6

Wow. Ludzie są bardziej skłonni zapłacić seks-maszynie niż „usługodawcy”

SaaS. Czyli "Sex as a service". To jako cywilizacja wymyśliliśmy już dawno, dawno temu i o ile nie jest to powszechnie akceptowane zajęcie, ono cały czas istnieje i najwidoczniej ma się dobrze. Ot, wystarczy wyruszyć w Polsce i na co ważniejszych arteriach dobiegających do większych miast można zauważyć miłe Panie, które chętnie przytulą samotnych panów.

Ale z seksem za pieniądze jest też tak, że ludzie odrobinę się go wstydzą. Nawet ci, którzy korzystają z usług pań do towarzystwa mogą odczuwać swego rodzaju dyskomfort – bo przecież „są zbyt piękni i zbyt młodzi, żeby za to płacić”. Bo co sobie pomyśli kobieta, która za chwilę nas obsłuży? Co sobie pomyślą koledzy? Co sobie pomyślą koleżanki? W ogóle, co ludzie powiedzą?

Warto zobaczyć: Seksroboty – fanaberia, a może szansa?

Rynek seks-robotów nie jest już nowinką w świecie technologii – to właściwie bardzo obiecujący sektor, który odpowiada na potrzeby nowoczesnego, samotnego człowieka. Wyobraźcie sobie takiego pracownika megakorporacji, który nie ma życia prywatnego, a… pewne potrzeby i tak spełnić musi. Robienie tego „na własną rękę” nieco się nudzi, chciałby przeżyć coś dosłownie wystrzałowego. Nie ma z kim, z człowiekiem tego robić nie chce. Seks-robot to wynalazek dla niego „jak znalazł”.

W tym momencie do gry wchodzą Finowie i… przekazują nam ciekawe wyniki badania

Nie jestem ekspertem w zakresie kultury skandynawskiej, ale pewne jest to, że jej przedstawiciele może nie są rozwięźli seksualnie, ale z pewnością bardziej otwarci na takie tematy niż chociażby Polacy. I być może właśnie dlatego takie wnioski mogą nieco szokować. Wygląda na to, że wyniki badania, które przeprowadzono w Helsinkach na próbie wynoszącej 432 osoby wykazało, że uczestnicy są bardziej skłonni zapłacić za seks… robotowi niż człowiekowi.

Seks

Badacze z Uniwersytetu Helsińskiego mają zaprezentować więcej informacji w Las Vegas w roku 2020, kiedy to odbędzie się kongres poświęcony seks robotom. Warto dodać, że przeciwko temu wydarzeniu protestują środowiska konserwatywne, głównie po tym jak Steve Bannon związany wcześniej z Białym Domem ma być jednym z głównych prelegentów w trakcie imprezy.

Uczestnikom badania przedstawiono dwie historie: w jednej przedstawiono mężczyznę odwiedzającego dom publiczny z „żywymi” usługodawczyniami, w drugim natomiast również dom publiczny… ale z robotami. Historię modyfikowano – raz człowiek był singlem, innym razem w sformalizowanym związku. Badano reakcje respondentów na każdą zmianę i… wysnuto bardzo ciekawe wnioski. Oczywiście – za chwilę pojawi się pytanie: „jak odpowiadali uczestnicy badania w zależności od stanu cywilnego głównego bohatera?”. Jest ono bardzo dobre, bowiem „lepiej” widzimy seks z robotem w takiej sytuacji niż z żywym człowiekiem. Zdrada to zdrada – głównie z człowiekiem. Z robotem… to już niekoniecznie.

Warto zobaczyć: Orientację seksualną można określić na podstawie… zdjęcia

Zasadniczo, uczestnicy przychylniejszym okiem spoglądali na bohaterów, którzy korzystali ze zrobotyzowanego domu publicznego. Ci natomiast, którzy wyruszyli na łowy do tradycyjnego domu uciech byli oceniani gorzej. Co więcej, w historii pojawiała się deklaracja „nie odróżnisz robota od człowieka”. To ponoć miało istotny wpływ na decyzje respondentów.

Jeżeli tylko uda się przenieść takie badanie na inne kultury i uzyskane zostaną podobne rezultaty – możemy mówić o zjawisku, które najpewniej polega na tym, że… nie widzimy nic złego w seksie z robotami, bo nie traktujemy ich jako obiekty seksualne (jak ludzi), lecz jako narzędzia, podobnie jak inne akcesoria erotyczne. I co więcej, będziemy w stanie za to zapłacić, bo nie kojarzy nam się to z „brudnym i śliskim” domem publicznym. Odgraniczamy się nieco od wstydu, który towarzyszy wizycie w domu uciech i tym samym czujemy się lepiej – mimo wszystko spełniając swoje żądze.