11

800 zł? Dziękuję, ale nie – recenzja słuchawek Galaxy Buds Live

Galaxy Buds Live
Galaxy Buds Live to najnowsze bezprzewodowe słuchawki Samsunga. Czy ich nietypowy kształt działa na ich korzyść, czy może lepiej było zostać przy klasycznym designie? Tego dowiecie się z tej recenzji.

Ile jest prawd na świecie, wiemy wszyscy. Tym razem jednak nie będę pisał o trzeciej z nich, ale o pierwszej. Świętą prawdą jest to, że nie jestem fanem słuchawek bezprzewodowych. Pisałem o tym na łamach Antyweb kika razy, wiedzą o tym wszyscy koledzy w redakcji i stało się to już trochę takim „running joke”. Dlatego też, kiedy Tomek zapytał mnie, czy chciałbym przetestować najnowsze słuchawki Samsunga, po namyśle zgodziłem się. Mój pomysł na tę recenzje był prosty – Galaxy Buds Live to jedne z najdroższych, powszechnie dostępnych słuchawek bezprzewodowych na rynku. Znajdują się też w jednym z najpopularniejszych dla was przedziałów cenowych. Zobaczymy, czy są tak dobre, by przekonać do siebie osobę, która za bezprzewodami po prostu nie przepada. Jeżeli tak by się stało – rekomendacja byłaby podwójnie mocna. Jeżeli nie – miałem nadzieję, że zwrócę uwagę na kwestie, które osobom oswojonym z takimi słuchawkami mogłoby po prostu umknąć. Jak więc słuchawki Samsunga wypadły w długodystansowym teście?

Galaxy Buds Live – wygląd i wykonanie

Pierwsze, co rzuca się w oczy po wyjęciu z opakowania to nietypowy wygląd nowych budsów. Fasolkowy kształt nie jest często spotykany, ale mi akurat fakt, że nie wyglądają jak każde inne słuchawki bezprzewodowe/klony airpodsów bardzo przypadł do gustu. Same pchełki wykonane są z plastiku, lśniącego po zewnętrznej i matowego po wewnętrznej stronie. Jedyne co zaburza kształt „fasolki” to konektory wykorzystywane do ładowania ich w etui. Samo etui jest już w pełni pokryte lśniącym plastikiem, który w czarnej wersji nieco przypomina mi porcelanę. Jego magnetyczne domknięcie jest bardzo wygodne a etui w prezentuje się elegancko. Jedyny minus jest taki, że dosyć łatwo je zarysować i ja po trzech tygodniach zwykłego noszenia w kieszeni mam na nim multum małych rysek. Tu trzeba też wspomnieć, że nie jest ono ładowane bezprzewodowo, ale za pomocą kabla USB-C. Ogólnie – dla mnie słuchawki Buds Live prezentują się naprawdę ładnie i pod tym kątem są to chyba moje ulubione bezprzewodówki. Brawo dla Samsunga za dosyć odważny pomysł.

*** AKTUALIZACJA ***

Jak jeden z czytelników słusznie zauważył, etui JEST ładowane bezprzewodowo. To, że podczas testów nie chciało się u mnie ładować prawdopodobnie było spowodowane tym, że moja ładowarka uległa uszkodzeniu.

Galaxy Buds Live

Galaxy Buds Live – noszenie i wygoda

Odważne pomysły mają to do siebie, że często wiążą się z kosztami. W tym wypadku – kosztem dobrego wyglądu jest wygoda użytkowania. Sposób, w jaki się je wkłada do ucha umieszcza je bowiem gdzieś pomiędzy słuchawkami dousznymi a dokanałowymi. Twórcy tradycyjnych dokanałówek już dawno odkryli, że każdy ma inny kształt ucha i nawet najtańsze słuchawki mają zestawy wymiennych gumeczek. W przypadku Samsunga mamy tylko jeden słuszny rozmiar. Co to powoduje? Ano to, że jeżeli ktoś ma ucho w innym kształcie, niż wymarzyli to sobie producenci, to Galaxy Buds Live po prostu nie będą pasować. U mnie był to o tyle śmieszny przypadek, że o ile prawa słuchawka trzymała się bardzo dobrze, o tyle lewa po prostu się wysuwała i jeżeli chciałem mieć równy dźwięk w obu uszach, musiałem ją co chwilę poprawiać. Po długim użytkowaniu zauważyłem też, że moje uszy są nieco zmęczone tym, że kształt słuchawek nie jest do nich dopasowany. Jest to jednak kwestia bardzo, bardzo indywidualna i dla każdego z was odczucie z ich noszenia może być inne. Moja narzeczona na ten przykład nie skarżyła się na nic i dla niej noszenie Budsów to była czysta przyjemność.

