94

Elektryczna rewolucja na polskich drogach? Nie wierzą w to nawet urzędnicy. Część nie chce pomagać…

Milion aut elektrycznych na polskich drogach w połowie przyszłej dekady - taką zapowiedź usłyszeliśmy kilka kwartałów temu. Ambitnie. Nawet bardzo ambitnie. Wiele osób stwierdzi, że... to po prostu niemożliwe. Myślenie życzeniowe nie przyspieszy zmian w motoryzacji, tu potrzebne byłyby olbrzymie inwestycje, programy wsparcia dla kierowców czy samorządów. Kilka ministerstw musiałoby poświęcić sporo uwagi i czasu tym przeobrażeniom. Tymczasem media donoszą, że już zaczynają się tarcia - resorty nie chcą takich pojazdów nawet w swoich flotach. Ministerstwo Finansów mówi wprost o wątpliwościach. Piękny sen zaczyna się sypać?

Samochody elektryczne staną się w Polsce codziennością. Nie będą ciekawostką pokazywaną palcem przez kierowców i pieszych, promilem w statystykach. Jednocześnie spora ich część powstanie w Polsce, rękę przyłożą do tego rodzimi przedsiębiorcy. Zakładam, że już spotkaliście się z tymi planami. Jeżeli jednak liczyliście na to, że do zmian szybko dojdzie, że pomogą w tym przepisy sprzyjające kierowcom/klientom, że posiadanie elektryka będzie niebawem bardziej opłacalne i wygodniejsze, to muszę Was rozczarować. Politycy muszą najpierw ustalić jedno stanowisko w tej sprawie.

Puls Biznesu donosi, że Kancelaria premiera i resort finansów nie chcą aut elektrycznych w swoich flotach. To spore zaskoczenie, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu mówiono głośno, że dobry przykład dla Polaków przyjdzie z góry, administracja państwowa, w tym ministerstwa, miała popularyzować ten rodzaj transportu, owym kwestiom poświęcono uwagę w projekcie ustawy o elektromobilności. Dzisiaj dowiadujemy się, że kolejni urzędnicy domagają się wyłączenia ich z tych planów.

Beata Kempa, szefowa kancelarii premiera, w piśmie do Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energii, także proponuje wyłączenie z tego obowiązku pojazdów użytkowanych w kancelarii. „W art. 36 nie uwzględniono uwarunkowań funkcjonowania niektórych organów administracji, takich jak np. szef KPRM. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie posiada na swoim stanie majątkowym środków trwałych bazy transportowej, lecz korzysta głównie z usług transportowych instytucji gospodarki budżetowej — Centrum Obsługi Administracji Rządowej (COAR)”.[źródło]

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekonuje z kolei, że korzysta z aut wycofanych z placówek zagranicznych, więc nowych pojazdów nie kupuje – trudno będzie mu zdobyć samochody elektryczne. Najciekawszy w całej tej historii jest jednak sprzeciw Ministerstwa Finansów. Z obowiązku posiadania w swojej flocie aut na prąd chce się „wymiksować” resort sterowany dzisiaj przez Mateusza Morawieckiego. Tymczasem to on jest jednym z największych promotorów elektromobilności. Wicepremier mówi o rewolucji, jego podwładni widzą to trochę inaczej. Fiskus jest np. przeciwny otwarciu dla elektryków buspasów:

nie jest zasadne wprowadzenie możliwości korzystania z buspasów przez pojazdy elektryczne. Buspasy stanowią wydzieloną częśći nfrastruktury drogowej służącą płynnemu poruszaniu się środków komunikacji zbiorowej, w szczególności autobusów. Dopuszczenie do poruszania się buspasami środkami komunikacji indywidualnej, jakimi są pojazdy elektryczne, spowoduje znaczne obciążenie buspasów co niewątpliwie wpłynie na utrudnienie ruch pojazdów komunikacji zbiorowej.[źródło]

Pojawia się zastrzeżenie wobec dość istotnej zachęty. Co będzie z kolejnymi „marchewkami”? Przecież w innych krajach do e-aut przyciąga się klientów podatkami, zwolnieniem z opłat za parkowanie, rozwojem infrastruktury do ładowania samochodów czy wspomnianymi buspasami. Ktoś naprawdę liczy na to, że bez tych bonusów i przy wyższej cenie elektryków, Polacy ruszą po nie do salonów (kiedy już oferta na to pozwoli)? Warto zwrócić też uwagę na fakt, iż pismo skierowane do Ministerstwa Energii przez przedstawiciela Ministra Finansów i Rozwoju poddaje w wątpliwość skutki planowanych zmian, chodzi m.in. o wpływ na publiczną kasę. Czytamy, że należałoby przedstawić bardziej szczegółowe informacje na ten temat. Innymi słowy: napisać/powiedzieć można wszystko, ale księgowy państwa wolałby zobaczyć twarde wyliczenia. Logiczne. Chociaż nadal nie rozumiem w tym wszystkim postawy wicepremiera Morawieckiego – jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że plany są zbyt ambitne, to po co brnąć w tym kierunku?

Uwag i zastrzeżeń wysuwanych przez przedstawiciela Ministerstwa Finansów jest więcej i trudno się z nimi nie zgodzić. W końcu głos rozsądku. Jakiś czas temu Grzegorz pisał, że spółka ElectroMobility Poland, która ma tworzyć polskie samochody elektryczne, straciła szefa – Krzysztof Kowalczyk mówił wówczas o potrzebie większej dynamiki biznesowej. Trudno było nie odnieść wrażenia, że trafił do projektu, który sukcesem raczej się nie okaże.

Tak wygląda dzisiaj tworzenie polskich elektryków i wpuszczanie ich masowo na ulice. Dużo słów, fantastyczne zapowiedzi, piękne wizje, ale ostatecznie pojawia się pytanie, czy można to zrealizować. I już nawet urzędnicy przekonują, że będzie problem, dopytują, kręcą nosem. Za to akurat jestem wdzięczny – przyda się kubeł zimnej wody.