13

Resident Evil Village potrafi wywołać ciarki na plecach – i o to chodzi. Recenzja

Resident Evil Village stał się faktem i dostaliśmy pierwszą next-genową odsłonę serii. Czy warto było czekać? Przeczytajcie naszą recenzję, a wszystko się wyjaśni.

Resident Evil Village, czy jak wolicie Resident Evil 8 to kontynuacja opowieści o Ethanie i jego żonie Mii, których poznaliśmy w Resident Evil 7. Od razu warto zaznaczyć, że wypadałoby wiedzieć co wydarzyło się w siódemce i choć gra już na początku streszcza opowieść, to jednak bardzo szybko, po łebkach i na dobrą sprawę z tego skrótu niewiele wiadomo. Nie napiszę więcej niż w zapowiedziach żeby nie psuć Wam opowieści – para, która cudem przeżyła wydarzenia z poprzedniej części ma już dziecko, małą córeczkę Rose. Już na samym początku gry rodzina zostaje zaatakowana przez kapitana Chrisa Redfielda, który zabija kobietę i porywa dziecko. Ethan próbując odzyskać córkę trafia do dziwnej wioski pełnej wilkołaków. I właśnie wokół ocalenia małej Rose rozgrywa się cała historia, pełna dziwnych zwrotów akcji oraz jeszcze dziwniejszych przeciwników. Wszystko wyjaśnia się w ostatniej godzinie zabawy i muszę przyznać, że fabularnie Resident Evil Village się broni. Jest to oczywiście wciąż opowieść mocno inspirowana mniej ambitnymi horrorami, ale jednak trzyma poziom od początku do końca pozwalając wkręcić się bez problemu w świat i historię.

Resident Evil Village to pierwszosobowy horror z elementami strzelanki. Nie atakuje jednak tanimi chwytami, buduje raczej klimat przez całą opowieść i odpowiednio nim żongluje. Jest w grze kilka momentów, w których autentycznie się bałem, momentami czułem delikatnie nieswojo, ale cały czas w granicach dobrego smaku. Bardzo spodobali mi się bossowie w tej odsłonie i uważam, że Capcom wykonał kawał świetnej roboty nie tylko w samych projektach, ale i zbudowaniu odpowiedniej historii tych postaci. Absurdalnie wysoka Alcina Dimitrescu wymiata!

Resident Evil Village

Resident Evil Village

Tak, wciąż da się chodzić i strzelać, ale walka cały czas nie jest najmocniejszą stroną serii. Wydaje się mocno statyczna (tak, wiem, to wina ogrywanego niedawno Returnal) i wydawała mi się raczej przerwą od eksploracji i rozwiązywania prostych zagadek niż sercem całej zabawy. Grubszych akcji z likwidowaniem przeciwników jest dosłownie kilka, a walki z bossami polegają przede wszystkim na znalezieniu i wykorzystaniu słabości niż bezmyślnym pruciu ołowiem. Szybko też nauczyłem się, że amunicję trzeba oszczędzać, warto zbierać wszystko co się znajdzie, żeby móc ją później wytwarzać – a oczy z tyłu głowy to niegłupi pomysł.

Resident Evil Village wygląda świetnie

Grałem w wersję na PlayStation 5, która umożliwia włączenie lub wyłączenie raytracingu. Trudny wybór, bo zyskujemy fajniejsze oświetlenie, co przekłada się na wygląd gry – ale tracimy trochę z płynności rozgrywki. Tak „na oko” kilkanaście klatek, które jakoś mocno nie uwierają, bo i sama rozgrywka nie jest specjalnie dynamiczne. Screeny nigdy nie oddają w pełni jak gra wygląda na dobrym telewizorze z HDR i musicie mi uwierzyć na słowo, potrafi prezentować się rewelacyjnie. Najmniej wizualnie przypadła mi do gustu tytułowa wioska, pozostałe lokacje wydawały się ciekawsze, a przede wszystkim ładniejsze. Ale jednak dbałość o detale w poszczególnych domkach jest niesamowita – jednocześnie prawie niczego nie można zniszczyć, więc trochę szkoda.

