12

Rok 2019 w technologiach. Oto rzeczy, na które czekam

Zamiast skupiać się jak co roku na wyłuskiwaniu rzeczy, które albo grały pierwsze skrzypce w 2018, albo na tym, co może być hitem w następnym, skupię się na pewnikach. Tego typu punkty przemawiają do Was znacznie lepiej niż "wymyślanie" tych aspektów nowych technologii, które mogą być istotne w niedalekiej bądź co bądź przyszłości. To oczywiście moja lista i Wasza może być zupełnie inna. Tradycyjnie zapraszam Was do sekcji komentarzy: jest Wasza.

Są takie przyszłe wydarzenia, które na pewno się odbędą i po cichutku niektórzy z Was na nie czekają. Część z nich już oficjalnie zapowiedziano, inne są „pewne” głównie dlatego, że tak wynika z analiz ekspertów lub przecieków. Co więc należy uznać za ważne lub inaczej: co ja uważam za warte uwagi?

Asystent Google po polsku

Stawiam tę rzecz jako pierwszą z dwóch istotnych powodów: po pierwsze, 15 stycznia ma odbyć się konferencja, na której albo zapowiedziana zostanie oficjalna data wypuszczenia pełnoprawnego Asystenta Google na polski rynek, albo od tego momentu będzie mówić już o Polsce jako kraju, w którym ta usługa giganta rozpocznie swoje funkcjonowanie. Niektórzy z Was już teraz mogą sprawdzić jak on działa (w kręgu zamkniętych, wybiórczych testów), inni natomiast w dalszym ciągu korzystają z obcojęzycznej wersji. Ja należę do tego drugiego, całkiem zadowolonego grona. Co więcej, korzystam w swoim domu z głośników od Google, a w telefonie – ze względu na ustawiony region + język en/us mogę bawić się z Asystentem. Oczywiście w ograniczonym zakresie – część usług dostępnych chociażby w Stanach Zjednoczonych nie funkcjonuje (nawet z polską wersją Asystenta) w naszym kraju.

Pewne jest to, że Google bardzo aktywnie poszukuje partnerów w Polsce do zasilenia możliwości Asystenta. Wyobraźcie sobie tylko: zamawiacie pizzę za pomocą dostępnej w naszym kraju usługi dowozu jedzenia – tylko za pomocą „Ok, Google…”. Kwota za posiłek automatycznie zostaje pobrana w ramach Google Pay, a Wam pozostaje już tylko czekać na pyszny placek. Wstajecie rano, macie zaplanowaną podróż samolotem – Asystent trąbi od rana, że będzie opóźnienie i macie nieco więcej czasu dla siebie. Albo proponuje Wam najlepszą trasę na lotnisko, pozwala na zamówienie taksówki „w locie”. Piękna perspektywa? Nawet bardzo.

Nokia 9 PureView – niech to będzie taka Nokia, która powinna pojawić się już rok temu

5 aparatów składających się na jedną, tylną jednostkę fotograficzną. Kiedy ZEISS patentował pomysł z kilkoma aparatami fotograficznymi do obsługi „zoomu” przeznaczonego dla smartfonów. Jak doskonale wiemy, umieszczenie typowego zestawu optycznego dla profesjonalnych aparatów w telefonie komórkowym jest problematyczne – nie tylko ze względu na trend polegający na sukcesywnym „odchudzaniu” słuchawek.

Może wydać się Wam dziwne, że deklaruję „oczekiwanie” na Nokię 9 PureView, szczególnie w gronie tak istotnych rzeczy w nowych technologiach. Ale nie ukrywam, osobiście jestem fanem Nokii właściwie od momentu, w którym zacząłem być konsumentem na rynku elektroniki. Nokia od zawsze była kojarzona z wysoką jakością i z samymi telefonami komórkowymi. Zwyczajnie: myślisz „telefon” – od razu myślisz także „Nokia”. No, przynajmniej w moim oraz poprzednim pokoleniu. Te nowsze generacje prawdopodobnie powiedzą „iPhone”.

