38

Samsung pozywa Apple w Australii. Zmierzch dotychczasowego modelu konkurencji w branży IT

W zasadzie można było się spodziewać, że Samsung nie pozostanie dłużny Apple, za problemy z Galaxy Tabem, jakich ostatnio doświadczył. I faktycznie nie pozostał. Tyle że, zamiast wysilić się na jakiś subtelny krok, który napsułby krwi kadrom kierowniczym firmy z Cupertino, poszedł po linii najmniejszego oporu – pozwał ją do sądu. Zaiste oryginalne. O co […]

W zasadzie można było się spodziewać, że Samsung nie pozostanie dłużny Apple, za problemy z Galaxy Tabem, jakich ostatnio doświadczył. I faktycznie nie pozostał. Tyle że, zamiast wysilić się na jakiś subtelny krok, który napsułby krwi kadrom kierowniczym firmy z Cupertino, poszedł po linii najmniejszego oporu – pozwał ją do sądu. Zaiste oryginalne.

O co się tym razem rozchodzi? O patenty naturalnie. Samsung zarzuca Apple bezprawne wykorzystanie bezprzewodowych standardów komunikacji w iPhone’ach 3G, 3GS i 4, a także iPadzie 2. Scenariusz może być podobny do tego sprzed kilku tygodni, kiedy to firma z Cupertino pozywała koreańskiego producenta. Wówczas skończyło się to opóźnioną premierą tabletu Galaxy Tab 10.1. Czy tym razem sąd zawiesi sprzedaż urządzeń z logo nadgryzionego jabłka?

Australijski oddział Apple na razie milczy i nie komentuje sprawy (czyżby przygotowywał się do nowego pozwu sądowego o naruszenie „czegośtam” przez Samsunga?). Możemy się jednak spodziewać, że wkrótce sprawa nabierze tempa i poznamy soczyste szczegóły prosto z wokandy (lub mniej lub bardziej oficjalnych wypowiedzi).

Samsung i Apple są niechlubnymi pionierami jeśli chodzi o ten sposób rywalizacji. Jeszcze kilka lat temu sposobem na „zniszczenie” rywala było przygotowanie świetnego produktu, który był konkurencyjny zarówno pod względem jakościowym, jak i cenowym. Dziś wystarczy przygotować pozew sądowy, podać kilka patentów i voila. Nawet w przypadku przegranej sprawy powód może odnieść sukces, bo są na czas postępowania sąd zawiesi np. dystrybucję budzących wątpliwości urządzeń, czego przykład mieliśmy nie tak dawno za zachodnią granicą. Aż dziw bierze, że organy prawne pozwalają na takie igraszki i bezproduktywne przepychanki.

Ale czemu się dziwić, skoro kolejne modele tabletów, smartfonów i innych gadżetów na pierwszy rzut oka są do siebie łudząco podobne. Weźmy Samsunga Galaxy S i iPhone’a – wizualnie, a pod wieloma względami również parametrowo (zależy, które modele porównamy) nie różnią się zbytnio. Dobrze, że mają chociaż inne systemu operacyjne. Zatem skoro trudno o uczciwą rywalizację na tym polu, producenci uciekają się do sztuczek sądowych. Można się spodziewać, że w przyszłości tego rodzaju starcia będą się mnożyły. Na razie mamy względy spokój wśród firm oferujących smartfony z Androidem, ale i tutaj może wkrótce dojść do przetasowań i konfliktów, które tylko potwierdzą, że dotychczasowy model konkurencji przeminął.

Jeszcze do niedawna można było śmiało mówić, że nic tak pozytywnie nie wpływa na rynek i nie przynosi korzyści konsumentom, jak konkurencja. Najbliższe miesiące zweryfikują ten pogląd, bo trudno nazwać korzyścią zakaz dystrybucji określonego modelu na terenie całego kraju. W zasadzie trudno też nazwać konkurencją, to na co sobie pozwalają Apple i Samsung. Zamiast na badania, uatrakcyjnianie oferty wolą najwidoczniej wydawać pieniądze na prawników. Ale spokojnie, ewentualne straty odbiją sobie wprowadzając kolejny super model w super cenie. W końcu co to za high-endowy smartfon, który kosztuje mniej niż 2500 zł (przekładając na polskie realia)? A my, klienci, musimy okazać zrozumienie, dla naszych dobrodziejów producentów, którzy tak zażarcie, niczym gladiatorzy, walczą z konkurencją. Powinszować!