Galaxy Buds Live

Innych problemów z Galaxy Buds Live nie zanotowałem. Etui jest bardzo małe i poręczne i musze przyznać, że w tym wypadku Samsung udowodnił mi, że słuchawki bezprzewodowe nie muszą wiązać się z noszeniem ze sobą wielkiego klocka z dodatkowym baterią. Tutaj też chciałem zaadresować jedną rzekomą wadę Budsów, czyli ich przegrzewanie się. Pisał o tym Paweł i kontaktował się ze mną w tej sprawie. Używałem ich w trakcie największych upałów i o ile są one po prostu obiektem fizycznym i jeżeli jest ciepło, to i one będą cieplejsze, to nie zanotowałem żadnego przypadku, w którym zrobiłyby się nienaturalnie ciepłe. Nie mówię tu, że problem nie występuje – po prostu w moim egzemplarzu wszystko było w porządku.

Galaxy Buds Live – brzmienie

To zabawne, że w większości testów słuchawek bezprzewodowych element brzmienia zostaje zepchnięty na drugi, albo i trzeci plan. Tak jakby w przypadku takich słuchawek był najmniej ważny. No cóż, dla mnie jest to kluczowy element i patrząc, że za Budsy trzeba zapłacić 800 zł, to w tym miejscu nastąpiło moje największe rozczarowanie. Bo Galaxy Buds Live grają poprawnie i… nic poza tym. Brzmienie jest co prawda bardzo selektywne a dźwięk jest żywy i dynamiczny, ale zdecydowanie brakuje mu dołów i byle przewodowe pchełki za 100+ złotych pod tym kątem położą słuchawki Samsunga na łopatki. Serio, jeżeli chodzi o sferę brzmienia, to miałem wrażenia, że przewodowe słuchawki za 1/10 tej ceny dostarczą mi podobnych wrażeń audio. Nie pomaga tu fakt, że w interfejsie słuchawek nie da się ustawić pod nie equalizera, jest tylko pokrętło z 6 presetami. Jeżeli więc korzystacie np. ze Spotify i wasz telefon nie ma jakiegoś korektora działającego ogólnie, dla każdej aplikacji, to niestety, ale zapomnijcie o dostosowaniu dźwięku do własnych preferencji.

Galaxy Buds Live

Sytuacji nie polepszał fakt, że Samsung mocno zachwalał fakt, że słuchawki te mają ANC. Otóż rozczaruje was – nie mają. To znaczy – przełącznik do aktywacji tej funkcji jest oczywiście w menu, ale jak dla mnie nie robi on absolutnie nic. Możecie go przełączać dowolną liczbę razy, a i tak będziecie słyszeć wszystko, co dzieje się w otoczeniu. Obie te wady (brak ANC i brzmienie) wynikają wprost z konstrukcji urządzenia i nie jest to coś, co można poprawić aktualizacjami.

Galaxy Buds Live – działanie i obsługa gestami

A propos aktualizacji – w czasie mojego użytkowania przytrafiły się 3 i szczęście Samsunga w tym, że zdecydowałem się zrobić tę recenzje po tak długim czasie, ponieważ na początku działanie Buds Live było dalekie od ideału. O ile na urządzeniach Samsunga (Note 20 Ultra, S20+, A40, A51) działały bez problemu, o tyle w przypadku telefonów jakiejkolwiek innej marki – nie chciały działać wcale. Pomimo zainstalowanej aplikacji Samsung Wear urządzenia te (Huawei Mate 10, Realme C11, Motorola Moto G 5G) odmawiały wykrycia słuchawek. Naprawiła to dopiero któraś z aktualizacji i teraz już łączą się bez przeszkód z każdym z tych smarfonów. Tutaj trzeba pochwalić Koreańczyków za kawał dobrej roboty. Łączenie się (jeżeli działa) jest mega szybkie i wygodne, a przełączanie się pomiędzy smarowanymi urządzeniami to dosłownie kwestia sekund. Słuchawki świetnie wykrywają, kiedy są w uchu, kiedy są wyjmowane oraz kiedy wkłada się je do ładowania – z tym miały problem m.in. Airpodsy.

