktowy. Od tego, ile ich „ma” na swoim koncie może zależeć to, czy dostanie się do odpowiedniej szkoły lub zostanie zatrudniony w wymarzonej pracy. Ba, nawet wzięcie kredytu może być trudniejsze, gdy „punkty się nie zgadzają”.

Chiny testują rozwiązania, które są mokrym snem wszystkich, którzy marzą o totalitarnym ustroju (tak, są tacy ludzie). Wszędobylski rząd, system punktów społecznych, propaganda, cenzura – to jedne z bardziej charakterystycznych elementów Chin. Dopiszmy do tego „skanowanie twarzy” i rozpoznawanie obywateli za pomocą dobrze rozpowszechnionych kamer rozsianych po terenie ChRL. Przerażająca, ale niestety prawdziwa perspektywa.