Nokia zaś miała trudną historię w trakcie transformacji rynku telefonów komórkowych. Przekształcenie „głupich” słuchawek w smartfony nie odbyło się bez ofiar i zupełnie nowych graczy. Rewolucję zapoczątkowało Apple, natomiast Nokię można uznać za jedną z ofiar tego procesu – poprzednie inwestycje, plany spaliły na panewce tylko dlatego, że zaproponowano zupełnie nową formułę telefonu komórkowego, znacznie bardziej odpowiadającą wszystkim konsumentom: nie tylko klientom biznesowym, którzy do pewnego momentu byli szczególnie zainteresowani „inteligentnymi telefonami”.

Po udanym bądź co bądź „dealu” Nokii z Microsoftem, w ramach którego Finowie sprzedali dział mobilny (co warte zauważenia: generującym przeogromne straty) gigantowi przez kilka lat legenda była nieobecna na rynku. Natomiast, gdy wygasły zakazy (dotyczące produkowania sprzętów elektronicznych obsługujących sieci GSM) wynikające z umowy, Nokia ogłosiła współpracę z HMD Global, podmiotem zajmującym się tworzeniem urządzeń brandowanych za pomocą logo… Nokii. Finowie zajmują się także oprogramowaniem oraz współprojektowaniem nowych słuchawek – HMD bierze na siebie procesy produkcyjne.

Nokia 8, która była pierwszym flagowcem w nowej historii Nokii nieco rozczarowała: przede wszystkim jakością aparatu fotograficznego. Mimo brandu ZEISS na obudowie (który miał świadczyć o ponadprzeciętnej jakości obrazów generowanych przez telefon) nie udało się nawiązać godnej konkurencji z resztą stawki. Co więcej, problem leży głównie po stronie software’u, co udało mi się wykazać w innym tekście na temat Nokii 8:

Nokia 9 PureView jest okazją dla Nokii na zrehabilitowanie się w oczach fanów. Niech będzie znacznie lepiej wykonana, z odpowiednim dla tej półki sprzedażowej aparatem fotograficznym i niech charakteryzuje się ogromną wydajnością. Z pewnością będę testował ten smartfon (gdy tylko pojawią się sample w Polsce), dopiero po tym podejmę decyzję co do zakupu tej słuchawki. Oby było warto.

Windows 10 2019 Spring Update

Szczęsny na głowę upadł, bo czeka na aktualizację dla Windows 10. No, po prostu dramat. Ok, rozumiem Wasze wątpliwości i absolutnie się z nimi zgadzam. Dla mnie istotne jest jednak coś innego – Microsoft ostatnio „umoczył” z aktualizacjami dla swojego systemu operacyjnego i jest to związane z a) nowym modelem dystrybucji aktualizacji (bardziej agresywnym) i b) porażką programu Windows Insider. Ten miał być odpowiedzią na rosnące potrzeby Microsoftu – podstawowy zamysł stojący za Windows 10 to „jeden Windows dla wszystkich”. A skoro jeden Windows, to i aktualizacje dla wszystkich. Ze „wszystkimi” jest jednak tak, że tak rozległej grupy nie da się jednakowo zadowolić. Podobnie jest i z konfiguracjami komputerów: Windows to system uniwersalny i musi działać dosłownie na każdej kombinacji komponentów.

Tyle, że trudno jest to uzyskać – pasować do siebie muszą sterowniki, programy muszą zachować kompatybilność z systemem – to naturalne. Receptą na to miał być Windows Insider, program testów dla entuzjastów, w trakcie którego właśnie różne konfiguracje miały brać udział w sprawdzaniu jakości przyszłych aktualizacji. Główny problem z Windows Insider? Bardzo wielu testerów uruchamiało Windows 10 w tym kanale na… maszynach wirtualnych. I cały plan okazał się spalony. Między innymi dlatego nie zdołano uchronić użytkowników przed takimi błędami jak ginące pliki w Dokumentach lub niezgodność uaktualnień z niektórymi komponentami komputerów. Windows 10 2019 Spring Update ma być nie tylko zestawem nowych funkcji, ale i sprawdzianem dla Microsoftu: czy rzeczywiście udało się zlikwidować problemy, które trawią tę platformę od premiery „dziesiątki”?

