9

Rozszerzona rzeczywistość nagle stała się fajna? Nie, to po prostu Pokemony

Rozszerzona rzeczywistość wydaje się być ostatnio nieco zepchnięta na margines. Wszyscy mówią o VR - przystępnym od Sony czy efektownym od HTC. A tymczasem na scenę wjechało Pokemon GO...

Ja wiem, że pewnie niektórzy z Was mają już dość Pokemon Go. Popularność gry przeszła najśmielsze oczekiwania. Ceny akcji Nintendo poszybowały w górę, a studio Niantic stało się symbolem prawdziwej rewolucji w grach na mobile. Czy jednak aby na pewno?

Spójrzmy na dotychczasowe dokonania Niantic Labs. Studio założono w 2010 roku wewnątrz struktur Google’a, ale w 2015 po ogłoszeniu powstania spółki Alphabet uzyskało niezależność. Do tego czasu spod ich ręki wyszła fajna podróżnicza aplikacja FieldTrip, a także niesamowity Ingress. I to właśnie przy tym drugim należałoby się zatrzymać dłużej, bo gra była (jest) o wiele bardziej rozbudowana od Pokemon Go, a bazuje na tym samym modelu,. Niantic Labs rozwija bowiem od samego początku technologie AR i właśnie na nich opiera swoje produkcje. Swego czasu pisaliśmy zresztą o projekcie Endgame, którego częścią miała być właśnie aplikacja podobnego typu.

Ingress nie był niewypałem. Ze statystyk Google Play wynika, że pobrano go ponad 10 mln razy. W zestawieniu ze średnią ocen na poziomie 4.3 otrzymujemy całkiem udaną grę. Dlaczego nie wypaliło? Niantic było w słabej formie? Nie. Nie było Pokemonów.

„Eureka, redaktor odkrył Amerykę” – ktoś pomyśli/napisze. Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich. W sieci od kilku dni pisze się o prawdziwej rewolucji, nowym typie gier na mobile i początku nowych trendów. Mam wrażenie, że wszyscy zapominają o jednym prostym fakcie – mamy do czynienia z pierwszą tak ambitną produkcją z Pokemonami na mobile. Hasło klucz – z pokemonami. Gdyby to była gra o łapaniu innych stworków, albo zbieraniu robaków, postaci z książek czy czegokolwiek innego, sukces nie przyszedłby tak łatwo. Siłą tej produkcji nie jest zatem wcale jakiekolwiek nowe i rewolucyjne podejście – Niantic zrobiło po prostu swoje i wrzuciło w to Pokemony. Ot cała filozofia.

W chwili, gdy piszę te słowa, Pokemon Go notuje już więcej pobrań niż Tinder. Aplikacja bije rekordy, a szaleństwo z nią związane przybiera niepokojące formy (serio, łapanie Pokemonów w aucie?!). Pomijam już fakt, że na punkcie produkcji oszaleli wszyscy – zarówno młodzi jak i starsi. Trudno się dziwić – dla ludzi w wieku 25-30 lat pierwsze 151 pokemonów to lata dzieciństwa. Sam się na tym wychowywałem.

Czy zatem po Pokemonach przyjdzie moda na kolejne gry AR? Niekoniecznie. Wstrzymałbym się z prognozami, że mobile wreszcie poznał siłę AR. On ją znał dużo dużo wcześniej. Świat oszalał po prostu kolejny raz na punkcie Pokemonów w rozszerzonej rzeczywistości, a nie rozszerzonej rzeczywistości z Pokemonami. Jutro mogą to być Pokemony w VR, a pojutrze Pokemony w zupełnie innej konwencji.

I niech ktoś napisze, że Nintendo się kończy.