Galaxy Buds Live

Co do łączności bezprzewodowej – najbardziej zaskoczyła mnie praktycznie zerowa latencja. Można w Galaxy Buds Live oglądać filmy i zapomnieć o tym, że ma się w uchu słuchawki bezprzewodowe. Podczas trzytygodniowych testów może ze trzy razy zdarzyło się, żeby w trakcie słuchania muzyki pojawił się jakiś trzask, albo zakłócenie. To, co jednak zaliczam na minus, to obsługa gestami, której do samego końca testów nie mogłem opanować. O ile jedno puknięcie (wstrzymanie/puszczenie utworu) i przytrzymanie (zgłośnij/przycisz) działały w miarę dobrze, o tyle podwójne i potrójne puknięcia były wykrywane losowo. Czasami dwa jako jedno, czasami dwa jako trzy, czasami trzy jako dwa, czasami trzy jako jedno. Być może to ja coś robiłem źle, ale pod koniec testu frustracja na działanie tej funkcji była tak duża, że wolałem wyciągnąć smartfon z kieszeni, żeby przełączyć kawałki ręcznie. Tak było szybciej, niż próbować to zrobić przez słuchawki.

Galaxy Buds Live – bateria i ładowanie

Nieukrywanym pozytywem testowanych słuchawek jest jednak ich wydajność na akumulatorze. 5 godzin słuchania muzyki jest na nich spokojnie do osiągnięcia, a po włożeniu do etui odzyskają połowę ładunku w mniej-więcej pół godziny. Bardzo szybko przestałem myśleć o tym, czy je naładowałem czy nie. Po prostu co jakiś czas podłączałem do ładowania samo etui, które również ładowało się bardzo szybko. Nigdy nie zdarzyło mi się znaleźć się w sytuacji, w której byłem gdzieś i nie mogłem posłuchać muzyki ze względu na rozładowane Budsy.

Galaxy Buds Live – podsumowanie

Mając Budsy przed sobą po tak długim czasie, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że powoli zacząłem rozumieć, dlaczego ludzie tak lubią słuchawki bezprzewodowe. Nie tylko są one ładne i stylowe, ale też ich użytkowanie jest po prostu wygodne. Jednak ten prosty fakt nie przykryje całego szeregu wad – przeciętnego brzmienia, braku ANC, potencjalnego dyskomfortu dla osób które mają niesamsungowe małżowiny uszne czy problemów z obsługą dotykiem. Kiedy po teście wróciłem do moich „przewodówek” nie czułem w sercu jakiejś rozdzierającej pustki za tymi słuchawkami. Głównie dlatego, że miałem świadomość ich bardzo, bardzo wysokiej ceny, która jednak nie korespondowała z tym, co dla mnie w słuchawkach najważniejsze – jakością dźwięku. Dlatego też jeżeli ktoś jest wielkim fanem bezprzewodówek i chce kupić Galaxy Buds Live, bo liczy się dla niego komfort użytkowania, zapewne będzie z zakupu zadowolony. Jeżeli ktoś natomiast chciałby się przesiąść z klasycznych słuchawek, to odradzałbym, aby nie mieć poczucia, że wydało się dużo pieniędzy po nic.

Plusy

+ wygląd i wykonanie słuchawek

+ rozmiar etui

+ parowanie z telefonem

+ czas pracy na baterii

+ niska latencja

Minusy

– problemy z ułożeniem w uszach u niektórych osób

– nieistniejące ANC

– brak equalizera

– problemy z obsługą dotykiem

– wysoka cena