19

To nie była gra dla mnie, ale i tak wyrywałem kręgosłupy gdy rodzice nie patrzyli. Mortal Kombat to moja ulubiona bijatyka

Jesteśmy dosłownie kilka dni przed premierą Mortal Kombat XI, ale już widzę na serwisach społecznościowych, że znajomym udało się kupić grę wcześniej. Moim zdaniem w 2011 roku seria podniosła się z kolan, choć i tak najlepiej wspominam lata 90. ubiegłego wieku i mój pierwszy kontakt z Mortalem na Amidze.

Wielokrotnie przypominam, że rodzice powinni patrzeć na oznaczenia PEGI i dobierać gry do wieku swoich dzieciaków. Ale jednocześnie przyznaję się, że mając 12-13 lat grałem w pierwsze odsłony Mortal Kombat, które w swoim czasie uważane były za obłędnie brutalne i niesamowicie realistyczne. To jedna z moich ulubionych serii, a z okazji nadchodzącej premiery Mortal Kombat 11 postanowiłem wrócić pamięcią do dawnych czasów.

Mortal Kombat i Mortal Kombat II – początek legendy

Był 1993 albo 1994 roku – jedynymi platformami do gier, które miałem podpięte pod telewizor były Atari 65XE i Pegasus. Piękne czasy, jednak uwielbiałem odwiedzać mojego ciotecznego brata (zwanego też kuzynem), ponieważ miał w swoim pokoju Amigę 500, o której mogłem wtedy tylko marzyć. Dał mi do ręki dyskietki i powiedział, że teraz ja będę nimi “żonglował”. Przyjrzałem się temu, co zostało na nich napisane i zobaczyłem tytuł Mortal Kombat. Powiedziałbym, że nie wiedziałem o co chodzi, ale wiedziałem doskonale – widziałem tę grę w gazetach, zamarłem. No bo przecież byłem za młody na takie brutalne produkcje – no ale skoro opiekuje się mną 4 lata starszy kuzyn, to uznałem, że najwyżej będzie na niego.

Szok i niedowierzanie, że da się zrobić tak fotorealistyczną grę. Niesamowita grafika, muzyka, dynamika i ta wszechobecna krew. Byłem w szoku, przez kolejne tygodnie myślałem tylko o Mortalu marząc o tym, by móc uruchomić go u siebie w domu.

Przy kolejnej wizycie było jeszcze lepiej, kuzyn miał już Mortal Kombat II. Ładniejszy, bardziej dopracowany i dopieszczony, po prostu idealny. Wydawał się też dużo bardziej klimatyczny, choć pewnie wynikało to przede wszystkim z mroczniejszych plansz. MKII było dla mnie czymś, co odstawało od wszystkich gier jakie widziałem wcześniej – nawet teraz kiedy wracam do tej produkcji na YouTube, czuję ten sam niesamowity klimat.

Latem 1996 roku w moim domu pojawiło się pierwsze PC. Zgadnijcie jaka pierwsza gra została na niego kupiona i uruchomiona? Oczywiście Mortal Kombat II. Nareszcie mogłem urywać głowy w zaciszu własnego domu – kryjąc się oczywiście przed mamą, która niespecjalnie wnikała w co gram, jednak gdyby zobaczyła te makabryczne sceny, miałbym szlaban na komputer.

Mortal Kombat 3 i mój udział w turnieju na Gambleriadzie

Niedługo potem na monitorze mojego komputera pojawiło się Mortal Kombat 3. To było coś innego. Zniknął gdzieś ten niesamowity mroczny klimat, pojawiły się zabawne sceny. Ale z drugiej strony do gry trafiły kombosy, przez co rozgrywka zyskała na głębi, stała się dynamiczniejsza, bardziej skomplikowana. Grałem jak szalony, oczywiście jak typowy PC-towiec, na klawiaturze – w moim przypadku na jej lewej stronie, pamiętam że blok miałem pod TAB-em.

Ulubiona postać? Kabal, który rozkręcał przeciwników, a później ładował w nich kombosy. Wziąłem nawet udział w turnieju MK3 na Gambleriadzie odbywającej się na warszawskim Torwarze, jednak bez sukcesów. Coś tam pograłem, pamiętam że przy jednym starciu pojawiły się problemy techniczne z kontrolerami i musiałem zmieniać konfigurację przycisków na klawiaturze. Cały czas wierze, że przegrałem właśnie dlatego, jednak prawda jest taka, że nie miałem skilla. Co ciekawe mój kolega grający Cyrax-em na padzie, zajął drugie miejsce. Jeszcze raz gratuluję.

