samsung galaxy note 10 lite
33

Samsung Galaxy Note 10+ to przykład, jak nie powinno się robić oprogramowania dla smartfonów

Wydajny procesor, 12 GB RAM, szybka pamięć wbudowana - co może pójść nie tak przy tak mocnym połączeniu? Samsung Galaxy Note 10 Plus to doskonały przykład na to, że na nic zdaje się topowa specyfikacja, kiedy poziom dopracowania oprogramowania nie dorównuje reszcie.

Samsung uczy się tworzyć oprogramowanie

Samsunga Galaxy Note 10 Plus używam od czasu rozpoczęcia jego oficjalnej sprzedaży. Za wyborem akurat tego modelu przemówiła przede wszystkim obecność rysika S-Pen, z którego bardzo często korzystam. Z kolei wariant Plus względem uboższej wersji przekonał mnie większą baterią – sensowny czas pracy to niezbędna sprawa w każdym smartfonie. Ogółem sam sprzęt zasługuje na pochwałę, ponieważ widać, że producent zastosował w nim naprawdę świetne podzespoły. Obustronnie zakrzywiony ekran Super AMOLED oferuje znakomitą jakość wyświetlanego obrazu, aparat pozwala na wykonywanie ładnych zdjęć, a sprzęt prezentuje się na żywo bardzo elegancko. Do tego dochodzi mnóstwo przydatnych funkcji w samym oprogramowaniu.

Przeczytaj również: Recenzja Samsung Galaxy Note 10 Plus.

Niestety, oprogramowanie to największa bolączka Samsunga Galaxy Note 10 Plus. Ze smartfonów Koreańczyków korzystam od dawna i prywatnie przeszedłem z nimi naprawdę długą drogę. Zacząłem od Galaxy SII, potem był Galaxy Note 3, Galaxy Alpha, Galaxy Note 5 i właśnie przechodzimy do Galaxy Note 10 Plus. Kiedyś nakładka nazywała się Touchwiz i wzbudzała mnóstwo skrajnych emocji, ale z czasem Samsung zechciał się od tego odciąć i poszedł w elegancką nazwę One UI.

Zmiana nazwa bynajmniej nie oznacza poprawy dopracowania oprogramowania. Owszem, od strony wyglądu interfejsu Koreańczycy wykonali ogromny postęp i wreszcie całość wygląda minimalistycznie, może się podobać. Cieszy fakt, że Samsung porzucił jaskrawe kolory i poszedł w bardziej stonowaną stylistykę. Szkoda jedynie, że przy tym wszystkim nie obyło się bez naprawdę irytujących wad.

Niedoróbki niedopuszczalne we flagowcu

Na początek, moja ulubiona wada po aktualizacji do Androida 10 i Samsung One UI 2.0. W trakcie prowadzenia rozmów, telekonferencji w aplikacjach Zoom czy Messenger albo też przy używaniu nawigacji lubi się zaciąć… Zegarek na pasku powiadomień. Tak, takie rzeczy są wyzwaniem dla flagowca z 2019 roku. Dalej przechodzimy do sporadycznych spowolnień urządzeń. Naturalnie nie jestem użytkownikiem, który oszczędza smartfon, ale oczekiwałbym od high-enda, że będzie sobie sprawnie radził z przełączaniem się między aplikacjami. Tymczasem Note 10 Plus lubi sporadycznie się zmrozić na kilka sekund. Na szczęście poprawiono problemy z jednej wersji oprogramowania, bazującej jeszcze na Androidzie 9, kiedy to smartfon potrafił się sam zrestartować. Szczerze mówiąc, przez ponad 2 lata z Notem 5 miałem mniej takich historii.

Wśród drażniących minusów telefonu nie można pominąć przeciętnie działającego systemu lokalizacji. Przy nawigacji pieszej widać, że smartfon ma problem z wykryciem dokładnego położenia i należy podchodzić z rezerwą do wskazań nawigacji. Jeszcze dziwniejsze jest to, że sprzęt oferuje mierny moduł WiFi. Tam, gdzie jeszcze inne telefony są w stanie łączyć się z siecią bezprzewodową, to Note 10 Plus kapituluje. Flagowiec? Patrząc po cenie to tak, nawet taki klasy premium, ale widać, że Samsung za bardzo stawia cały czas na jak najładniejszą specyfikację na papierze.

Na razie nie chcę zmieniać telefonu, ponieważ mimo wszystko przez 95% czasu działa bez zastrzeżeń i mam tu swój ulubiony rysik. Naprawdę jestem zaskoczony tym, jak Samsung podchodzi cały czas do swojego oprogramowania w telefonach.