147

Głupich nie sieją?

Głupich nie sieją, głupi się sami rodzą. Szczerze mówiąc, tak zawsze myślałem o ofiarach wszystkich tych smsowych, czy internetowych naciągaczy. Szukający pomocy z przelewami książę z Nigerii, czy Lewandowski przekazujący swoje wypasione Audi najskuteczniejszemu zdobywcy żebrolajków. Albo szpital, uzależniający ratowanie życia dziecka od ilości udostępnień na Facebooku. Jak bardzo odseparowanym od rzeczywistości trzeba być, żeby uwierzyć w coś takiego?

Nikt kogo znam, nigdy nie padł ofiarą takich oszustw. Nawet mój wiekowy i antytechniczny ojciec nigdy nie podłapał niczego gorszego od „granie na czekanie” z T-mobile. Łatwo więc było żyć w przeświadczeniu, że normalnych ludzi to nie dotyczy i każdy kto ma choć minimum instynktu samozachowawczego (oraz dysponuje ilorazem inteligencji wyższym od dalmatyńczyka), jest bezpieczny.

Oczywiście są jeszcze dzieci, gimbaza, osoby starsze i niepełnosprawne. Takich ludzi wypada i należy strzec przed niebezpieczeństwami cyfrowego świata. Nijak jednak nie potrafiłem wykrzesać w sobie choć odrobiny empatii dla dorosłych. Jeśli ktoś dożył takiego wieku ciągle wierząc w tysiące iPhone’ów rozdawanych na fejsie, albo w jednorożce witające się w lesie z dziewicami, ktoś taki powinien w końcu nawiązać trwały kontakt z brutalną rzeczywistością. Dla dobra swojego i otoczenia musi przestać wierzyć w darmówki, cudowne promocje, okazje, czy dziewice.

Swoją drogą, jakoś udawało mi się pomijać fakt, że spora ilość, na oko zupełnie normalnych i  nieźle przystosowanych znajomych, regularnie zasrywa mi tablicę. Żebrolajki, darmowe samochody/telefony/legginsy udostępniane przez zaciekłych łowców promocji, czy inne cholerstwo, prosto z farm lajków wzięte. Skrajna naiwność nie pasująca do skądinąd niegłupich znajomych. Finalnie doszedłem do wniosku, że w ich przypadku nie chodzi o naiwność, głupotę, czy niedostatki umysłowe. Tutaj mamy zwykły, swojski, siermiężny egoizm. Tacy ludzie doskonale wiedzę, że szansa „wygranej” jest jedna na milion. Dla nich po prostu taka, niemal zerowa szansa nadal jest ważniejsza, niż zmarnowane sekundy życia przez oglądające to potem setki znajomych. Cóż. Księżniczki już tak mają.

Mały przykład, żeby nie być gołosłownym. Pamiętacie niedawny, głośny i opisywany przez Tomka przekręt z wietrzeniem magazynów w RTV Euro AGD? Żeby paść jego ofiarą, trzeba było nie tylko uwierzyć w absurdalną możliwość otrzymania pralki lub telewizora za lajka. Dodatkowo trzeba było także wykazać się kompletną ignorancją w temacie płatnych SMSów premium (należało takim smsem potwierdzić chęć otrzymania wygranej). Mimo, że przekręt teoretycznie nie miał cienia szansy powodzenia (na pierwszym etapie powinni odpaść wszyscy znający życie starsi ludzie, na drugim cała, znająca się na telefonach i smsach, młodsza część populacji). To jednak do UOKiK trafiło parę setek poszkodowanych. Ech, nawet mi ich nie szkoda…

Wybaczcie ten przydługawy wstęp. Sednem artykułu jest pewien przekręt, w mojej ocenie szczególny. Szczególny dla tego, że przeczy wszystkiemu co powyżej napisałem. Nie tylko sam jestem w stanie siebie wyobrazić w roli ofiary tego przekrętu. Ja nawet nie byłbym na siebie zły…

Chodzi o działające od 5 lat oszustwo znanego jako: „moje dziecko wpisało zły numer”.

Mechanizm jest prosty. Dostajemy SMSa ze zwykłą, prostą i pozornie niegroźną prośbą o pomoc, pomagamy, a w efekcie  lądujemy z kosztowną, niechcianą subskrypcją płatnego serwisu SMS. Z czystego, wrodzonego lenistwa nie przepisuję treści obrazka ale proszę, rzućcie na to okiem.

Przekręt ten wyróżnia parę istotnych aspektów:

Po pierwsze, nie wiąże się z wysyłaniem SMSów na żadne numery premium. To nic aż tak prostego. Nie uchroni nas przed nim ani wiedza, że każdy 5 cyfrowy numer jest numerem premium, ani skrupulatne wczytywanie się w regulaminy naszego komórkowego abonamentu.