Fuchsia OS

Eksperci przewidują, że w 2019 roku najprawdopodobniej zobaczymy przynajmniej pierwszą wersję poglądową Fuchsii do zainstalowania na niektórych dostępnych urządzeniach mobilnych. Co ciekawe, ten system, będący duchowym następcą Androida na pewno testowano na telefonie Honor Play. Jak wypadły te testy – trudno powiedzieć, bo rezultatami nikt się nie chwali – ani Google ani Huawei, będący właścicielem marki Honor.

Fuchsia OS

[/okladka] Fuchsia OS

Google ucieka jednak czas, a Android jest trawiony przez jego własne problemy. Największym jest zdecydowanie brak jednolitości uaktualnień – Android Pie jest obecnie zainstalowany na ledwie kilku procentach wszystkich aktywnych smartfonów opartych na platformie Google. Project Treble, Android One nie pozwoliły na pozbycie się dosłownie wszystkich problemów zielonego robocika i… potrzebna jest odmiana. Raz, że Google ostrzy sobie zęby na ekspansję w tereny przyrodzone głównie Microsoftowi i Apple (komputery osobiste), dwa że warto aktualizacje ujednolicić. Fuchsia OS ma łączyć w sobie wszystko co najlepsze w Androidzie z odpowiedzią na to, co jest w nim najgorsze. Porzucenie jądra systemu Linux (Android jest forkiem Linuksa) i przejście na własne – Zircon ma być kluczowe dla powodzenia całego projektu.

A zatem, w 2019 roku czekam na pierwszą wersję testową Fuchsii. Dlaczego – wiadomo.

Co z tym 5G w Polsce?

Jak pewnie pamiętacie, testowałem 5G w wykonaniu Deutsche Telekom w Berlinie (T-Mobile). Jak działało? Całkiem fajnie. 5G pojawiło się także w Warszawie, gdzie również dzielnie prężono muskuły wskazując na najważniejsze zalety następcy LTE – niższe i stabilne opóźnienia oraz znacznie wyższe transfery. Ale, wprowadzenie nowej technologii w zakresie danych mobilnych to także nowe częstotliwości. Co do tych, pewne decyzje musi podjąć nasz dumny włodarz.

Jak wskazuje m. in. Niezależna – według projektu nowelizacji ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych wartością nadrzędną ma być wprowadzenie takich rozwiązań, które pozwolą na wytworzenie „przyjaznego otoczenia” dla inwestycji oscylujących wokół nowoczesnych sieci, w tym najpewniej 5G. Sam projekt nazywa się dumnie „megaustawą”. Autorzy projektu zakładają, że dzięki temu uda się przyspieszyć potrzebne procedury prawodawcze oraz obniżyć koszty stworzenia odpowiednich infrastruktur, a następnie korzystania z nich. Ma również nastąpić standaryzacja wartości odnoszących się do pola EM wytwarzanego przez urządzenia telekomunikacyjne – obecnie obowiązujące wartości nie zezwalają na instalowanie dodatkowych urządzeń radiowych. Unia jednak wskazuje jasno: każdy kraj członkowski UE musi uruchomić w przynajmniej jednym dużym mieście sieć 5G w 2020 roku, a w 2025 roku zapewnić dostęp do niej na wszelkich obszarach miejskich i głównych arteriach komunikacyjnych. Jak wynika z „megaustawy”, wcale nie jest tak źle, prawda?

W ferworze „walki o 5G” do głosy dochodzą jednak ludziki w aluminiowych hełmach, którzy twierdzą, że 5G zabija, smaży mózgi i powoduje choroby. Dotychczas nikt nie opublikował jednoznacznych wyników badań, które mocno przemawiałyby na niekorzyść smartfonów / EM. No, może poza jednym, w którym wskazałem Wam na fakt, iż smartfony powodują problemy z pamięcią. Ale tylko u młodych ludzi. Dlaczego? Nie wiadomo.