Mortal Kombat IV – przejście w trzeci wymiar i początek upadku

Zanim Mortal Kombat IV trafił na rynek, zagrywałem się w War Gods, bo podobno były to podwaliny pod przejście serii MK w trzeci wymiar. No cóż, bijatyka była taka sobie, niestety MKIV wyszło podobnie. Grałem oczywiście przede wszystkim przez sentyment do serii, jednak to już nie było to samo. Świat oszalał na punkcie bijatyk w 3D, ale jednak Mortal nie potrafił się tam moim zdaniem odnaleźć. Nie ta oprawa, nie ta dynamika, a i gra straciła mocno na brutalności w związku z rezygnacją z “digitalizowanych” postaci. Od tego czasu z MK było mi coraz mniej po drodze i nie ukrywam, że choć ograłem każdą część, nie kochałem już serii tak mocno jak kiedyś.

Podobało mi się Mortal Kombat Mythologies: Sub-Zero, które ograłem na pierwszym PlayStation, natomiast kolejne klasyczne bijatyki sprawdzałem z bólem serca. Deadly Alliance, Deception, kiepsko to wspominam. Ba, chyba nawet nie chcę wspominać. Moim zdaniem lata 2002-2008 to najgorszy okres w historii serii Mortal Kombat. Wiarę przywróciło mi dopiero Mortal Kombat vs. DC Universe, które męczyłem dość mocno na Xboksie 360, ale to wciąż nie było to. Duch Mortala gdzieś zniknął, seria ledwo co odbijała się od dna.

Mortal Kombat z 2011 roku – powrót legendy

Pierwsze materiały z nowej wersji Mortal Kombat zachwycały. Gra wyglądała jak coś, co powinno spotkać MK już wcześniej. Tytuł wydawał się rzucać kotarę zapomnienia na poprzednie odsłony. I tak faktycznie się stało. Świetna grafika, animacja, kapitalny system walki i naprawdę bajecznie zrealizowana kampania fabularna stanowiąca najlepszą mortalową opowieść w historii. Grałem jak szalony, zabierałem nawet Xboksa 360 do znajomych pokazać im jak kapitalną produkcją jest nowy Mortal Kombat.

W 2015 roku pojawiło się równie udane Mortal Kombat X, które pochłoneło mnie od dnia premiery i bawi tak samo dobrze. Skąd to wiem? Bo dwa tygodnie temu ponownie przeszedłem tryb opowieści i wciąż jestem pod wrażeniem jak dobrze została ona zrealizowana. W sieci oczywiście szło mi tak sobie, natomiast na domowych posiadówach z dwoma padami zawsze prędzej czy później pojawiał się Mortal Kombat X.

Zobacz też: Nasza recenzja Mortal Kombat X

Ograłem niedawno betę Mortal Kombat XI i nie mogę się już doczekać premiery. Szkoda trochę, że zrezygnowano z klasycznych X-Ray’ów, co mam wrażenie zburzy trochę balans rozgrywki (teraz supermocna seria pojawia się gdy postać ma mało zdrowia), ale mechanika walki wydaje się jeszcze lepsza i bardziej dynamiczna. No i nie ukrywajmy, twórcy nawypuszczali tyle świetnych zwiastunów, że nie potrafią nie wsiąść do tego pociągu z napisem hype i logo smoka. Będzie grane, wyrywane, zabijane – tak jak kiedyś. Zapowiada się kapitalna gra.

Mortal Kombat – „po prostu najlepszy film USA 1995”

Dokładnie taki napis nakleiłem na swoją kasetę z filmem Mortal Kombat. I choć z perspektywy lat mocno śmieszy, to w 1995 roku był najlepszym filmem na podstawie gry. Ba, wciąż uważam, że nie zrobiono nic lepszego nie psując jednocześnie klimatu oryginału. Co ciekawe Mortal Kombat 2: Unicestwienie był tak tragiczny, że wychodząc z kina miałem łzy w oczach czując, że zmarnowałem kieszonkowe na taką szmirę. Ale do pierwszego filmowego Mortala wracam i uważam, że każdy fan gier powinien znać ten film. Był jeszcze serial Mortal Kombat: Conquest, który nadawano również w polskiej telewizji, ale oglądałem ze względu na sympatię do serii, sam obraz był…no cóż, taki sobie. Natomiast z całego serca polecam internetową serię Mortal Kombat Legacy, kapitalna produkcja.

Zdarzało mi się zerkać na profesjonalnych graczy Mortal Kombat, jednak jest to poziom, który nigdy nie będzie w moim zasięgu. Mogę więc z czystym sumieniem napisać, że dla mnie MK to zdecydowanie rekreacyjne granie (jakkolwiek dziwnie to brzmi w kontekście tej serii) i mimo całej sympatii do Tekkena, Virtua Fightera, Street Fightera i Soul Calibura, najlepsza i najciekawsza seria bijatyk. Tym bardziej cieszę się, że dwie ostatnie i nadchodząca odsłona wyciągnęły Mortala z bagna, do którego lata temu wpadł nie mogą znaleźć swojego własnego stylu.

A Wy czekacie na Mortal Kombat 11? Muszę przyznać, że w tym roku pierwszy raz wsiadam do hype-train, a na boku ma on właśnie logo smoka.

grafika