1

Rosyjski Wielki Brat na sterydach. U nas chyba nie jest tak źle, prawda?

Putin
Gdybym miał wskazać najważniejsze lęki czytelników Antyweba, to jednym z tych poważniejszych byłaby możliwość podsłuchiwania ich - zawsze i wszędzie przez: rządy, służby, Illuminatów, Roberta Makłowicza i jeszcze innych. Czy te lęki są bezpodstawne? Mimo odrobinę prześmiewczego stosunku do tych obaw muszę przyznać, że powody do strachu istnieją, a za miedzą mamy przykład tego, jak może wyglądać patologiczna potrzeba trzymania społeczeństwa za lejce.

Kiedyś w Związku Radzieckim strach wzbudzało KGB, a dzisiaj jest to FSB, chociaż znacznie mniej kojarzone z mało etycznym podejściem do praw człowieka czy prywatności. Pewne jest jedno, spadkobiercy KGB (czyli FSB – sporo oficerów nowej służby to ludzie pracujący w poprzedniej formacji) właśnie świętują zupełnie nowe prawa w zakresie inwigilowania obywateli Federacji Rosyjskiej.

Od 2 lipca w Rosji zaczęła obowiązywać „ustawa antyterrorystyczna Jarowej”, wedle której służby zyskują zupełnie nowe uprawnienia w zakresie kontrolowania środków masowego przekazu oraz łączności. Na co warto zwrócić uwagę? Operatorzy telefonii komórkowej zobowiązani są do przechowywania nagrań rozmów telefonicznych oraz SMS-ów przez pół roku – razem z załącznikami. Co przerażające, służby mają mieć nieograniczony dostęp do tych informacji – wystarczy, że zechcą „zinwigilować” dowolnego obywatela Federacji Rosyjskiej, a pokorne telekomy będą musiały udostępnić wszystkie przechowywane informacje.

Jak podaje portal Biełsat, od 1 października taki obowiązek będzie dotyczył także dostawców usług internetowych. Ci więc będą musieli liczyć się z tym, że przyjdzie im przechowywać ogromne ilości informacji – głównie o odwiedzonych stronach oraz wymienionych np. w ramach sieci P2P plikach. Każdy z tego typu podmiotów kolokwialnie ma „przekichane”, bo przecież przechowywanie takich danych wymaga odpowiedniej infrastruktury oraz opracowania procedur. To z kolei rodzi potężne koszty: te będą musiały ponieść oczywiście biznesy, a nie żądne informacji służby.

Motyw? Jak zwykle ten sam: „chcemy zabezpieczyć obywateli”

Jeżeli chcemy zniewolić społeczeństwo, wmówmy mu, że zabierając mu wolność działamy na rzecz jego bezpieczeństwa. Ustroje totalitarne bardzo chętnie powołują się na tego typu motywy zagarniając kolejne połacie autonomii jednostek. „Zbyt wolne” społeczeństwo nie jest dobre, szczególnie wtedy, gdy ma dostęp do tak potężnych środków służących do przesyłania informacji. Pluralizm, obieg idei dla władzy, która ma w poważaniu najważniejsze prawa to „niebezpieczne zjawiska”, liczy się linia ustalona przez „władcę”.

rosyjscy żołnierze

Dlatego mnie nie dziwi to, w co gra Federacja Rosyjska. Mimo, iż politycy związani z Kremlem oraz sama Irina Jarowaja (deputowana) mówią o potrzebie kontroli jako metodzie prewencji wycelowanej w terrorystów oraz bandytów, nie trzeba być geniuszem by dostrzec w tej sprawie drugie dno. Federacja Rosyjska nie dość, że chce mieć czyste ręce w trakcie inwigilowania swoich obywateli (chociaż pewne jest to, że i tak to robi – bez pomocy telekomów oraz ISP), to w dodatku pokazuje pełen serdeczności palec postanowieniom GDPR (RODO). Ustawa antyterrorystyczna Jarowej jest bowiem kompletnie sprzeczna z tym, co niedawno weszło w życie w Unii Europejskiej.

Nie ma co się śmiać z Rosjan

Mój ojciec śmieje się, że Rosjanie to taki naród, któremu nawet gdyby zabrać elektryczność i paliwo, to by przeżył. Byleby była wódka. Coś w tym jest. Miałem ostatnio przyjemność (w trakcie ostatniego wyjazdu) rozmawiać z Rosjanami, którzy za Putina raczej w bój by nie poszli, ale jednocześnie nie negują jego absolutnej władzy nad krajem. Według nich to po prostu bandyta, z drugiej strony jednak Federacja Rosyjska potrzebuje lidera, który poszatkowany etnicznie kraj oraz oligarchów „będzie trzymał za mordę” (cytuję, dokładnie tak mi przedstawiono tę sytuację). Nawiasem dodam, że rozmawialiśmy także o Mundialu i Rosjanie widzieli nas jako pretendentów do wystąpienia w półfinale. Jak wyszło? Cóż, słabo.

Kraj o takich aspiracjach jak Rosja, nieco kopnięty w kostkę przez transformację ustrojową oraz spadek znaczenia na arenie międzynarodowej będzie zbroił się i na własnym terenie, by za wszelką cenę utrzymywać prawomocność obecnego systemu. Tyle, że podobnymi motywami mogą zacząć kierować się inne formacje na światowej scenie politycznej, nawet te uważane za „cywilizowane”. W takich sytuacjach nie są ważne systemy ideowe, ale właśnie chęć utrzymania się przy władzy, zabezpieczenie się na przyszłość. Internet nie bez powodu jest solą w oku unijnych urzędników, nie dziwmy się więc, że i Rosjanie walczą z wolnością dostępu do informacji.