6

Rocketship Education pozyskuje finansowanie – czy wiara w startupy edukacyjne ma sens?

Rocketship Education to startup powstały w 2007 roku, który w zamyśle ma zrewolucjonizować system edukacji. Nie jest to pierwsza tego typu próba, jak pisałem w poście o popularności książek elektronicznych, powstają coraz to nowsze firmy, których zamiarem jest dostarczanie na rynek materiałów edukacyjnych w nowoczesnej, przyjaznej dla uczniów formie. W istocie, jest to klucz do […]

Rocketship Education to startup powstały w 2007 roku, który w zamyśle ma zrewolucjonizować system edukacji. Nie jest to pierwsza tego typu próba, jak pisałem w poście o popularności książek elektronicznych, powstają coraz to nowsze firmy, których zamiarem jest dostarczanie na rynek materiałów edukacyjnych w nowoczesnej, przyjaznej dla uczniów formie. W istocie, jest to klucz do sukcesu, gdyż technologia wkroczyła do naszego życia, korzystamy z urządzeń komputerowych na codzień, podczas gdy większość szkół wciąż posiada skostniałą strukturę rodem z początku XX wieku. Kolejne startupy edukacyjne pozyskują finansowanie od inwestorów, co świadczy o wierze w tego typu przedsięwzięcia. Czy ma ona jednak sens?

Opisywany przeze mnie startup uzyskał aż 3 miliony dolarów finansowania. To dużo pieniędzy na rozwój produktu. Produktu, który ma pełnić rolę szkoły dla ucznia. Model nauczania Rocketship Education bazuje właśnie na tradycyjnym nauczaniu w klasach, jednak dzięki technice komputerowej każdy uczeń ma program dopasowany do swoich umiejętności. Dzięki tego typu systemowi uda się wyrównać szanse słabszych intelektualnie uczniów, na których nauczyciel zwyczajnie nie ma czasu. Nauczyciel nie będzie musiał powtarzać, czego i tak nie robi ze względu na brak czasu i to, że uczniowie boją się pytać. Powtarzać będzie komputer.

Na chwilę obecną z systemu Rocketship Education korzysta 1300 uczniów, z których 90% pochodzi z ubogich rodzin, a trzy czwarte nie używa angielskiego jako głównego języka. Istnieją trzy szkoły zbudowane na bazie tego startupu, znajdujące się w San Jose, w których zajęcia trwają od ósmej do szesnastej, uczniowie zmieniają klasy w zależności od przedmiotu, mają także przerwy na lunch oraz zajęcia na świeżym powietrzu. W istocie, nauka w takiej szkole wcale nie polega na siedzeniu cały dzień przed komputerem. Dzieciaki pracują wspólne w klasach, a wybraną część czasu spędzają przed komputerami nadrabiając zaległości lub robiąc dodatkowe ćwiczenia. Warto w tym miejscu obejrzeć wideo promocyjne startupu. Tego typu forma edukacji stanowi nie tylko wzrost efektywności nauczania, ale jednocześnie niesie ze sobą oszczędności i zwiększa szanse dzieci z uboższych rodzin, które nie muszą już zakupować drogich podręczników. W najbliższym czasie do działających już dołączą kolejne dwie kolejne szkoły.

Temat zmian skostniałego systemu edukacyjnego był nie raz wałkowany podczas konferencji TED. Wszyscy są zgodni zdania, że potrzebne są zmiany. Richard Baraniuk opowiadał o swoim projekcie Connexions, Ken Robinson mówił o zmianach paradygmatów edukacji, o tym, że szkoły zabijają kreatywność, Conrad Wolfram mówił o nauczaniu dzieci matematyki przy pomocy komputerów, Chris Anderson mówił o znaczeniu filmów wideo w edukacji. Całkowicie się z tym zgadzam. Pytanie tylko, kiedy tego typu zmiany zostaną wdrożone na świecie. W Stanach Zjednoczonych takie precedensowe wdrożenia mają już miejsce, jednak tam system edukacyjny wygląda inaczej. To u nas potrzebne są największe zmiany, gdyż szkoły wciąż wymuszają jeden konkretny tok myślenia i ograniczają rozwój ucznia, gdyż prowadzą go jedną ścieżką.

Sądzę, że wiara w startupy edukacyjne ma sens, gdyż niosą one ze sobą nowoczesne formy nauczania. Musimy jednak poczekać na to, aż wielkie głowy w ministerstwach zdadzą sobie sprawę z tego, że oświatę trzeba dostosować do zmieniającego się świata, a nie odwrotnie. Wtedy szkoły czeka „przesiadka”, a nowe biznesy zastrzyk gotówki.