8

600 Mpix w smartfonie Samsunga. Czy to już jest granica absurdu?

Pamiętacie, jak nie dowierzaliśmy, że Samsung pracuje nad matrycą o rozdzielczości 108 Mpix? Stała się ona faktem i trafiła do smartfonów, więc podobnie może być z 600 Mpix. Brzmi to absurdalnie i naprawdę trudno mi znaleźć tu sens.

Kiedy kolejne firmy prześcigały się w rozdzielczości matryc w aparatach swoich smartfonów, dając nam odpowiednio 48 Mpix i 64 Mpix , Samsung wjechał ze swoim Galaxy S20 Ultra cały na biało ze 108 Mpix. I choć przed premierą tegorocznych flagowców koreańskiego producenta, część osób w tę ogromną matrycę nie wierzyła, to stała się ona faktem. Między innymi dlatego trudno nie wierzyć w to, że firma pracuje nad matrycą o rozdzielczości 600 Mpix i zamierza wpakować ją w pewnym momencie do swojego smartfona.

Absurdalne 600 Mpix

O ile oczywiście się to uda, bo istnieje sporo przeszkód, które trudno będzie ominąć. Najprawdopodobniej matryca z taką rozdzielczością wymusiłaby na producencie zrobienie wyspy na aparat zajmującej aż 12% tyłu smartfona. W dodatku trzeba byłoby się pogodzić z jej wystawaniem aż na …22 mm. Trudno mi to sobie w tej chwili wyobrazić, smartfon wyglądałby paskudnie, absurdalnie i nie wierzę, że takie urządzenie pojawiłoby się na rynku. Czy Samsungowi uda się to jakoś zgrabnie upakować? Możliwe, że to jest „być albo nie być” dla 600 Mpix matrycy w serii Galaxy i stanowi w tej chwili największą przeszkodę.

Pozostaje jednak pytanie, czy my w ogóle potrzebujemy matryc z tak dużą rozdzielczością? Trzeba bowiem pamiętać, że bez zasadniczego fizycznego powiększenia matrycy, piksele przy większej wartości Mpix stają się mniejsza, a tym samym odbierają mniej światła. W pewnym momencie, od sprzętu istotniejsze wydaje się oprogramowanie, które potrafi zmienić zdjęcie nie do poznania – a Samsung nie jest w tym temacie mistrzem i ma jeszcze trochę do poprawy. Wydaje mi się też, że koreański producent ma bardziej „palące” problemy związane z serią Galaxy i choć oczywiście aparatami zajmuje się inny dział, to może jednak lepiej skupić się na tym, co nie dograło w ostatnich smartfonach, a nie kombinować z powiększaniem rozdzielczości matryc w aparatach. Nie wiecie o co chodzi? O przegrzewanie, kulturę pracy i wydajność flagowców z autorskimi procesorami Exynos.

Biorę ten, co ma 600, bo iPhone ma tylko 12

Myślałem, że wojna na megapiksele w smartfonowych matrycach była tylko trendem, który szybko przeminął. Nic bardziej mylnego. O ile jednak takie wartości wydają się sensowne choćby w przypadku autonomicznych samochodów, to w smartfonach nie bardzo widzę sens. Jasne, więcej megapikseli to większe możliwości cyfrowego przybliżenia, ale 108-megapikselowy Space Zoom tak dumnie świecący napisem na wysepce Samsunga Galaxy S20 jasno pokazał, że temat najbardziej błyszczy w materiałach promocyjnych, a nie faktycznych zdjęciach. Dla przypomnienia – tak wygląda 100x przybliżenie w Samsung Galaxy S20 Ultra. Ma to jakiś sens? Moim zdaniem nie.

Trochę bardziej przychylnie patrzę na niższe wartości, bo do pewnego przybliżenia ma to jakiś sens – gdzieś na wykładach czy prezentacjach kiedy ktoś chce zrobić fotkę planszy, a nie ma możliwości wstania z miejsca i podejścia bliżej obiektu. Czy jednak 600 Mpix w matrycy o takiej wielkości, by zmieściła się w smartfonie faktycznie zmieni nasze podejście do zooma w telefonie? Nie sądzę.

Ale już widzę jak wielką czcionką Samsung napisze 600 Mpix na wyspie z aparatami swojego nowego smartfona. Tylko skoro zoom z Galaxy S20 był kosmiczny, to jaki będzie ten?

źródło