32

Kolejny test z rozbijaniem smartfonów. Jaki jest ich prawdziwy cel?

Zapewne kojarzycie „testy”, w których „badana jest” wytrzymałość różnego typu urządzeń na podstawie zderzeń z podłożem, uderzeń młotkiem, wbijania gwoździ, czy zanurzeń w wodzie. Filmiki i relacje tego typu pojawiają się w Sieci coraz częściej (także u nas, choć to nie nasze „badania”) i przyznam, że stają się coraz dziwniejsze. Należy przyjąć, iż nie chodzi […]

Zapewne kojarzycie „testy”, w których „badana jest” wytrzymałość różnego typu urządzeń na podstawie zderzeń z podłożem, uderzeń młotkiem, wbijania gwoździ, czy zanurzeń w wodzie. Filmiki i relacje tego typu pojawiają się w Sieci coraz częściej (także u nas, choć to nie nasze „badania”) i przyznam, że stają się coraz dziwniejsze. Należy przyjąć, iż nie chodzi już o testowanie sprzętu, lecz zwykły show, dzięki któremu można się stać popularnym na kilka godzin/dni.

Furorę w Internecie robi teraz film, na którym tester sprawdza, czy bardziej podatny na zarysowania jest wyświetlacz Samsunga Galaxy S III czy iPhone’a 4S. Wynik można z góry przewidzieć, jeśli weźmie się pod uwagę, że pomysłodawca eksperymentu prezentuje go na stronie APerfectGalaxy (oczywiście mogłaby to być przewrotna nazwa, ale załóżmy, że panowie nie wykazali aż takiej finezji). Nasz „tester” zainstalował sobie na głowie kamerę i z tej perspektywy udowadniał, że Koreańczycy bardziej przyłożyli się do ochrony ekranu swojego flagowca. Najciekawszy był jednak sam test.

http://www.youtube.com/watch?v=SshJo76d1Z8

Smartfony trafiły do specjalnych futerałów i były ciągnięte po asfalcie przez samochód. Trochę przypominało to kulig albo puszki przymocowane do samochodu młodej pary. Nasz wesoły badacz filmował całe zdarzenie z bagażnika owego samochodu. Po obejrzeniu filmu nie myślałem o samym „teście” tylko o osobie, która go nagrała. Jedni powiedzą, że to pasjonat i eksperymentator przez duże EKS, ale będą i tacy (i chyba zaliczam się do tego grona), którzy stwierdzą, iż mamy do czynienia ze świrem, który liczy na swoje pięć minut w Sieci i zapewne chce wypromować w ten sposób wspomnianą stronę. Bo nie mam wątpliwości, że liczba wejść na przestrzeni kilku dni poważnie podskoczył do góry. Można też założyć, iż część osób kiedyś tam wróci, by sprawdzić, czy panowie zdecydowali się na jakiś nowy show. Po co wydawać pieniądze na promowanie swojego serwisu i zastanawiać, się czy działania te przeniosą spodziewany skutek, skoro można rozbić dwa smartfony i na 2-3 dni zabłysnąć w Sieci?

Nie twierdzę, że testy tego typu są niepotrzebne i trzeba je całkowicie wyeliminować. Mogą się one stać bardzo ciekawym źródłem informacji, ale należy je przeprowadzać w odpowiednich warunkach. Potrzebne jest do tego laboratorium i osiągniecie powtarzalności w eksperymentach. W innym przypadku będzie to zwykły show, którego efekt stanowi kilka rozbitych urządzeń, uszczuplenie konta bankowego o kilkaset (a czasem kilka tysięcy) euro oraz (co w tym przypadku najważniejsze) znalezienie się ze swoją stroną w centrum branżowych wydarzeń.

Eksperyment, o którym wspominam w tekście zobaczyłem dzisiaj rano. Chwilę później trafiłem na ciekawy trailer filmu (całość można zobaczyć wieczorem w pewnym krakowskim kinie) i doszedłem do wniosku, że bohaterki tego japońskiego obrazu byłyby świetnymi testerkami sprzętu. W ich przypadku można mówić o możliwości stworzenia identycznych warunków i powtarzalności. A nawet gdyby nie były w stanie tego zapewnić, to przynajmniej stworzyłyby show, jakiego jeszcze świat nie widział…

Foto: 1