25

Samochody Google wyjechały na ulice. Kibicuję, bo się o nie założyłem

Google zapowiedziało ten ruch kilka tygodni temu, wczoraj firma poinformowała, że projekt autonomicznego samochodu wkracza na kolejny poziom rozwoju – pojazdy wyjechały na ulice. Do poważnych zmian na wielką skalę droga daleka, ale bez wątpienia patrzymy na coś dużego. Trzymam kciuki, bo dzięki nim mogę wygrać zakład zawarty wiosną. Samochodów na ulicach jest na razie […]

Google zapowiedziało ten ruch kilka tygodni temu, wczoraj firma poinformowała, że projekt autonomicznego samochodu wkracza na kolejny poziom rozwoju – pojazdy wyjechały na ulice. Do poważnych zmian na wielką skalę droga daleka, ale bez wątpienia patrzymy na coś dużego. Trzymam kciuki, bo dzięki nim mogę wygrać zakład zawarty wiosną.

Samochodów na ulicach jest na razie kilka, ale pewnie będzie ich przybywać – Google podobno zarejestrowało w Kalifornii 25 takich pojazdów, każdy może dostarczać potrzebne dane, więc stopniowo będą rozszerzać program. Ktoś powie, że przecież autonomiczne samochody internetowej korporacji jeździły już wcześniej po publicznych drogach – o co więc całe to zamieszanie? To prawda, jeździły. Były to jednak samochody dostosowane do jeżdżenia bez kierowcy, pojazdy marki Lexus. W tym przypadku mamy do czynienia z maszynami zaprojektowanymi przez Google i od podstaw pomyślanymi jako autonomiczne. W amerykańskich mediach zyskały przydomek „koala” i muszę przyznać, że coś w tym jest.

Koale jeżdżą po ulicach Mountain View. Ta faza testów wymaga, by w środku znajdował się kierowca, do jego dyspozycji jest kierownica oraz pedały – na wszelki wypadek, tego wymagają kwestie bezpieczeństwa. Samochód nie może się też poruszać z prędkością większą niż 40 km/h. Na razie nie dojdzie zatem do sceny, w której kierowcy będą oglądać samochód mknący bez kierowcy – może ich zaintrygować wygląd pojazdu, ale nic poza tym. Może i dobrze, że tak to wygląda, bo ludzi trzeba stopniowo oswajać z taką nowinką.

Stopniowo, lecz mam nadzieję, że program nabierze rozpędu – w maju założyłem się z kolegą, że do końca dekady samochody autonomiczne trafią na rynek. Stawką jest skrzynka dobrego piwa, więc trzymam kciuki za Google. Za inne firmy oczywiście też, ale to internetowa korporacja robi na tym polu szybkie postępy. A przynajmniej dużo szumu. Czarnym koniem może się w tym wyścigu okazać Uber – tej firmie może bardzo zależeć na tym, by wyeliminować kierowców z samochodów.

Kwestie techniczne nie są jedynymi barierami, jakie trzeba będzie pokonać – Elon Musk, szef Tesli powiedział niedawno, że większym problemem może być obecne prawo, przepisy, które trzeba po prostu zmienić. A to zajmie trochę czasu. W skali globu sporo czasu. Pewnie dopuszczenie pojazdów do ruchu w Mountain View wymagało od Google determinacji i urzędnicy nie przybijali pieczątek „od ręki”. Na razie mam problem, by wyobrazić sobie takie zmiany u nas.

Na koniec kilka słów o wyglądzie maszyny, jej rozmiarach i osiągach. To nie będzie bardzo pojemny i bardzo szybki samochód. Niektórzy będą drwić z designu. Może faktycznie nie jest urodziwy (chociaż swój urok ma), ale jednocześnie nie można jedynie narzekać: czy komuś jest potrzebna mocniejsza albo większa maszyna, by np. rano dojechać do pracy? Jasne, że nie nadaje się to do wyprawy na wakacje całą rodziną, lecz rzesza ludzi mogłaby z niego korzystać każdego dnia i w pełni zaspokoiłby ich potrzeby komunikacyjne. A z tego płynęłyby spore korzyści. Czekam na kolejne odsłony tego wyścigu.

Projekt można śledzić na stronie google.com/selfdrivingcar