Po drugie, niczego nie można wygrać. Przyrodzona większości normalnych ludzi czujność związana z czymś, co dostajemy „za darmo” tym razem też nie zadziała.  Żerowanie na pustych obietnicach zdobycia konkretnych dóbr doczesnych, to od zawsze część modus operandi oszustów. Świadomość tego, oraz często czysto podświadome zrozumienie Cialdinowskiej reguły wzajemności sprawia, że na hasło „za darmo” większość z nas rozgląda się w popłochu i natychmiast łapie za portfel. Tutaj nie tylko niczego nie dostajemy. Tutaj musimy odrobinę poświęcić, żeby normalnie, po ludzku komuś pomóc.

Po trzecie, całość żeruje na chęci pomocy. Ze wszech miar chwalebna i będąca szalenie istotną częścią interakcji w każdej ludzkiej społeczności, chęć pomocy, tym razem może sprowadzić nas na manowce. Przekrętów żerujących na najlepszych z naszych cech jest akurat całkiem sporo, niemniej właśnie one bolą najbardziej. Wiadomo, że okraść złodzieja to nic zdrożnego. Oszukać kogoś złego, innego oszusta, to wręcz powód do dumy (vide Robin w kapturze). Jednak żerowanie na tych najlepszych lub najsłabszych z nas, to coś, wobec czego nigdy nie mogłem przejść obojętnie.

Jak to działa w praktyce? Dość prosto. Istnieje sporo, co do zasady, kompletnie bezużytecznych serwisów wysyłających regularnie smsy o podwyższonej płatności. Od tych pogodowych (to jeszcze mogłoby się przydać od biedy), poprzez horoskopy, po niezliczone serwisy typu „kawał dnia”, „bajka dnia”, „przysłowie dnia” itp. Nie jestem specjalnie odosobniony w opinii, że wszystkie te serwisy istnieją wyłącznie w celu wyłudzania pieniędzy od naiwnych. Nieliczne wyjątki są tylko potwierdzeniem tej reguły.

Serwisy te opierają się na usługach operatorów, którzy balansują na cienkiej linii oddzielającej interes oszukiwanych i cennych dla nich klientów oraz zwykłą chęć zysku. Operatorzy w efekcie obwarowali tego typu usługi paroma technicznymi wymogami. W omawianym przypadku rejestracja do serwisu wysyłającego SMSy premium musi zostać potwierdzona przez wpisanie na stronie internetowej, otrzymanego SMSem ciągu znaków.

Co robią oszuści? Jeśli złapiemy przynętę i zaoferujemy pomoc, wpisują nas na subskrypcję czegoś w stylu „codzienne porady kulinarne cioci Halinki”. System operatora wysyła nam hasło konieczne do potwierdzenia subskrypcji. Jeśli zgodnie z prośbą przekierujemy go oszustowi, to zanim dostaniemy pierwszą kulinarną radę dnia, jesteśmy już ugotowani. Oszust w naszym imieniu potwierdza zlecenie, a operator dopisuje po 9 zł za każdego otrzymanego potem SMSa z bezcennymi radami, na temat wielorakich sposobów wykorzystania proszku do pieczenia, czy domowych  metod pasteryzacji.

Demaskatorskie artykuły o przekrętach pisze się jako przestrogę. Żeby ostrzec czytelnika, namówić go do ostrożności, zdrowego sceptycyzmu i słuchania instynktu samozachowawczego. Tutaj jednak jest inaczej. W tym przypadku proszę, żebyście zrobili wyjątek i nie wyciągali dalej idących wniosków na przyszłość. Dlaczego? Dlatego, że ta mała i niedoceniana, prosta chęć niesienia pomocy bliźniemu jest ważna. |Bardzo. To takie małe, acz wielkie gesty sprawiają, że świat przestaje być groźnym i wrogim miejscem. Naprawdę nie chciałbym żyć w świecie, w którym trzeba się zastanawiać i powstrzymywać od prostego, odruchowego pomagania innym ludziom. Pomoc taka powinna być automatyczna i bezrefleksyjna.

Jeśli ktoś wykorzysta przeciw Wam coś tak jednoznacznie dobrego, nie pozwólcie żeby powstrzymało to Was przy innej, podobnej okazji. To chyba taka szczególna i wyjątkowa sytuacja, w której bycie ofiarą nie jest świadectwem głupoty, czy naiwności. Bycie ofiarą własnego, dobrego serca to coś, co przydarza się tylko dobrym ludziom. Być może to akurat powinno być powodem do dumy.