17

Rozmyślania o rozmiarach słonia

Wszyscy którzy cokolwiek mają wspólnego z branżą internetową lubują się w statystykach. Comiesięczna publikacja megapanelu (chociaż media2 właśnie zmienia ten nawyk ponieważ chce publikować wynik co dwa tygodnie) jest zawsze bardzo ważnym i ekscytującym wydarzeniem. Nie chciałem jednak pisać ani o megapanelu ani też o samych wynikach tylko bardziej o tym co i jak mierzymy. […]

Wszyscy którzy cokolwiek mają wspólnego z branżą internetową lubują się w statystykach. Comiesięczna publikacja megapanelu (chociaż media2 właśnie zmienia ten nawyk ponieważ chce publikować wynik co dwa tygodnie) jest zawsze bardzo ważnym i ekscytującym wydarzeniem. Nie chciałem jednak pisać ani o megapanelu ani też o samych wynikach tylko bardziej o tym co i jak mierzymy.

Wiadomo co jest dwoma podstawowymi parametrami strony internetowej na które się patrzy. Są to unikalni użytkownicy i ilość odsłon (w przypadku megapanelu mamy real userów czyli nieco dokładniejszy wskaźnik). Stety ale niestety ale powoli te dwa wskaźnik zaczynają być niewystarczające. Ja ostatnio złapałem się na tym iż coraz rzadziej patrzę w statystyki jakie mam GA, i nie jest to spowodowane brakiem zainteresowania tego jak moje serwisy sobie radzą w internecie. Po prosty zaczynam obserwować i mierzyć zupełnie inne wskaźniki czyli na przykład ilość czytelników RSS, ilość zarejestrowanych internetów, ich aktywność, ilość komentarzy, ilość nowych rejestracji dziennie itp.

Mierzenie tego typu danych na dużą skalę nie jest proste a wręcz może być niemożliwe. Przede wszystkim brak jest definicji co jest aktywnością, co jest komentarzem, co znaczy aktywny użytkownik itp. Brak jest też metod i sposobów na mierzenie i porównywania takich danych – bo jak na przykład porównać statusy na Twitterze z ilością wpisów na blogu, lub komunikatami wysyłanymi przez IM? Z drugiej strony czy bez tego typu informacji da się mierzyć statystyki serwisów i mówić, że są one wiarygodne? Prosty przykład to Blip i Flaker – ruch na tego typu stronach generowany jest przez różnego rodzaju komunikatory, dodatki, aplikacje desktopowe. Patrząc tylko na statystyki strony WWW gubimy prawdopodobnie ponad 50% informacji.

Dlaczego piszę o tym wszystkich „innych” parametrach jakie są moim zdaniem ważnym elementem serwisów społecznościowych? Skłoniła mnie do tego trochę informacja prasowa jaką dostałem na temat sukcesów serwisu Elefanta.pl (zbieranie linków do ciekawych stron). W informacji tej można było min. przeczytać:

Walka serwisów o użytkowników trwa także w Polsce. Serwis Elefanta.pl, rekomendujący ulubione strony internautów w oparciu o ich zainteresowania, usprawnia działanie serwisu opierając się na sugestiach swoich użytkowników. Efekty tych udogodnień są już widoczne – liczba użytkowników w marcu 2009r. wzrosła do 486 tysięcy (wg. Gemius Traffic), czyli o 20% w porównaniu do grudnia 2008r.

Wchodzę więc aby nacieszyć oko tłumem internautów aktywnie budujących swoje zbiory linków i co widzę w środku? Popularne strony są w tym serwisie zapamiętane średnio przez 100 osób (przejrzałem kilka kategorii). Najpopularniejsza czyli najczęściej dodana do ulubionych jest strona mp4.com.pl (ponad 300 osób) ?!?!. No i teraz pytanie. Czy patrząc na to co dzieje się w środku, te blisko 500 tysięcy UU określają w jakikolwiek sposób iż serwis odnosi sukces?

Dokładne dane Elefanty za luty według według Gemius Traffic UU 486 704, PV 1 335 512 (więc w stosunku do marca o którym mowa w informacji prasowej to raczej przyrostem tego nie można nazwać)

Przy okazji jeśli ktoś nie wie jak sprawdzić szczegółowe dane konkretnej witryny polecam zobaczyć czy sprzedaje reklamę przez jakąś sieć, jeśli tak to jesteśmy w domu ponieważ sieci reklamowe publikują statystyki swoich stron (niektóre nawet na bieżąco). Na przykład reklamy Elefanta sprzedawane są też przez IDMnet

Chciałem zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko serwisowi Elefanta – to bardzo fajne i przydatne miejsce. Może jedynie należało by popracować nad agencją PR aby nie przeciągał struny w swojej komunikacji (to naprawdę brzmi śmiesznie jak ktoś pisze „Walka serwisów o użytkowników trwa także w Polsce”).