2

Rozwiązanie Google i Apple do walki z koronawirusem mniej bezpieczne na Androidzie?

Miało być bezpiecznie i z dbałością o prywatność użytkowników. Jak jest w praktyce?

Sporo w tym roku dyskutuje się na temat rządowych rozwiązań do walki z koronawirusem. W Polsce mamy autorskie propozycje, ale jak wiadomo — dwóch gigantów, Apple i Google, połączyło siły, opracowując swoje własne rozwiązanie w tym temacie. I część krajów zdecydowała się z niego skorzystać, ale jeżeli liczyliście na to, że to idealna opcja bez żadnego „ale” to nie mam dla Was najlepszych wiadomości. Google obiecywało bezpieczeństwo i prywatność. Jak się okazuje kilka miesięcy po starcie — bywa z tym różnie. Bo może i jest bezpiecznie, ale… internetowy gigant wciąż może rejestrować dane lokalizacyjne użytkowników korzystających z rozmaitych aplikacji. Na Androidzie nie można ich uruchomić bez aktywowania GPS.

Rozwiązanie dla aplikacji do walki z koronawirusem od Apple i Google nie jest tak bezpieczne, jak miało być?

Z rozwiązania Google i Apple decydują się korzystać kolejne kraje — a wśród nich m.in. Niemcy, Dania czy Szwajcaria. Aby jednak użytkownicy smartfonów z systemem Android mogli uruchomić aplikację — najpierw muszą włączyć moduł GPS. I podobno wielu przedstawicieli administracyjnych była… zaskoczona tym, że Google może zbierać informacje na temat lokalizacji smartfonów użytkowników korzystających z Androida. Cecilie Lumbye Thorup z duńskiego Ministerstwa Zdrowia zapowiedziała, że jej pracownicy planują rozmówić się z Google na temat tego, w jaki sposób Google będzie wykorzystywać te dane. Szwajcaria natomiast walczy o to, by Google w ogóle ich nie mogło zbierać:

Użytkownicy powinni mieć możliwość korzystania z takich aplikacji śledzących bez powiązań z innymi usługami.

Co ciekawe, Pete Voss z Google twierdzi, że aplikacje pomagające w walce z koronawirusem… nie korzystają dostępu do lokalizacji. Nawet wśród tych, którzy mieli pozytywny wynik testu — i z założenia smartfony mają informować znajdujących się nieopodal użytkowników. Wszystko ma odbywać się dzięki Bluetoothowi, a ten od 2015 do poprawnego działania musi mieć aktywowany na Androidzie GPS — bo w ten sposób moduł ma działać znacznie dokładniej. Ale kiedy GPS jest aktywny, Google może dokładnie wyśledzić pozycję użytkownika: są dane WiFi, są dane z sieci komórkowych, no i jest dbanie o dokładność lokalizacji przez Google. Z drugiej strony — w świetle praw obowiązujących na Starym Kontynencie, by Google mogło gromadzić dane na temat lokalizacji — potrzebowałoby na to odpowiedniej zgody. Dla odmiany — na iPhone dostęp do danych lokalizacji nie jest potrzebny, a aplikacje wciąż działają. Apple odmawia komentarza w sprawie.

Temat jest złożony i sprawy zaczynają się komplikować. Współpraca Google i Apple w walce z koronawirusem brzmiała dość nieprawdopodobnie, ale na jej efekty faktycznie nie trzeba było długo czekać. Są, działają, ale… nie bez powodu od pierwszych informacji na temat powstawania aplikacji pomagających walczyć z koronawirusem pojawiały się obawy związane z bezpieczeństwem i prywatnością. Teraz, gdy tych aplikacji na rynkach całego świata przybywa, okazuje się, że nie były one bezpodstawne.

Źródło