23

Auta podrożeją, inteligentny ogranicznik prędkości już od 2022 roku

speed prędkościomierz
Unia Europejska nakłada w ostatnich latach sporo wymogów na producentów samochodów. Począwszy od coraz ostrzejszych norm emisji CO2, które preferują sprzedaż samochodów hybrydowych typu plugin, a skończywszy na technologiach, które mają poprawiać bezpieczeństwo na drogach. Teraz dołączy do nich nowe rozwiązanie.

Technologia czuwa za kierowcę

Obecnie wszystkie nowe auta sprzedawane na terenie Unii Europejskiej niezależnie od wersji wyposażenia muszą być wyposażone między innymi w technologię awaryjnego hamowania po wykryciu przeszkody, mechanizm utrzymania na pasie ruchu (np. w razie zasłabnięcia kierowcy) oraz system rozpoznający zmęczenie kierującego pojazdem. Od przyszłego roku do tego grona dołączy inteligentny ogranicznik prędkości. Póki co od 2022 roku obowiązkowy będzie tylko w autach, które dopiero będą miały swoją premierę. Jednak od 2024 roku będzie obowiązkowy we wszystkich nowych samochodach sprzedawanych na terenie Unii Europejskiej.

Zanim spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie czy to dobrze czy źle, wypadałoby poznać założenia tej technologii jakie nakłada na producentów ustawodawca. Okazuje się, że wytyczne nie są specjalnie wymagające, a co ważniejsze, system ten będzie można wyłączyć na czas całej podróży, podobnie jak ma to miejsce np. z funkcją Start/Stop w większości nowych samochodów. Autorzy przepisów dopuszczają różne rozwiązania, które klasyfikują się jako Intelligent Speed Assistance (Inteligentny Asystent Prędkości). Element wspólny to możliwość rozpoznawania znaków ograniczenia prędkości, ale reakcje na przekroczenie dopuszczalnej prędkości mogą być różne.

W swojej najmniej inwazyjnej formie system będzie tylko dźwiękowo ostrzegał kierowcę o przekroczeniu prędkości, ale alarm może maksymalnie trwać 5 sekund i nie będzie wpływał na zachowanie samochodu. Obawiam się, że to rozwiązanie będzie tylko irytować i większość kierowców szybko je wyłączy. Bardziej zaawansowana forma implementacji ogranicznika to automatyczne ograniczanie mocy silnika po przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. W takim wypadku samochód nie pozwoli nam pojechać szybciej, chyba że mocniej wciśniemy pedał gazu. Ma to zapewnić rzadsze przekraczania dozwolonej prędkości, ale jednocześnie nie będzie stanowiło zagrożenia np. podczas manewrów wyprzedzania.

Technologia czuwa, ale to kierowca decyduje

Branżowe organizacje takie jak European Transport Safety Council ubolewają nad implementacją ogranicznika prędkości, który sprowadza się tylko do alarmu dźwiękowego wskazując, że jego efektywność może być znikoma. Jednocześnie mają nadzieje, że większość producentów samochodów zdecyduje się na bardziej zaawansowane rozwiązanie. Co jednak jeszcze ciekawsze, informacje o tym jak ta technologia się spisuje będą anonimowo zbierane przez producentów aut i po kilku latach będzie można przeanalizować jak poszczególne implementacje tego rozwiązania sprawdzają się w praktyce.

Trzeba też przyznać, że europejski ustawodawca podszedł do tematu bardzo pragmatycznie. To nadal kierowca ma pełnie władzy nad swoim samochodem i w takiej formie ograniczniki prędkości nie powinny spotykać się z dużym oporem nabywców samochodów. Jednocześnie będziemy stopniowo przyzwyczajani, do tego aby unikać przekraczania prędkości, a to powinno wydatnie wpłynąć na nasze bezpieczeństwo. Szczególnie istotne wydaje się to w Polsce, gdzie nadal na drogach ginie zbyt wielu ludzi. Niestety zanim rozwiązanie to stanie się powszechne minie jeszcze kilkanaście lat.