Resident Evil Village

Resident Evil Village

Do tego dochodzi odpowiednie operowanie wizualne klimatem, które w połączeniu z warstwą audio potrafią wywołać ciarki na plecach. W ogóle polecam granie w słuchawkach, najlepiej wieczorem – atmosfera bywa niesamowita. I tak jak mówiono wcześniej, gra nie ma polonizacji, nawet tekstowej. Szkoda, szczególnie, że polskie napisy dostał przecież Monster Hunter Rise na Nintendo Switch, więc coś dziwnego stało się w Capcom.

Resident Evil Village fajnie wykorzystuje też pad DualSense do PS5, nie jest to poziom Returnal, ale miły dodatek. Czuć bronie na spustach pada, ten potrafi też bardzo fajnie zawibrować i zaświecić różnymi kolorami. Nie mam niestety skali porównawczej z wersją na PS4, ale jestem więcej niż pewien, że na DualShocku 4 jest gorzej.

Nie jest jednak idealnie

Nigdy nie uważałem się za fana serii Resident Evil, więc nie potrafię nie podejść krytycznie do niektórych elementów w poszczególnych grach. Village nie jest wyjątkiem i nie wszystko przypadło mi do gustu. Bolał mnie na przykład brak minimapy i choć rozumiem, że psułaby klimat, to jednak ciągłe uruchamianie tej pełnoekranowej działało mi na nerwy. Z jednej strony lubiłem system oznaczania pomieszczeń, w których nie wszystko zostało jeszcze znalezione, z drugiej miałem go po dziurki w nosie. Bo może to oznaczać wszystko – od ważnego dla pchnięcia fabuły do przodu przedmiotu aż do paczki z nabojami do pistoletu.

Resident Evil Village

Zdarzyło mi się kilka razy „zaciąć” tylko dlatego, że zapomniałem w jaki sposób twórcy Residentów projektują poziomy i zagadki. Odpowiedź na mój problem była oczywista, a jednak nie potrafiłem jej dojrzeć. I może to zabrzmi głupio dla fanów serii, ale nowicjusze powinni wiedzieć, że tu trzeba czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Absolutnie wszystko, bo lokacje są pełne podpowiedzi porozrzucanych właśnie na jakichś kartkach, notatkach i tym podobnych.

Resident Evil Village

Ciężko mi też było przenieść się z super-dynamicznego Returnal na nowego Residenta, który po takiej zmianie wydawał się bardzo ślamazarny. To jednak wszystko drobiazgi, do których można przywyknąć. Aha – i pod żadnym pozorem nie grajcie na trybie casual, jest absurdalnie łatwy, amunicja leży wszędzie i gra nie stawia wtedy żadnego wyzwania. Fakt, chodzi tylko o walki, ale moim zdaniem dużo stracicie grając na poziomie niższym niż normal. Gra wydaje się też nieco za krótka, chętnie posiedziałbym w tym świecie jeszcze z 5 godzin. Jest niby bonusowy tryb Mercenaries skupiony na strzelaniu, ale to nie to samo.

Resident Evil Village – czy warto?

Moim zdaniem tak, choć ponownie nie jest to gra dla wszystkich. Ale jest dość przystępna, oferuje świetny klimat, ekstra oprawę, ciekawe rozwinięcie historii oraz ciarki na plecach (raz na jakiś czas, ale jednak). To było przyjemnie spędzone 11 godzin, ale ponownie nie będę w stanie wskazać Residenta jako kandydata na grę roku. Ode mnie mocna ósemka – jeśli czekacie, nie będziecie rozczarowani.

Plusy

  • świetna fabuła i bohaterowie
  • oprawa graficzna
  • oprawa audio

Minusy

  • brak minimapy
  • brak polskiej wersji językowej
  • mogłaby być o 5 godzin dłuższa