21

Samsung ma najlepsze możliwości, by zrobić świetny gamingowy telefon. Dlaczego tego nie robi?

Czy telefony gamingowe kiedyś faktycznie będą mogły pochwalić się "niezrównaną wydajnością". Tak, jeżeli za ich produkcję wziąłby się taki producent jak Samsung.

Już od jakiegoś czasu, obserwując rozwój segmentu gamingowych telefonów, odnoszę wrażenie, że jest on bardzo podobny do segmentu telefonów składanych. Rozwija się on głównie przez chęć pochwalenia się producentów technologicznymi możliwościami, podczas gdy „zwykli” ludzie widząc takie urządzenia pytają „a po co to komu” i „dlaczego tak drogo?”. I o ile składaki wyróżniają się jeszcze formą, pokazując, że faktycznie można za ich pomocą zrobić niektóre rzeczy inaczej, niż w przypadku tradycyjnych urządzeń, o tyle gamingówki mają bardzo pod górkę, chcąc uzasadnić swoje istnienie. Owszem, pojawiają się dodatki, jak chociażby dodatkowe przycyski, akcesoria czy wymyślny design, ale głównym problemem tych smarfonów nie jest ich zewnętrze, a wnętrze. Z racji na to, jaką mamy sytuację na rynku SoC, jeżeli weźmiemy dziś do ręki dowolny tegoroczny „gamingowy” model smartfona, to mogę wam z głowy powiedzieć jego specyfikację – Snapdragon 888, 12/16 GB pamięci RAM, 256 GB miejsca na dane UFS 3.1 i ekran z odświeżaniem 120/144 Hz. Zgadłem? Ano zgadłem.

Telefony gamingowe nie mogą być dziś w żaden sposób mocniejsze niż inne, bo.. się nie da

Ze względu na praktyczny monopol Qualcommu w segmencie wysokowydajnych SoC, w 2018 r. jeżeli ktoś chce sprzedać telefon jako flagowy, musi mieć w nim model Snapdragon 888. To samo z pamięcią masową – tylko UFS 3.1, ponieważ nie możemy wypaść gorzej na tle konkurencji. Ekran? Tylko z najszybszym możliwym odświeżaniem. Lista ciągnie się i ciągnie. Problem z modelami gamingowymi polega na tym, że nie mogą one przebić flagowców w żadnym aspekcie, ponieważ ich producenci korzystają z tych samych części które kupują od tej samej firmy. Jeżeli telefony gamingowe nagle faktycznie mogłyby się pochwalić wyższą wydajnością, to stawiałoby flagowce bardzo dziwnym świetle – nikt na to nie pozwoli.

Dlatego gamingówki to dziś miks flagowych podzespołów z nieco gorszymi modułami, szczególnie jeżeli chodzi o aparaty. Ostatnio smartfony te eksperymentują też z wewnętrznym, aktywnym chłodzeniem, ale to póki co nie wychodzi im za dobrze. Dlatego też, moim zdaniem, jeżeli ktoś chce kupić telefon na którym będzie grał, nie ma wielu powodów by wybrać właśnie gamingówkę, a nie flagowy model dowolnego producenta, jako że zazwyczaj koszty są w tym wypadku podobne. Powstaje pytanie – czy można coś z tym faktem zrobić?

I tu na scenę wchodzi Samsung

Jeżeli coś miałoby faktycznie ruszyć w telefonach gamingowych, za temat musiałaby się wziąć firma, która zajmuje się produkcją komponentów wewnętrznych smartfona. Qualcomm i Mediatek odpadają w przedbiegach, Huawei ze swoimi Kirinami także nie jest kandydatem na którego bym postawił, a prędzej piekło zamarznie, niż Apple zbuduje gamingowy smartfon. Na polu bitwy pozostaje Samsung, który sam robi swoje Exynosy. I tak, zarówno 990 jak i 2100 w swoich standardowych wersjach mają podobne problemy – gorsza wydajność, czas pracy na baterii, większe nagrzewanie i gorsze zdjęcia. Ale Samsung ma niesamowitą przewagę – może zmieniać konfigurację swoich SoC, a oprócz tego produkuje praktycznie wszystkie elementy smartfonów – obiektywy, pamieć ram, pamięć masową czy ekrany. Jestem przekonany, że na etapie produkcji Exynosów uwzględniono fakt, że będą one umieszczane w bardzo smukłych obudowach, gdzie rozpraszanie ciepła jest niesamowicie trudne (czy skutecznie, to inna sprawa).

