Jeśli nie znacie tego typu internetowego użytkownika to wyjaśnię, że Grammar Nazi są dla mnie gorsi niż trolle. Nie interesuje ich absolutnie nic z komentowanych treści, dyskusja czy też polemika. Wszystko co znajdą może być ich celem, niezależnie od kontekstu, nawet niezależnie od tego czy był błąd czy go nie było. Podejrzewam, że ja jako […]

Jeśli nie znacie tego typu internetowego użytkownika to wyjaśnię, że Grammar Nazi są dla mnie gorsi niż trolle. Nie interesuje ich absolutnie nic z komentowanych treści, dyskusja czy też polemika. Wszystko co znajdą może być ich celem, niezależnie od kontekstu, nawet niezależnie od tego czy był błąd czy go nie było.

Podejrzewam, że ja jako główny powód wszystkich gramatycznych przepychanek na Antyweb nie powinienem się na ten temat wypowiadać, ale niestety tak już mam, że czasem po prostu nie mogę się powstrzymać.

Ostatnio koledzy, którzy profesora Miodka pewnie mogliby polskiego uczyć (tak im się przynajmniej wydaje), tak się rozpędzili na Antywebie, że przestali nawet czytać to co komentują. Mają omamy związane z błędami, których nie ma. Przykład? Tekst Pawła Tkaczyka i dyskusja o błędzie, którego w tekście nie było – jeden z nadgorliwych źle przeczytał słowo „wsiąść”. Pomylił się jeden i szybko też przeprosił, to jednak nie pomogło bo szybko zbiegła się chmara tych, co nie czytali, ale maja coś do powiedzenia na temat błędu. Zrobiła się z tego farsa na kilkanaście komentarzy, w których ludzie dyskutowali o czymś czego nie ma.

To tylko jeden z wielu przykładów. Oczywiście ci co zwracają uwagę na błędy mają racje, nie powinno ich być w żadnym tekście. Niestety ja mogę czytać moje wypociny i 5 razy z super edytorem sprawdzającym gramatykę w tle. I tak błędu nie dostrzegę – tak już mam i z góry mogę przeprosić za następne błędy, które zrobię na Antyweb.

To jednak nie zmienia faktu, że nasi spece od gramatyki mają w „głębokiej dupie” co czytają. Każdy tekst może dla nich być celem, absolutnie niezależnie od treści. Przez co nie tylko zniechęcają do dyskusji innych czytelników, ale również sami kompletnie gubią jakikolwiek kontakt z rzeczywistością. Nie wspomnę już o prostym poinformowaniu autora tekstu, że gdzieś się pomylił (bo przecież można napisać mail? Puścić info przez komunikator itp.) czy wskazaniu dokładnie błędu.

Jest jeszcze w tym wszystkim sprawa kultury zachowania. Rozumiem, że błędy mogą irytować jeśli jednak ktoś robi się z tego powodu napastliwy i posuwa się do obrażania innych, to dla mnie jest kretynem, z którym nie mam zamiaru dyskutować ani też gościć na moim blogu.

Dlatego biorąc pod uwagę powyższe powody postanowiłem pomóc Grammar Nazi i czytelnikom. Od dziś jeśli ktoś znajdzie w tekście na Antyweb błąd proszony jest o przesłanie go poprzez formularz lub na mój adres grzegorz.marczak(na)gmail.com – obiecuję błyskawiczny czas reakcji. Dla tych natomiast, którzy chcą wyrazić swoją opinię na temat teksu przez pryzmat błędów oraz dla tych, którzy chcą po prostu nawrzucać autorowi stworzony został specjalny mail kontaktowy spam@antyweb.pl.

Ten post natomiast jest ostatni, w którym na Antywebie będziemy dyskutować o literówkach czy gramatyce (no chyba, że pojawi się post o takim temacie). Tak więc gorąco zapraszam do dyskusji, bo następna szansa nieprędko się pojawi.

Na koniec dodam tylko, że nie każdego kto zwraca uwagę na błędy traktuję jako fanatyka. Dlatego nie chciałbym aby tekst ten dotknął tych, którzy po prostu widząc błąd o nim mówią.

Ps. Nie muszę chyba tłumaczyć, że tytuł został napisany z błędami z premedytacją.