rejestr domen
27

Rząd nie odpuści cenzury w internecie, zrobią to kuchennymi drzwiami

ACTA, ACTA 2 czy inne próby wprowadzenia cenzury w internecie, takiej wprost, spotykają się zawsze ze zdecydowaną reakcją internautów. Wtedy szumi w całej sieci i poza nią, co z kolei prowadzi do wycofania się rządzących z pomysłów, ewentualnie odłożenie ich na lepsze czasu ku temu. Co jednak w przypadku cenzury, która będzie społecznie akceptowalna?

Zacznijmy od ustawy hazardowej. Tak szybko wprowadzonej ustawy, z całym mechanizmem blokad stron internetowych można nam tylko pozazdrościć. Mechanizm był prosty, Ministerstwo Finansów stworzyło rejestr stron zakazanych, nakazując operatorom telekomunikacyjnym ich blokadę w ciągu 48h od pojawienia się ich na liście. Nie zastosowanie się = wielomilionowe kary. Efekt? W dwa lata na tej liście pojawiło się już 2400 stron internetowych (rok temu było ich tylko 246).

rejestr domen

Czy to jest cenzura? Jest, ale społecznie akceptowalna. Nikt nie protestował, hazard kojarzy się źle, z tragediami rodzinnymi, bankructwem – zablokować draństwo.

Można iść dalej, spójrzmy na Ubera i projekt zmiany ustawy o transporcie drogowym oraz pojawiający się w nim zapis:

Projekt ustawy zakłada również wprowadzenie procedury, według której w przypadku kontroli i stwierdzenia przez ITD wykonywania pośrednictwa przewozu osób bez wymaganej licencji, ten będzie mógł być złożyć wniosek do UKE o zablokowanie przeznaczonych do wykonywania takiego pośrednictwa programów, aplikacji, numerów telefonów, platform teleinformatycznych lub innych środków przekazu informacji.

Cenzura? Jak najbardziej, przejdzie z Uberem, przejdzie i z czym innym, co nie będzie współgrało z dowolnie stworzoną ustawą. To już będzie mniej akceptowalne społecznie, ale na osłodę zablokujemy im strony internetowe nieuczciwych sprzedawców. Społecznie akceptowalne? Jak najbardziej, sam się na to nabrałem, dziwiąc się, dlaczego w Polsce problemem jest od lat zablokowanie stron nieuczciwych sprzedawców?

W przypadku gdy występuje ryzyko wyrządzenia zbiorowym interesom konsumentów poważnych szkód, właściwe organy powinny mieć możliwość przyjęcia środków tymczasowych, zgodnie z prawem krajowym, obejmujących usuwanie treści z interfejsu internetowego lub nakazanie umieszczenia wyraźnego ostrzeżenia dla konsumentów wchodzących na interfejs internetowy. Środki tymczasowe nie powinny wykraczać poza to, co jest konieczne do osiągnięcia ich celów.

Łatwo sobie wyobrazić jak to dalej może wyglądać. Dlaczego nie stworzyć rejestru stron, które krytykują obecny rząd albo dowolnej aplikacji mobilnej, której działanie nie podoba się rządzącym? Droga otwarta, zablokujmy je.

Do powyższego tekstu skłonił mnie dziś artykuł na Gazecie Prawnej, która dorzuca do powyższego zestawu blokady stron handlujących dopalaczami i lekami niedopuszczonymi do obrotu w Polsce, sprzedające towary uznane za niebezpieczne czy oferujące usługi finansowe, uznane za oszukańcze przez KNF.

Niezwykle trafny w tym artykule jest komentarz Krzysztofa Izdebskiego, dyrektora programowego fundacji ePaństwo, obrazujący obecny stan z zapędami rządzących do blokowania stron:

Jak słyszę o takich pomysłach jak centralny rejestr, to ciśnie mi się na usta „a nie mówiłem”. Gorzka to jednak satysfakcja, że sprawdzają się przepowiednie z 2016 r. To wtedy przyjęto w tzw. ustawie antyterrorystycznej przepisy pozwalające na blokowanie treści związanych z terroryzmem. Organizacje zajmujące się wolnością w internecie uprzedzały, że zgoda na blokowanie stron w tym obszarze zachęci do objęcia takim działaniem innych obszarów, planowany rejestr stanowi po prostu ukoronowanie złej praktyki.

Przyzwyczajono społeczeństwo, że pewne treści można blokować, a teraz ułatwi się blokowanie kolejnych. A tu paleta jest całkiem spora. I nie chodzi tylko o strony z pornografią. Znamy przykłady ze świata, gdzie rządy blokują dostęp do informacji o pytaniach egzaminacyjnych. Łatwiej jest bowiem utrudnić dostęp do treści niż zadbać o to, by określone dane nie wyciekały lub nie były tworzone.  Stąd pomysły, by blokować dostęp do stron m.in. z dopalaczami czy witryn zarządzanych przez przedsiębiorców wprowadzających konsumentów w błąd.

Mam nadzieję, że to wszystko, to tylko czarnowidztwo i ostatecznie rządzący na tym poprzestaną, ale jednocześnie obawiam się, że któregoś dnia obudzimy się z ręką w nocniku, bo coś wcześniej przegapimy, nie zauważymy, po czy już będzie za późno na jakąkolwiek reakcję.

Ze szczegółami prac związanych ze stworzeniem centralnego rejestru domen zakazanych możecie zapoznać się w piśmie wysłanym przez Ministerstwo Cyfryzacji do Sekretarza Komitetu Rady Ministrów.