Chodzi mi o to, że jako jedyny producent na rynku, Samsung ma potencjał stworzyć procesor mocniejszy niż swój obecnie flagowy układ, ale którego nie mógłby zamontować do zwykłego S21, ponieważ jego temperatury pracy wymagałyby chociażby (zgadliście) aktywnego chłodzenia, co uzasadniałoby w 100 proc. jego wykorzystanie. Poza tym, mając wpływ na produkcję mógłby odpowiednio modyfikować inne komponenty, aby lepiej współpracowały z tym nowym, wysilonym układem.

Co więcej, Samsung znany jest z dziwnych telefonów

Wydawałoby się, że gamingowy smartfon dla tak uznanej firmy jak Samsung byłby odstępstwem od reguły. W końcu marka nigdy nie uderzała bezpośrednio do graczy i choć chce pozycjonować swoją linię A jako młodzieżową, o tyle te smartfony mają bardziej stać wyglądem, ekranem i zdjęciami, aniżeli wydajnością w grach (A52 dopiero teraz dorobił się Snapdragona 720G, którego realme 6 Pro miało już rok temu w o wiele niższej cenie). Ale przecież Samsung co jakiś czas wypuszcza na rynek modele nietypowe. Samsung Matrix, Samsung Galaxy S4 Zoom, Galaxy A80… ba, nawet pierwsze Note’y czy pierwszy Fold były swego rodzaju przełomem. Samsung nie boi się eksperymentować z formą, więc pytanie, co powstrzymuje firmę przed tym, by wejść na rynek gamingówek i zdominować go, oferując wydajność, której nikt inny nie będzie w stanie dostarczyć.

Dlaczego więc Samsung tego nie zrobi?

Oczywiście, to, ile wydajności Samsung zostawia w Exynosach na stole jest bardzo pilnie strzeżoną tajemnicą firmy i nigdy się nie dowiemy, czy rozkręcony do granic możliwości procesor faktycznie byłby szybszy od topowego Snapdragona. Jednak moim zdaniem powodem, dla którego raczej nie zobaczymy w najbliższym czasie gamingówki od Samsunga, jest jego pozycja w segmencie superflagowców. Dziś, jeżeli jakiś producent wypuszcza nowy, topowy model, z miejsca jest on porównywany nie do Xiaomi, nie do ZTE czy Oppo, ale do Samsunga Galaxy S21 Ultra. To najwyższy model z linii S jest telefonem, który w powszechnej świadomości wyznacza poprzeczkę, do której będą musieli w danym roku dobić inni producenci urządzeń z Androidem. I gdyby Samsung faktycznie zdecydowałby się na taki ruch, to po pierwsze podjąłby spore ryzyko (bo coś może pójść nie tak, patrz Note 7) i jednocześnie – zbiłby swój topowy model z piedestału, szkodząc reputacji całej linii S, która nie byłaby już najmocniejsza w całej rodzinie Galaxy. Potencjalne zyski natomiast, ze względu na to, że telefony gamingowe to nisza wewnątrz niszy, byłyby tak niewielkie, że takiego kroku po prostu nie opłaca się podejmować. Samsung na produkcji swojego takiego gamingowego modelu mógłby tylko stracić.

Biorąc więc wszystkie „za” i „przeciw” widać wyraźnie, że jeżeli na rynek nie wejdzie jakiś nowy gracz, który zacznie sam ingerować w komponenty wewnętrzne swoich urządzeń, zamiast tylko je kupować, to gamingowe smartfony wciąż będą w tym dziwnym stanie zawieszenia, w którym reklamują się niespotykaną mocą, a nie są szybsze niż „pierwszy lepszy flagowiec”.  Ze swoimi układami coś tam kombinuje Xiaomi, i gdybym miał obstawiać, to największej zmiany spodziewałbym się właśnie po tym producencie. Jednak na potencjalne efekty przyjdzie nam jeszcze dłuuuugo poczekać.